• Prześladuje mnie fatum. Za każdym razem, a jest to trzeci w tym roku, nie dopisuje pogoda. Nie rozpadało się jakoś diabelsko, lecz ten drobny kapuśniaczek, mam wrażenie, nader deprymuje.

    IMG_1641

    Wypad za miasto odpada całkowicie, pozostałe wdrożenie planu b. Na Gubałówce nie powinno być dzisiaj tłumów. To pozwoli poczuć się znaczniej bezpiecznym na szlaku przy szybszych zbiegach. Na początek? – rozgrzewka, mocno w dół asfaltem z Kościeliska i docieram do dolnej stacji kolejki na Gubałówkę. Kilkanaście metrów dalej zaczyna się niebieski szlak wskazujący godzinną wędrówkę.

    Nie mylę się. Po drodze mijałem dzisiaj zaledwie kilka osób, nawet na samej górze turyści nie mieli ochoty korzystać z wyciągu, zaledwie kilka grup osiąga szczyt.

    Nie trzymając się ściśle niebieskiego szlaku, gubię szlakowskaz docierając do szosy przy przystanku Gubałówka pomnik wchodzę na drogę czerwoną, piętnastominutowy odcinek na pik.

    Krótka to była wyprawa, lecz pouczająca:

    Wielkie się rzeczy dzieją kiedy się spotykają ludzie z górami.

    PS: Odległe zdjęcia Tatr wyznacza fotografia z 1859 roku. Może nie jest to antyk, ale to wydanie wartość na półce.

    IMG_1640

  • Zwieńczeniem krótkiego pobytu w Tatrach Zachodnich miał być start na średnim dystansie Pereł Małopolski a więc dwadzieścia jeden kilometrów kościeliskich pagórków. Zapowiadał się raczej ciężki bieg wiec ostatni ( niby) cięższy trening odpuściłem kosztem tego właśnie przedsięwzięcia. Jak na zawołanie niedziela zapowiadała się słonecznie i tak tez było. W porównaniu z prognozą poprzedniego tygodnia, aż zacząłem szukać do czego się tutaj przyczepić.

    IMG_1651

    W ramach rozgrzewki miałem do pokonania prawie cztery kilometry. Idealne warunki, non stop z górki, ażeby później się nie zemściło…

    Szybki odbiór pakietu startowego, kilka przepychanek na stadionie biathlonowym i można ruszać. Trasa oznaczona co dwa kilometry, ciężko było się zgubić, ale mino to gdzieś wyżej lekko się zakotłowało. Mam przed sobą dwie pętle wiec muszę się pilnować, żeby nie przesadzić. Dyszka mija szybko, nawet nie zdałem sobie sprawy, że tych pierwszych wolniejszych praz zachowawczych kilometrów raczej już nie nadrobię, no ale cóż, przynajmniej próbowałem. 🤔

    IMG_1656

    PS: Ciekawe czy nogi zaniosą mnie na ostatni bieg cyklu w Rabce Zdroju…

    IMG_1652

  • Sezon startów jesiennych czas zacząć. Oczy przecieram ze zdziwienia gdy widzę listę jednego ze znajomych. Jest zrobiona ręcznie, co sprawia, ze jest jeszcze bardziej wiarygodna. Od września do listopada piec razy maraton. Sporo jak na adepta biegania. Chyba bieganie rzeczywiście staje się modne. Mickiewiczowskie mierz siły na zamiary, w przełożeniu na te listę, nabiera urzędowej mocy, mam wrażenie. Dla mnie w tym sezonie raczej tabula rasa, niby stan wolny, ale w ciągłej gotowości. 🙂 Nie miałem zamiaru do niczego się przygotowywać, nie miałem też zamiaru bumelować. W planach rok? –  tylko jeden start, który zbliża się nieubłaganie wiec i uskutecznienie planu startowego musiałem, z pełną doza satysfakcji, mieć za sobą.

    marcin jagiellicz fotografia

    Leśny Gród, jak mawiano dawniej, czy też po prostu Wałbrzych, zawsze mnie ciekawił.  Imprezy sportowe przyciągają coraz większe rzesze ludzi, wiadomo, aparycja przedsięwzięcia. Nie pojechałem do Wałbrzycha w celu realizacji tego startu. Tym razem było inaczej, ale nie o tym tutaj. Jedna kontrolka na kilka tygodni zawsze jest na miejscu. 🙂 Półmaraton Wałbrzych dołączył do elitarnego grona Korony Półmaratonów Polskich. Forma promocji biegu jak najbardziej na miejscu. Statystyki mówią za siebie, ale i nie tylko liczby oznajmiły miły dla oka obraz zapaleńców w biurze zawodów, lecz entuzjazm startujących. Widać, że impreza dynamicznie się rozwija. Pytanie tylko czy to będzie służyć miastu. Póki co jest już niezbyt kameralnie, ale drogowcy jeszcze nie narzekają. 🙂
    Biuro zawodów mieszczące się nieopodal startu biegu głównego jest niepozornie małe, niemniej jednak znalazłem co potrzebowałem. Bo co tak właściwie oczekiwać po takim miejscu? Im więcej się spodziewasz, tym bardziej możesz się zawieść. 🙂

    Nie kusiły mnie nigdy tzw masówki. Imprezy sportowe przyciągają coraz większe rzesze ludzi, wiadomo, aparycja przedsięwzięcia. Nie pojechałem do Wałbrzycha w celu realizacji tego startu. Tym razem było inaczej, ale nie o tym tutaj. Jedna kontrolka na kilka tygodni zawsze jest na miejscu. 🙂 Półmaraton Wałbrzych dołączył do elitarnego grona Korony Półmaratonów Polskich. Forma promocji biegu jak najbardziej na miejscu. Statystyki mówią za siebie, ale i nie tylko liczby oznajmiły miły dla oka obraz zapaleńców w biurze zawodów, lecz entuzjazm startujących. Widać, że impreza dynamicznie się rozwija. Pytanie tylko czy to będzie służyć miastu. Póki co jest już niezbyt kameralnie, ale drogowcy jeszcze nie narzekają. 🙂
    Biuro zawodów mieszczące się nieopodal startu biegu głównego jest niepozornie małe, niemniej jednak znalazłem co potrzebowałem. Bo co tak właściwie oczekiwać po takim miejscu?

    Trasa biegu mocno pofałdowana, nie należała do łatwych. Dołożyłem około 5 minut do standardowego dla siebie czasu. Gdzieś na trzecim kilometrze doganiam R. Korzeniowskiego, dzisiaj dał mi fory. 🙂

    Upał dał się we znaki, ale nie ma tego złego…

    PS: Po drodze, w końcu, udało się zobaczyć drugi Kościół Pokoju. Świdnicki cud architektoniczny, który zawsze był jakoś nie po drodze,  padł moim łupem zbiegiem okoliczności.

    1920px-Swidnica_-_Kosciol_Pokoju-_wnetrze_01

  • „Na północy ludzie są inni” – opowiada z uśmiechem na twarzy jedna z lokalnych, zatrudniona w wielkiej firmie olejarskiej. „Tutaj życie płynie wolniej” – dopowiada. Owładnięty jej opowieścią na temat jednej z wielu atrakcji Bronnoy, postanawiam na kilka dni przed przybyciem do miejsca docelowego zaplanować ten krótki wypad.

     

    Hotele grupy Thon w Norwegii udostępniają swoim gościom rowery, niestety akurat nie ten. Z dwuosobowego team-u zostaje wiec tylko ja i około trzydziestu kilometrowa trasa pofałdowanym terenem, głównie asfaltowym.

     

    Czy nie należałaby się chwila wyjaśnienia? Skąd akurat tam „przestrzelona góra”?

    Legenda głosi:

    ” Pewnego razu siedem nagich sióstr, kapiących się w zimnych, krystalicznie czystych wodach Norwegii, zostało dostrzeżonych przez Hestmannen-a, jeźdźca konnego, która zapragnął je posiąść. Dostrzegłszy zbliżającego się najeźdźcę kobiety zaczęły uciekać, a sześć z nich schroniło się na sąsiedniej wyspie. Siódma natomiast uciekała dalej, nie dając szans Hestmannen-owi, która postanowił dosięgnąć ją strzałą. Przypadkowy widz, zauważając to, rzucił swój kapelusz aby ją ratować” i wtedy właśnie ów torghatten upadł zamieniając się w górę.  🙂

    Znalezione obrazy dla zapytania De syv søstre
    De Syv Sostre – wzgórz Siedmiu Sióstr

    Szlak: zaczynając z lotniska lub centrum miasta kierując się w stronę największego, widocznego z każdej niemal części miasta, stromego mostu.  Dalej, przez około pięć kilometrów szlako-wskazy prowadzą dosyć zrozumiale. Dalej warto sugerować się numerem drogi: Fv54 lub gospodarstwem rolnym: Gullvika.

    Ostatnie osiemset metrów trasy to strome podejście na koniec szlaku.

     

  • Ostatnie długie wybiegania miałem za sobą pod koniec maja tego roku. Wszystko to z zamysłem spontanicznego startu w weekendowym, czerwcowym maratonie, bez określonej wcześniej lokalizacji. Organizm, niemniej jednak, potrzebuje regeneracji. Na rywalizacji w biegu pięciu kilometrowym się skończyło, a rozsądek przeważył. Trenując długo i na tempie postanowiłem przy okazji odwiedzić miejsce mi dobrze znane, choć nigdy nieudokumentowane, ale zanim o tym to najpierw…

    Dlaczego jednym się opłaca a drugim nie zawsze? 🙂 Jak to możliwe,że zapiszesz się w dniu zawodów, za bardzo niską opłatą startową, otrzymasz support żywieniowy po biegu oraz szereg pamiątek? Długo by się rozpisywać i bezowocnie drążyć temat, ACZKOLWIEK MOŻNA! 🙂

    Organizatorzy 4. Sanprobi Maratonu Szczecińskiego podjęli się wyjątkowego wyzwania. Niesprzyjające warunki klimatyczne, zagwozdka związana z trasą, nieprzychylności (wszelakie) związane z opcjami organizacyjnymi (zostawiając te sprawy w spokoju). Właśnie dlatego należą im się brawa. Zwyczajnie – ponieważ IM SIĘ CHCIAŁO. 🙂

    fun run 2018 sanprobi Szczein 2.jpg

    Foto: Dulny Foto, Jarosław Dulny.

    Szacunek dla śmiałków, którzy kolejnego dnia postarali się aby przełamać własne bariery, głownie związane z wysoką temperaturą, stając na mecie pełnego maratonu. Oczywiście bez odpowiedniej organizacji i wolontariatu było by znacznie trudniej.  🙂