• W końcu błogi odpoczynek. Jechaliśmy z Lizbony blisko trzy godziny, dalej, na południe. Tutaj pierwsze zderzenie z kraina Algarve. Kilka stopni cieplej niż w Lizbonie i kilkanaście niż w Porto. Można odpoczywać.

    Lagos, jako pierwszy przystanek na trasie do Algarve, nie zawiódł nas. Co prawda nie mieliśmy wielkich planów co do tego miejsca, ale zdążyliśmy zobaczyć Centro Histórico de Lagos i odwiedzić lokalną plaże.

    Portimao, tutaj spacerujemy i mieszkamy przez najbliższe dwa dni. Zbyt zmęczeni żeby dalej chodzić wyszukaliśmy plaże oddalona kilka kilometrów od miasta w stronę Faro. Tam się wygrzewaliśmy cały dzień.

    Godna polecenia restauracja nieopodal promenady w Portimao to Super Juice. Podają zdrowo, smacznie i świeżo. Prawdziwa rodzinna atmosfera. Chyba najlepsza strawa w Portugalii do tej pory.

    Zachód słońca nad Atlantykiem

    Wygrzewania czas się zakończył. Zanim jednak wróciliśmy do Porto, postanowiliśmy pojechać na chwile jeszcze wgłęb lądu, do stolicy Algarve.

    Faro

    Igreja do Carmo, (Capela dos Ossos), Igreja de Santa Maria

    Pára aqui a considerar que a este estado hás-de chegar – głosi napis nad kaplicą czaszek w Faro. Zatrzymaj się i pomyśl, ty który osiągniesz ten stan. Igreja do Carmo z barokową fasadą i bliźniaczymi dzwonnicami (można zobaczyć z bliska), jest jednym z najpiękniejszych kościołów w Algarve. Kościół Karmelitów był budowany przez większą część XVIII i XIX wieku. Przetrwał do dzisiaj w pierwotnym stanie.

    Jedną z największych atrakcji dla zwiedzających jest raczej makabryczna Capela dos Ossos (Kaplica Kości) na tyłach kościoła. Ściany pokryte są czaszkami i kośćmi ponad 1000 mnichów karmelitańskich, co ma przypominać o tym, o ulotności życia ziemskiego.

    Panoramiczny widok na Kaplice Czaszek w Faro
    Kaplica Czaszek w pełnej krasie

    Faro to miasto o wielu urokach dziedzictwa i długiej historii, które można łatwo zobaczyć w mieście. Tam, gdzie niegdyś ludzie żyli i budowali swoje domy, świątynie i obiekty użyteczności publicznej, dziś turyści w wielu językach odkrywają na własnych nogach lub pod wpływem sugestii zwiedzania historyczne i artystyczne odniesienia Faro. Spacer po historycznym centrum wymaga zatrzymania się w muzeum miejskim tj. Museu Municipal de Faro.

    W drodze na kawę przy Rua de Santo Antonio w Faro, taszczę kapelusz

    Rua Dom Francisco Gomes to aleja w centrum, skwerek i miejsce gdzie można się napić kawy z lokalnej palarni, kupić kapelusz i buty w manufakturze. Będąc tam na starym mieście, wąskie uliczki przypomniały mi o zachowaniu ostrożności w takich miejscach wszakże czekał nas długi powrót na północ Portugalii i ostatnie dni pobytu.

  • Lizbona

    Zebraliśmy kilka(naście) pomysłów w jeden plan i tym sposobem powstał szkic zwiedzania Lizbony. Od początku nie faworyzowałem stolicy, największego miasta na naszej mapie wyprawy. Nie przypadły mi do gustu poprzednie europejskie molochy. Tutaj jednak się nie zgodzę. Zarówno ja, a żona w szczególności, byliśmy zachwyceni.

    Castelo de S. Jorge

    czyli Zamek Św. Jerzego jest położony w jednej z najstarszych części miasta, jednocześnie górujący nad nim. Tutaj bilety, ponoć szczęśliwie, kupiliśmy na miejscu. Dziedziniec zwiedza się dosyć szybko, warto zwiedzać chwile przed zachodem słońca. Punkt obowiązkowy!

    Praça do Comércio oraz Rua Augusta czyli plac centralny, handlowy wraz z deptakiem. Leżące nad rzeką Tag w dzielnicy Baixa. Stacja metra trzy minuty drogi od pomnika Józefa I Reformatora.

    Arco de Rua Augusta, kamienny łuk tryumfalny
    W drodze na deptak, Rua Augusta

    Miradouro czyli widok(i) na miasto

    Jest wiele miejsc, z których można obserwować miasto. Natomiast kilka z nich jest wyjątkowych na swój sposób. Należą do nich min. wcześniej wspomniany widok z zamku, Miradouro de Senhora do Monte, Miradouro de Santa Luzia (obok kawiarnia tarasowa), Miradouro das Portas do Sol. Większość z widokiem na dzielnicę Baixa i rzekę Tag. Przygotuj się na sporo wspinania, w końcu widok jest na górze. Wiele z nich jest po prostu trasą, po drodze do czegoś. Nie każdy punkt ma swoja nazwę. My znaleźliśmy kilka swoich, można je nazwać jakoś?

    Zjedz w lokalnej restauracji

    W Lizbonie jest mnóstwo lokali gastronomicznych. Są sieciówki, Micheliny oraz wiele innych. Unikatowe często są z dala od zgiełku, w wąskich uliczkach, wydawało by się że nic tam nie ma prawa istnieć. Lista kilku ciekawych miejsc, dla wybrednych, niekoniecznie drogich ale na pewno takich, które zapamiętasz.

    Vegan Junkies. Tak wiem, burgery. Nie tylko. Są tez najlepsze tacos jakie jedliśmy a burgery same w sobie pomysłowe i smaczne. Zapić piwem czekając w kolejce!

    Ao 26 – Vegan Food Project. W podejrzanej uliczce na wzgórzu, ale nie ma się czego bać. Kotlet z seitana? – no problem. To tutaj na kolację przy świecach albo wyżerkę po całym dniu.

    Na śniadanie lub na drinka, albo jedno i drugie na raz. Zenith nieopodal ulicy ze sklepami znanych marek i słynnych hoteli, świetnie się do tego nadaje. Na pewno spotkacie tutaj wielonarodowościowe towarzystwo, może nawet naszych rodaków. Wczesna godzina odwiedzin mile widziana. Inaczej nastaw się na dłuuugie oczekiwanie.

    Pastelaria oraz inne Kafeine. Kawa do ręki w ciągu dnia i harmider w środku. Raczej nie usiądziesz, ale poczujesz klimat dużego miasta. Zjeść Pastel del Nata i popić mocna kawą. Bezcenne.

    Zimnego nie uświadczysz. Czekamy na drugie danie w Ao 26

    Santa Maria de Belém, czyli po prostu Belem

    Torre de Belem, Mosteiro dos Jerónimos i rzeka Tag. W okolicy jeszcze pomnik odkrywców Padrão dos Descobrimentos i róża wiatru. Jadąc tutaj mijasz dzielnice industrialną. Radocha dla podziwiających murale. Nie do końca przyjazne miejsce dla turysty, miej oczy dookoła głowy. Kawałek dalej widać już oświetloną Bramę Bellem. Wszystko w dzielnicy o tej samej nazwie.

    Przejażdżka tramwajem 28

    Musisz mieć sporo determinacji żeby zmieścić się do tego tramwaju, gdziekolwiek byś próbował na całej trasie. Mieliśmy chytry plan wsiąść na pierwszej stacji a stanęliśmy w kolejce do przystanku tramwajowego. Można podziwiać w wielu miejscach turystycznych miasta, z dalszej perspektywy. Zawsze pozostaje miniaturowa wersja tego pojazdu.

    Basilica da Estrela, Mosteiro dos Jeronimos – najsłynniejsze miejsca kultu sakralnego

    Bazylika i klasztor Karmelitów, po drodze mijamy park Monsanto. Zaprzyjaźniamy się z Chińska parą na dachu bazyliki. Tym razem będziemy mieli dużo wspólnych zdjęć.

    Widok na Bazylikę

    Zgubić się w mieście rankiem i odnaleźć o zachodzie słońca to jedna z najlepszych rzeczy, które możesz zrobić przy nadmiarze czasu. Lizbona jest raczej miejsce bezpiecznym i przyjaznym, o ile nie oddalisz się od miejsc turystycznych.

    Mamy wiele zdjęć z tego miejsca. Ciężko było wybrać wyjątkowe, kiedy jest ich tak wiele.

    Dwa dni wystarczyły (musiały) na otaksowanie wzrokiem tej pięknej stolicy. Mówią o niej najcieplejsza – europejska. Nie mylą się. Dodałbym jeszcze różnorodna i chyba, po prostu, piękna.

    PS: Planujemy wrócić do Portugali w najbliższych latach. Już we trójkę.🧡👩‍🦱👧🙋‍♂️

  • Na samym początku pragnę zaznaczyć, że typowego Fado na żywo nie widzieliśmy. Chociaż? Jeśli liczyć te na ulicach miast, pod gołym niebem, za grosz do czapki to owszem. Portugalia było dla nas nieodkrytym lądem i spontanicznym wyjazdem. Tym bardziej, że zdecydowaliśmy się w ostatniej chwili, nie było to jednak last minute.

    Od zawsze mamy swój styl podróży, nierzadko zmieniając to coś, ale zawsze kierujemy się podstawowymi wyznacznikami, jak i teraz. Mamy auto i jeździmy gdzie chcemy, kiedy chcemy. To samo dotyczy noclegów, chociaż tutaj zmiana cenowa, w porównaniu do poprzedniego roku, widoczna już gołym okiem. Wydajemy z głową, ale nie żałujemy. Biorąc to za wyznaczniki dobrej przygody ruszamy kolejny raz do Berlina skąd udamy się do Porto – pierwszego przystanku na trasie. Portugalia 2021 – czas start.

    (…)ale zanim Berlin, no właśnie. Jest godzina 1.15 w nocy. Dzień przed wylotem na wakacje. Powoli podnosimy się, za 45 minut start maratonu w Koszalinie. W notatniku wszystko wyglądało tak gładko. Wstajemy, biegnę i wracamy przepakować torbę. Wtedy już prosto na lotnisko Brandenburg. Wszystko było by w porządku gdyby doba miała kilka godzin więcej. Może przy układaniu nowego kalendarza wezmą to pod uwagę…

    Mamy umówiony parking, niedaleko lotniska. Dograne bez zamienienia słowa przez telefon, tylko opłata i kod qr, powinno wystarczyć. Rzeczywiście dostajemy miejscówkę. Na lotnisko mniej niż 10 minut… autem. Na szczęście jest shuttle bus, nie trzeba wcale czekać.

    Tutaj link do strony. Raczej najlepsza opcja postoju długoterminowego z pełna obsługa dowozu. Sa też inne, duże Niemieckie lotniska, które obsługuje Parkos. Ceny do sprawdzenia na stronie.

    https://parkos.de/

    Berlin Brandenburg, lotnisko które miało nie udźwignąć naporu turystów. Jak się okazuje świetnie prosperuje. Oprócz zmiany nazwy i przejęcia lotów z Tegla, wiele się nie zmieniło pod względem organizacyjnym. Działa po prostu dobrze, aczkolwiek na kolejki trzeba się nastawić, chyba jak wszędzie.

    Meeting Point Berlin Brandenburg, nieopodal restauracji Berlin Deli.

    Porto. Tylko na chwile.

    Lądujemy późno, więc prosto do hotelu lotniskowego. Na zewnątrz po renowacji, wygląda modernistycznie. Pokoje natomiast mikroskopijne. Rozumiem, tylko się przespać, ale ten komfort w Europejskiej cenie…

    Nie wstajemy zbyt wcześnie żeby odespać lot. Jesteśmy umówieni na godzinę, odbieramy auto z wypożyczalni pod drzwi. Południowy obyczaj każe się spóźniać godzinę, ale tym razem tylko 45 minut. Lokalne wypożyczalnie często oszukują a te sieciowe pobierają duże kaucje, często bezzwrotnie. W Internecie każą się strzec obu. Żona znajduje Polsko – Portugalska komitywę. Udaje się wynająć bez kaucji i na dogodnych warunkach. GASOLINA!

    Poniżej link do świetnej strony z noclegami i właśnie autami na wynajem. https://mojealgarve.pl/

    Portugalskie autostrady.

    Via Verde czyli Polski odpowiednik etoll. Nie najdroższe w całej Europie, ale tez nie najtańsze. Przejazd przez bramki Via Verde odbywa się bez zatrzymania. Wystarczy czujnik nad lusterkiem. W przeciwnym wypadku opłaty przejazdowe typowo od bramki do bramki. Przykład to przejazd trasą Faro – Porto tj. około 50 euro. Częstotliwość zjazdów bardzo duża. Nie ma praktycznie możliwości zabłądzenia, a nawet jeśli wzdłuż biegnie trasa ratunkowa, nieco dłuższa ale przystępna i darmowa.

    Coimbra. Pierwsza stolica Portugalii.

    Co można robić w małym miasteczku? Okazuje się, że całkiem sporo. W pierwszej kolejności warto wybrać się po prostu pod górę. Do Biblioteki Joanina, Uniwersytetu i Klasztoru Sana Cruz (na powrocie) można dojść w mniej niż dwadzieścia minut.

    Niemalże wszędzie bilety kupisz tylko z wyprzedzeniem, jednodniowe powinno wystarczyć. Warto o tym pamiętać.

    Do Muzeum Narodowego nie było dane nam wejść. Przerwa techniczna, nie wiadomo na jak długo a do tego remonty dookoła.

    Na uwagę zasługują dwa mosty na rzece Mondego tj. Pedro e Inês bridge oraz Ponte de Santa Clara. Warto udać się na most po zmroku. Można wtedy popatrzeć na zabytkowe stare miasto z innej perspektywy.

    Widok na Stare Miasto Coimbra, zmierzcha.
    Coimbra po zmroku. Widok z mostu Ponte De Santa Clara.

    Schodząc w dół, w stronę nowego centrum, można napotkać ciekawe obrazki. Gratka dla paparazzo.

    Kierując się jeszcze niżej, niemal ku przyczółkowi mostu Ponte Sanata Clara, zaczynają się kawiarnie i restauracje deptakowe. Stare i nowe miasto oddziela droga, nagle pojawiająca się znikąd. Na uwagę zasługuje Toledo. Według ocen internautów i nie tylko chyba najlepsza kawiarnia w okolicy. Rzadko się to potwierdza, ale tym razem tak było. Dodatkowo Pastel del Nata – obowiązkowa pozycja w całej Portugali i już niedługo nie tylko.

    Gdzie śpimy? Hotel Ibis Coimbra Centro, dwie minuty pieszo na deptak. Pokoje małe ale czyste. Parking w podziemiach hotelu dodatkowo płatny. W karcie hotelowej wina! Czy jest tutaj coś poza starym miastem? Udając się w druga stronę, wzdłuż linii Mondego napotykamy zabytkowy tramwaj. Portugalski must see, ten akurat unieruchomiony.

    Sporo żółtych strzał w Portugali. Większość działa i jeździ.

    Jest jeszcze park dendrologiczny i widok na miasto z wielu punktów widokowych. Mieliśmy wybrać się na jeden z nich, niestety następnego padało. Pozostało ruszać dalej!

    Nazare – nie tylko dla surferów!

    Niespełna sto kilometrów dalej pogoda znacznie się zmienia. Dojeżdżamy na Atlantyk. Czuć bryzę. Nie jest idealnie, ale zmiana klimatu odczuwalna. Kolejny dzień przywitał nas słońcem. Parkujemy przy promenadzie, mamy tutaj hotel z widokiem na ocean. Wersja jakby budżetowa, pokój nieduży, piasek wpada przez balkon. Położenie jest niemal idealne. Hotel Oceano godny polecenia. Najpewniej dostaniesz balkon z widokiem z boku ale to wystarczy aby patrzeć na wodę. W hotelu jest restauracja i można zjeść śniadanie, ale do tego jeszcze wrócę.

    Nazare uznaje się za eldorado surferów. Jak się okazuje nie tylko. Mimo wczesnego sezonu turyści są już zauważalni. Na desce nie pływamy, pozostaje nam podziwiać i spacer brzegiem plaży.

    Wzdłuż promenady jest kilka restauracji i sklepów z pamiątkami. Idąc wgłęb można dojść do falochronu gdzie gromadzą się turyści. Jest tam tez jedna z wielu latarni morskich w okolicy.

    Gdzie jemy? W okolicy jest zatrzęsienie restauracji, niemal każda pizza pasta albo lokalnie ryba – chociaż rzadziej. My próbowaliśmy w Village Brunch and Coffee. Moja pierwsza Acai Bowl. Nie zawiodłem się. To był stały element mojej diety przez następne kilka dni. Polecam!

    Co poza naturą? Warto wybrać się na wzniesienie górujące nad miastem. A tam? Sitio, lub jak to woli O Sitio! A na nim – sakralne Igreja de Nossa Senhora da Nazare, kaplica – Ermida Da Memoria, widok Miradouro do Suberco i Forte de Sao Miguel. Brzmi skomplikowanie? Nic bardziej mylnego.

    Na wzgórzu, w kaplicy gdzie niegdyś modlił się Vasco da Gama przed swoimi wyprawami, znajduje się Sanktuarium MB z Nazaretu. To wszystko przy skromnym, mikroskopijnym rynku. Kilka minut drogi pieszo od miejsca kultu religijnego roztacza się piękny widok zwany Miradouro a w tle muzeum – fort czyli mekka surferów. Proste?

    Chyba największe wrażenie zrobił na nas widok na nowe Nazare. Miradouro jest genialne.

    Legenda Nazare mówi o cudownym ocaleniu łowczego. Utrwalono to na obrazie w Sanktuarium. Ciekawy jest przekaz na dzisiejszy język. Pomnik jelenia zdobi wybrzeże i stał się ikoną surfboarderów.

    Pozostało wracać setką schodów do miasta. Dla wybrednych kolejka. Nazare jest domem dla wielu przyjezdnych często na kilka miesięcy. My ruszamy dalej kolejnego dnia. Ta opowieść ma jeszcze ciąg dalszy.

    PS: Zawsze zabraknie czasu na jakiś szczegół. Tym razem chodzi o Brage. Mocno pomijana przez turystów, z racji że leży nie po trasie czegokolwiek. Trzeba tu wrócić.

  • Długo wyczekiwany pobyt w Rzymie ziścił się. Nieprzypadkowo zawitaliśmy do wiecznego miasta na trasie przedłużonych wakacji. Zaplanowaliśmy trzy dni aktywnego wypoczynku. Okazało się to wystarczającym okresem na zwiedzanie a i dwa niezłe treningi krajoznawcze dołożyliśmy w (deszczowym) międzyczasie.

    Wydawało by się, że na tak dużą metropolie trzeba poświęcić kilka dni więcej. Nic bardziej mylnego. Nie wylegując się zbytnio na Zatybrzu i nie przesiadując całych popołudni w kawiarni pry Di Trevi można sporo zobaczyć. Uprzednio filtrując.

    Fontana di Trevi 

    Jaka jest najlepsza pora aby zrobić zdjęcie fontanny w pełnej krasie? Nie ma odpowiedzi ponieważ turyści blokują pole widzenia całodobowo. Byliśmy tutaj w totalnym deszczu i przed zachodem słońca. Żaden przedział czasowy nie pozwala do końca na zrobienie super ujęcia. Pozostaje próbować i czekać na swój czas.

    Fontana Trevi – przy takim zbliżeniu nie widać turystów okupujących obrzeża fontanny

    Jest w okolicy kilka ciekawych miejsc. Wąskie uliczki ukazują ospałe knajpki. Jeśli być fanem pizzy to tylko Włoskiej. Restauracja Pizzeria in Trevi z widokiem na przepychający się pod fontanna tłumów. W centrum uwagi, pizza na kawałki i nie tylko. Obowiązkowo popić winem!

    Forum Romanum, Palatine i Colosseo

    Skupiające na sobie największa uwagę dwa miejsca leżą nieopodal siebie. O ile Koloseum zlokalizować można bez problemu, tak pierwszy plac miejski starego Rzymu obejmuje spory teren. Znajdowały się tutaj świątynie, łuki triumfalne, pomniki a nawet mównice. Dzisiaj można podziwiać pozostałości a raczej ruiny tych miejsc. Późna porą spotykamy sporo turystów. Architekci i archeologowie zaaranżowali te miejsca do zwiedzania nocnego aby odciążyć odrobinę dzienne wojaże.

    Turyści odwiedzają wiele miejsc nocą

    Piazza Navona i Pantheon

    Kolejny, niebywały plac w Rzymie obfitujący w ciekawe elementy architektury. Włoskie fontanny i del Moro i del Nettuno a także kościół Sant’Agnese in Agone są tutaj często podziwiane. Plac ten jest nierzadko pusty, turyści traktują to miejsce raczej przelotem.

    Nietypowa perspektywa na Piazza Navona
    Widok na kościół i Obelisco Agonale

    Nieopodal, na Polu Marsowym, znajduje się Pantheon. Zastąpił swój ogorzały poprzednik z I wieku. Wyremontowany za Cesarza Hadriana. Jak to brzmi! Stoimy w długim wężyku na ciasnym placu. Ważne są rezerwacje internetowe.

    Castel Sant Angelo, Tyber i Zatybrze

    Zamek Świętego Anioła leży po drugiej stronie rzeki Tyber. Znany również jako Mauzoleum Hadriana, to okrągły fort i kompleks zamkowy, który niegdyś był najwyższym budynkiem w Rzymie. Jest otwarty na zwiedzanie zarówno dziedzińca jak i części wnętrza.

    Kierując się na południe zaczynamy odczuwać klimat Zatybrza. Uliczki staja się wąskie, ciemniejsze i nieco brudne. Nie pojmuje fenomenu tego miejsca. Jego impulsu do tworzenia i natchnienia – jak twierdza wielcy artyści tego świata. Pozycja obowiązkowa to kawa na ogródku.

    Zatybrze ma swój unikalny klimat
    Widok na rzekę Tyber

    Powyżej widok na rzekę Tyber. Po prawej stronie widać ścieżkę, która nocą zamienia się w legowiska dla wielu bezdomnych. Jest to też część trasy maratonu Vaticana. Po zmroku lepiej się tam nie zapuszczać.

    Tyber a w tle  miasto-państwo Watykan

    Gdzie śpimy? W samym centrum turystycznych swawoli. Hotel Italia nie jest tani, ani duży ani tez super wygodny ale jest blisko wszystkiego. Przy Via Venezia natomiast jest świetna restauracja gdzie się stołowaliśmy. L’antica Fraschetta – tak smakuje Włoska kuchnia!

    Status Civitatis Vaticanæ

    Państwo Watykańskie po prostu trzeba było zobaczyć i napić się najdroższej kawy w życiu. Panorama Placu Św. Piotra , fontanna Berniniego i nieprzerwane kolejki do Kaplicy Sykstyńskiej. To wszystko sprawiło, że w Muzeum Watykańskim pocałowaliśmy klamkę a i samej kaplicy nie widzieliśmy. Nie mieliśmy tez planu ich oglądać, natomiast prospekt włości Papieskich musiał wystarczyć. Bilety wyprzedane mocno w przód. Za cel obraliśmy uwiecznienie Watykanu. Dniem i nocą.

    Widok na Bazylikę Św. Piotra
    Widok na Bazylikę Św. Piotra

    Piazza czyli plac i to nie jeden

    W Rzymie wędruje się od placu do placu. Do tych najbardziej znanych należą Piazza del Popolo, Piazza Venezia i oczywiście Piazza Spagna.

    Schody Hiszpańskie i Fontana della Barcaccia w Rzymie

    Obejrzeć Bazylikę Santa Maria Maggiore i dobrze zjeść

    Może nie w jednym miejscu bo w Bazylice raczej nie wypada, ale najlepsza pizza i pasta w okolicy na pewno w Casa Maria. Można zjeść na zewnątrz a do tego popatrzeć na budowlę. Wszystko w cenie obiadu. Czego chcieć więcej? Tip doliczany automatycznie, jak w większości miejscach w Rzymie.

    PS Wracaliśmy nie bez przygód, a odprawa lotniskowa była nieco wymuszona. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i tym sposobem lecąc do Portugalii wracaliśmy z Włoch.

    Zatłoczony, mocno zanieczyszczony Rzym to chyba nie nasz bajka. Żona sceptycznie oceniła stolice Włoch. Mam dyspensę na powrót tylko w jednej sytuacji. Pewnie skorzystamy.

    Kolejny widok na Tyber

  • Być w Porto i nie pobiec? Dziwne. Ciężko było wygospodarować czas, chociaż na te marne dziesięć kilometrów czy półmaraton, tym bardziej mając w nogach blisko dwieście kilometrów z tygodniowej tułaczki po całej Portugalii.

    Jakimś cudem udało odebrać się pakiet dzień wcześniej w hali targów i kolejny raz można było spać dłużej kolejnego dnia. W hotelu, ze względu na późne śniadanie, zapomnijmy o posiłku przed zawodami, więc izo musiało wystarczyć. Cała reszta w trakcie biegu, ewentualnie…

    Na czas startu mieliśmy jeszcze auto z wypożyczalni, ale trzeba było się spieszyć w biegu. Uporczywość Portugalskiej drogówki sprawiła, że mieliśmy kawałek do startu, ale wszystko jakby na czas. Poszliśmy blisko dwa kilometry nad brzeg rzeki w okolice Matosinhos, na start. Ludzie mocno porozrzucani w strefach już poł godziny przed, dla mnie za wcześnie. Wole pobiegać sam, kawałek dalej.

    Trasa składa się na dwa konkretne i długie podbiegi, które rekompensują dwa zbiegi, analogia. Później fajna meta na czerwonym dywanie i raczej więcej nie ma co się rozpisywać na ten temat. Był to fajny start, a sponsorzy nie skąpili. Dodatkowo wszystko szczelnie w maskach, pomijając tłoczenie na starcie setek ludzi…

    Na mecie jedzenie do ręki, suche przekąski i woda. Reżim sanitarny.

    PS. Sporo ludzi tutaj biega. Nawet w ciągu dnia kiedy skwar (tutaj listopad) można spotkać fanów joggingu na ulicach. Musza lubić ten upał, ja powyżej dwudziestu stopni zaczynam się czuć niekomfortowo. Swoja droga ciekawe czy można się do tego przyzwyczaić?