Wpadliśmy na chwilę na Świat Dyni, bo takie imprezy stały się już chyba stałym elementem jesieni w naszej gminie. Organizowane są tutaj od prawie 30 lat, więc to już całkiem spory kawałek lokalnej historii. Tym razem zdecydowanie dominowali starsi mieszkańcy, co trochę nas zaskoczyło, ale najwyraźniej mają swoje tradycje i miejsca, do których chętnie wracają.

Sama dynia od razu uruchomiła u mnie skojarzenie ze Smashing Pumpkins i Billym Corganem. Kilkanaście lat temu miałem swój mały epizod w okolicach Chicago i mieszkałem wtedy w miasteczku niedaleko miejsca, z którym związany był Corgan. To były czasy Motel 6, muscle car i jazdy po okolicy, kiedy nawet zwykły przejazd wzdłuż Grand Parku wydawał się czymś wyjątkowym. Zupełnie inne życie, inne czasy i trochę inny Chicago. Tutaj, po tylu latach, zwykła dynia na lokalnej imprezie i nagle wracają takie wspomnienia. Tutaj to nie Elk Groove Village ale myśle, że nawet lepiej. 🙂

Posted in

Dodaj komentarz