Jak co weekend biegnę długi bieg. Kilka godzin w nogach, żeby ich nie rozhartować i nie wypaść z rytmu. Po drodze patrzę, a tu nagle w polu kukurydzy wyrastają słupy, jeden za drugim.
Niby nic niezwykłego, infrastruktura, technika, rozwój. A jednak takie małe technopolis w środku pola budzi we mnie jakiś lekki niepokój. Człowiek biegnie sobie spokojnie przez wieś, kukurydza, pola, cisza… i nagle zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie wbiegł do jakiegoś filmu science fiction.
Chyba jednak wolę, kiedy w polu rośnie kukurydza, a nie technopolis.


Dodaj komentarz