Wypad do miasta z żoną, czyli dla człowieka mieszkającego praktycznie przy lesie prawie jak city break. Na co dzień słyszy ptaki i patrzy na drzewa, więc kilka godzin między kamienicami działa jak zmiana strefy klimatycznej.
Od rana zaskakująco spokojnie, bez większego ruchu i całego miejskiego chaosu, który zwykle człowieka odstrasza. Dało się normalnie pochodzić, popatrzeć i poczuć klimat miasta bez potrzeby uciekania po godzinie.
Fajnie też obserwować, jak wszystko dynamicznie zmienia się na plus. Więcej zieleni, nowe miejsca, sporo drobnych zmian, które robią różnicę i sprawiają, że miasto wygląda coraz lepiej. Nadal tylko obowiązuje stara miejska tradycja, czyli znalezienie miejsca parkingowego graniczy momentami z cudem.
Za to kawa na Jasnych Błoniach wynagrodziła wszystko. Słońce, spokojny spacer i taki moment, kiedy człowiek przypomina sobie, że czasem dobrze jest wyrwać się nawet kilka kilometrów od swojej codzienności.


Dodaj komentarz