W kraju Fado. Portugalia wzdłuż. Część pierwsza – północ.

Na samym początku pragnę zaznaczyć, że typowego Fado na żywo nie widzieliśmy. Chociaż? Jeśli liczyć te na ulicach miast, pod gołym niebem, za grosz do czapki to owszem. Portugalia było dla nas nieodkrytym lądem i spontanicznym wyjazdem. Tym bardziej, że zdecydowaliśmy się w ostatniej chwili, nie było to jednak last minute.

Od zawsze mamy swój styl podróży, nierzadko zmieniając to coś, ale zawsze kierujemy się podstawowymi wyznacznikami, jak i teraz. Mamy auto i jeździmy gdzie chcemy, kiedy chcemy. To samo dotyczy noclegów, chociaż tutaj zmiana cenowa, w porównaniu do poprzedniego roku, widoczna już gołym okiem. Wydajemy z głową, ale nie żałujemy. Biorąc to za wyznaczniki dobrej przygody ruszamy kolejny raz do Berlina skąd udamy się do Porto – pierwszego przystanku na trasie. Portugalia 2021 – czas start.

(…)ale zanim Berlin, no właśnie. Jest godzina 1.15 w nocy. Dzień przed wylotem na wakacje. Powoli podnosimy się, za 45 minut start maratonu w Koszalinie. W notatniku wszystko wyglądało tak gładko. Wstajemy, biegnę i wracamy przepakować torbę. Wtedy już prosto na lotnisko Brandenburg. Wszystko było by w porządku gdyby doba miała kilka godzin więcej. Może przy układaniu nowego kalendarza wezmą to pod uwagę…

Mamy umówiony parking, niedaleko lotniska. Dograne bez zamienienia słowa przez telefon, tylko opłata i kod qr, powinno wystarczyć. Rzeczywiście dostajemy miejscówkę. Na lotnisko mniej niż 10 minut… autem. Na szczęście jest shuttle bus, nie trzeba wcale czekać.

Tutaj link do strony. Raczej najlepsza opcja postoju długoterminowego z pełna obsługa dowozu. Sa też inne, duże Niemieckie lotniska, które obsługuje Parkos. Ceny do sprawdzenia na stronie.

https://parkos.de/

Berlin Brandenburg, lotnisko które miało nie udźwignąć naporu turystów. Jak się okazuje świetnie prosperuje. Oprócz zmiany nazwy i przejęcia lotów z Tegla, wiele się nie zmieniło pod względem organizacyjnym. Działa po prostu dobrze, aczkolwiek na kolejki trzeba się nastawić, chyba jak wszędzie.

Meeting Point Berlin Brandenburg, nieopodal restauracji Berlin Deli.

Porto. Tylko na chwile.

Lądujemy późno, więc prosto do hotelu lotniskowego. Na zewnątrz po renowacji, wygląda modernistycznie. Pokoje natomiast mikroskopijne. Rozumiem, tylko się przespać, ale ten komfort w Europejskiej cenie…

Nie wstajemy zbyt wcześnie żeby odespać lot. Jesteśmy umówieni na godzinę, odbieramy auto z wypożyczalni pod drzwi. Południowy obyczaj każe się spóźniać godzinę, ale tym razem tylko 45 minut. Lokalne wypożyczalnie często oszukują a te sieciowe pobierają duże kaucje, często bezzwrotnie. W Internecie każą się strzec obu. Żona znajduje Polsko – Portugalska komitywę. Udaje się wynająć bez kaucji i na dogodnych warunkach. GASOLINA!

Poniżej link do świetnej strony z noclegami i właśnie autami na wynajem. https://mojealgarve.pl/

Portugalskie autostrady.

Via Verde czyli Polski odpowiednik etoll. Nie najdroższe w całej Europie, ale tez nie najtańsze. Przejazd przez bramki Via Verde odbywa się bez zatrzymania. Wystarczy czujnik nad lusterkiem. W przeciwnym wypadku opłaty przejazdowe typowo od bramki do bramki. Przykład to przejazd trasą Faro – Porto tj. około 50 euro. Częstotliwość zjazdów bardzo duża. Nie ma praktycznie możliwości zabłądzenia, a nawet jeśli wzdłuż biegnie trasa ratunkowa, nieco dłuższa ale przystępna i darmowa.

Coimbra. Pierwsza stolica Portugalii.

Co można robić w małym miasteczku? Okazuje się, że całkiem sporo. W pierwszej kolejności warto wybrać się po prostu pod górę. Do Biblioteki Joanina, Uniwersytetu i Klasztoru Sana Cruz (na powrocie) można dojść w mniej niż dwadzieścia minut.

Niemalże wszędzie bilety kupisz tylko z wyprzedzeniem, jednodniowe powinno wystarczyć. Warto o tym pamiętać.

Do Muzeum Narodowego nie było dane nam wejść. Przerwa techniczna, nie wiadomo na jak długo a do tego remonty dookoła.

Na uwagę zasługują dwa mosty na rzece Mondego tj. Pedro e Inês bridge oraz Ponte de Santa Clara. Warto udać się na most po zmroku. Można wtedy popatrzeć na zabytkowe stare miasto z innej perspektywy.

Widok na Stare Miasto Coimbra, zmierzcha.
Coimbra po zmroku. Widok z mostu Ponte De Santa Clara.

Schodząc w dół, w stronę nowego centrum, można napotkać ciekawe obrazki. Gratka dla paparazzo.

Kierując się jeszcze niżej, niemal ku przyczółkowi mostu Ponte Sanata Clara, zaczynają się kawiarnie i restauracje deptakowe. Stare i nowe miasto oddziela droga, nagle pojawiająca się znikąd. Na uwagę zasługuje Toledo. Według ocen internautów i nie tylko chyba najlepsza kawiarnia w okolicy. Rzadko się to potwierdza, ale tym razem tak było. Dodatkowo Pastel del Nata – obowiązkowa pozycja w całej Portugali i już niedługo nie tylko.

Gdzie śpimy? Hotel Ibis Coimbra Centro, dwie minuty pieszo na deptak. Pokoje małe ale czyste. Parking w podziemiach hotelu dodatkowo płatny. W karcie hotelowej wina! Czy jest tutaj coś poza starym miastem? Udając się w druga stronę, wzdłuż linii Mondego napotykamy zabytkowy tramwaj. Portugalski must see, ten akurat unieruchomiony.

Sporo żółtych strzał w Portugali. Większość działa i jeździ.

Jest jeszcze park dendrologiczny i widok na miasto z wielu punktów widokowych. Mieliśmy wybrać się na jeden z nich, niestety następnego padało. Pozostało ruszać dalej!

Nazare – nie tylko dla surferów!

Niespełna sto kilometrów dalej pogoda znacznie się zmienia. Dojeżdżamy na Atlantyk. Czuć bryzę. Nie jest idealnie, ale zmiana klimatu odczuwalna. Kolejny dzień przywitał nas słońcem. Parkujemy przy promenadzie, mamy tutaj hotel z widokiem na ocean. Wersja jakby budżetowa, pokój nieduży, piasek wpada przez balkon. Położenie jest niemal idealne. Hotel Oceano godny polecenia. Najpewniej dostaniesz balkon z widokiem z boku ale to wystarczy aby patrzeć na wodę. W hotelu jest restauracja i można zjeść śniadanie, ale do tego jeszcze wrócę.

Nazare uznaje się za eldorado surferów. Jak się okazuje nie tylko. Mimo wczesnego sezonu turyści są już zauważalni. Na desce nie pływamy, pozostaje nam podziwiać i spacer brzegiem plaży.

Wzdłuż promenady jest kilka restauracji i sklepów z pamiątkami. Idąc wgłęb można dojść do falochronu gdzie gromadzą się turyści. Jest tam tez jedna z wielu latarni morskich w okolicy.

Gdzie jemy? W okolicy jest zatrzęsienie restauracji, niemal każda pizza pasta albo lokalnie ryba – chociaż rzadziej. My próbowaliśmy w Village Brunch and Coffee. Moja pierwsza Acai Bowl. Nie zawiodłem się. To był stały element mojej diety przez następne kilka dni. Polecam!

Co poza naturą? Warto wybrać się na wzniesienie górujące nad miastem. A tam? Sitio, lub jak to woli O Sitio! A na nim – sakralne Igreja de Nossa Senhora da Nazare, kaplica – Ermida Da Memoria, widok Miradouro do Suberco i Forte de Sao Miguel. Brzmi skomplikowanie? Nic bardziej mylnego.

Na wzgórzu, w kaplicy gdzie niegdyś modlił się Vasco da Gama przed swoimi wyprawami, znajduje się Sanktuarium MB z Nazaretu. To wszystko przy skromnym, mikroskopijnym rynku. Kilka minut drogi pieszo od miejsca kultu religijnego roztacza się piękny widok zwany Miradouro a w tle muzeum – fort czyli mekka surferów. Proste?

Chyba największe wrażenie zrobił na nas widok na nowe Nazare. Miradouro jest genialne.

Legenda Nazare mówi o cudownym ocaleniu łowczego. Utrwalono to na obrazie w Sanktuarium. Ciekawy jest przekaz na dzisiejszy język. Pomnik jelenia zdobi wybrzeże i stał się ikoną surfboarderów.

Pozostało wracać setką schodów do miasta. Dla wybrednych kolejka. Nazare jest domem dla wielu przyjezdnych często na kilka miesięcy. My ruszamy dalej kolejnego dnia. Ta opowieść ma jeszcze ciąg dalszy.

PS: Zawsze zabraknie czasu na jakiś szczegół. Tym razem chodzi o Brage. Mocno pomijana przez turystów, z racji że leży nie po trasie czegokolwiek. Trzeba tu wrócić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s