To lato naprawdę dało nam w kość. Przez kilka dni termometry pokazywały nawet 40°C i szczerze mówiąc, nie było mowy o żadnym aktywnym wypoczynku. Najlepszym miejscem okazał się własny dom, zasłonięte rolety i chłodny napój pod ręką. Na szczęście pogoda w końcu wróciła do bardziej normalnych temperatur i od razu człowiekowi lepiej się funkcjonuje.

W międzyczasie trwa mundial i emocji z pewnością nie brakuje. Mecz Argentyna – Egipt wywołał sporo dyskusji, zwłaszcza po kilku kontrowersyjnych decyzjach sędziowskich. Jedni twierdzą, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, inni do dziś mają spore wątpliwości. My jednak w tym roku jakoś nie złapaliśmy piłkarskiej gorączki. Po intensywnych upałach bardziej cieszy nas spokojny wieczór na tarasie niż śledzenie kolejnych meczów przed telewizorem.

Po tych wszystkich upałach przyszedł w końcu moment, żeby ruszyć się trochę dalej niż tylko między domem a cieniem. Wybrałem się do miasta na dłuższy trening rowerowy i był to strzał w dziesiątkę. Powrót w chłodzie nocnego powietrza, przy przyjemnych 18°C, miał w sobie coś wyjątkowo kojącego. Po dniach, kiedy człowiek szukał każdego kawałka cienia, taka temperatura była niemal luksusem.

Nocna jazda miała też swój niepowtarzalny klimat. Spokojne ulice, cisza i widoki, które momentami przypominały krajobrazy gdzieś znad Sahary. Rozgrzane powietrze, suche pola i światło zachodzącego słońca tworzyły scenerię, której zupełnie się tutaj nie spodziewaliśmy. Czasem wystarczy kilka godzin na rowerze, żeby przypomnieć sobie, jak piękne potrafią być zwykłe, letnie dni.

Posted in , ,

Skomentuj