W tym tygodniu pojechałem na bieg dookoła jeziora, 10. edycja. Tym razem sam, bez większego planowania, po prostu wyszło tak, że wsiadłem w samochód i pojechałem.
Nad ranem przeszła nawałnica, więc przez chwilę nie było wiadomo, czy warunki będą w ogóle sensowne. Ostatecznie pogoda się uspokoiła i zrobiło się dokładnie tak, jak trzeba do biegania, rześkie powietrze, lekki chłód, bez przesady, ale wystarczająco, żeby dobrze wejść w rytm.
Na miejscu był festyn charytatywny, więc całość miała dużo życia wokół. Nie tylko sam bieg, ale też ludzie, ruch i taka lokalna energia, która robi różnicę w tego typu wydarzeniach.
Była też dodatkowa akcja gdzie Proboszcz parafii prowadził zbiórkę na wózek dla sparaliżowanego dziecka. Widać było, że ludzie naprawdę się w to włączają, bez wielkich słów, po prostu z potrzeby pomocy. Udało się zebrać potrzebną kwotę, a wózek został użyty po raz pierwszy właśnie przy tym biegu, co nadało całej historii jeszcze bardziej symboliczny wymiar.
Wracam tam kolejny rok z rzędu. To już trochę stały punkt, coś co się powtarza i nie wymaga większego zastanawiania się. Po prostu jest i działa.
Zwykły dzień, ale z tych, które zostają w głowie trochę dłużej niż powinny.


Dodaj komentarz