Pamiętam naszą drogę do Mont Saint-Michel. Chyba ze trzy kilometry szliśmy wśród tłumów, a im bliżej byliśmy celu, tym ludzi było oczywiście coraz więcej. Samo dojście było już niezłym doświadczeniem, bo z jednej strony człowiek chciał spokojnie podziwiać widoki, a z drugiej cały czas miał wrażenie, że razem z nim w tę samą stronę zmierza pół Europy. Na dziedzińcu było jeszcze więcej ludzi, momentami naprawdę trudno było znaleźć kawałek wolnej przestrzeni. Mimo wszystko Mont Saint-Michel robi ogromne wrażenie i nawet tłumy nie są w stanie całkowicie odebrać tego pierwszego zachwytu, kiedy w końcu stajesz przed tym niezwykłym miejscem.
Z tego dnia zapamiętałem jednak coś jeszcze. Moją córkę, która ukradkiem słuchała podcastu. Prowadzący zadał pytanie dotyczące pierwszej religii czy pierwszego kultu na świecie. Słucham jednym uchem, córka słucha swoim sposobem, idziemy przez Normandię, dookoła tłum ludzi, słońce, wakacyjny klimat i nagle, zupełnie bez żadnego przygotowania, pada odpowiedź:
WIEDZA.
Do dzisiaj mnie to bawi. Wyobrażam sobie prowadzącego podcast, który przygotował pytanie pewnie wymagające trochę bardziej konkretnej odpowiedzi, a tutaj gdzieś w drodze do Mont Saint-Michel moja córka postanawia najwyraźniej rozpocząć własną filozoficzną interpretację historii ludzkości.
Takie właśnie momenty najbardziej lubię we wspomnieniach z podróży. Po czasie nie zawsze pamięta się dokładnie, gdzie zaparkowaliśmy, ile kilometrów przeszliśmy albo jak długo staliśmy w kolejce. Pamięta się za to konkretne zdania, śmiech, jakieś przypadkowe sytuacje i rzeczy, które wydarzyły się zupełnie spontanicznie. Mont Saint-Michel był oczywiście piękny, Normandia była słoneczna, a spacer wśród tłumów był częścią całej wyprawy. Jednak po czasie okazuje się, że jedno krótkie słowo potrafi zostać w głowie bardziej niż cała reszta.
WIEDZA.


Dodaj komentarz