Kategoria: My diary
-
W zeszły weekend trafiłem na jeden z tych biegów, które trudno ocenić samym wynikiem. Niewielka miejscowość niedaleko domu, kilka pól, trochę lasu, wiejskie drogi i atmosfera, której coraz rzadziej można doświadczyć na dużych imprezach. Na starcie nie było tłumów. Żadnych kolejek do depozytu, przepychania się między setkami zawodników czy nerwowego szukania miejsca. Kilkudziesięciu biegaczy, znajome…
-
Byłem ostatnio na biegu ulicznym. Lokalna impreza, świetny festyn dla dzieci, ale został mi w głowie wybitny obraz: starszy mężczyzna, wyraźnie najstarszy w całej stawce, który dobiegł do mety jako ostatni. Nie było w tym nic przegranego ani smutnego. Raczej coś spokojnego, jakby tempo nie miało już znaczenia. Widać było, że nie walczy z czasem,…
-
W tym tygodniu pojechałem na bieg dookoła jeziora, 10. edycja. Tym razem sam, bez większego planowania, po prostu wyszło tak, że wsiadłem w samochód i pojechałem. Nad ranem przeszła nawałnica, więc przez chwilę nie było wiadomo, czy warunki będą w ogóle sensowne. Ostatecznie pogoda się uspokoiła i zrobiło się dokładnie tak, jak trzeba do biegania,…
-
Wypad do miasta z żoną, czyli dla człowieka mieszkającego praktycznie przy lesie prawie jak city break. Na co dzień słyszy ptaki i patrzy na drzewa, więc kilka godzin między kamienicami działa jak zmiana strefy klimatycznej. Od rana zaskakująco spokojnie, bez większego ruchu i całego miejskiego chaosu, który zwykle człowieka odstrasza. Dało się normalnie pochodzić, popatrzeć…
