Jest pierwszy dzień lata i powietrze jest ciężkie, stoi w miejscu, upał dochodzi do 40°C, więc trzeba na siebie uważać, pić wodę, nie przesadzać i szukać cienia. Arbuz jest po prostu zimny i daje ulgę, nic więcej, ale właśnie o to chodzi.
Zostają późne treningi, kiedy słońce trochę odpuszcza i myśli, które wracają same, jak kiedyś latem bez internetu u babci na wsi, sianokosy, na które jeździłem pomagać i ta zwykła praca od rana, kiedy wszystko pachniało trawą. Woda ze studni była wtedy zimna, ciężka, prawdziwa. Mięta z kubka świeża i zwykła. Wieś tamta, stara i spokojna, wraca w głowie bez przesadnej nostalgii, po prostu jako coś znanego.
I ta temperatura też jest znajoma, jakby lato wciąż miało ten sam rytm, nawet jeśli wszystko inne się zmieniło. Babci już nie ma, ale te lata nadal wracają tak samo, jakby wciąż gdzieś trwały.


Dodaj komentarz