Bonum Cursum

Savickis life journey

Podsumowując kończący się rok, stwierdzam, że nie był on standardowy. Czas poświęcony pracy udało mi się uporządkować. Skupiając się na rozwoju, więcej czasu poświęciłem na szkolenia i różne formy samorealizacji, zwłaszcza duchowej, bo nie ma co ukrywać, to w tym wszystkim chodzi. Nastawienie na zarobek poprzez pracę to idealny scenariusz do katastrofy.

Postawienie na otwartość biznesową i rozwój działalności pozwoliło mi odkryć swój cień. Nie wiem dokładnie, czy to lęki, strach, a może agresja w pewności siebie, obawa przed nieznanym i działaniem, a może strach przed sukcesem. A najpewniej to wszystko po trochu.

Rzekomo pieniądze mają ci, którzy kombinują, synalkowie, złodziejaszki. Myślę, że takie szufladkowanie to nic innego jak ciągnięcie w dół. Teraz już wiem, że wszystkie upadki z tego, poprzedniego roku, nie były przypadkowe. Czułem, że dotarłem do ściany. Analiza tego podświadomego strachu pomogła mi w rozwiązaniu. Może trzeba się wykoleić kilka razy, żeby zrozumieć. Bez obawy o jutro, a żyjąc w teraźniejszości. Ot taka persona (gr. Aktor). Nie sama praca człowiek żyje, choć mówi się, że kto lubi swoją pracę, ten nie przepracuje ani jednego dnia. To chyba o mnie. Mówię o tym z wielkim przekonaniem.

Od strony sportowej czuję się spełniony, chociaż brakowało mi dłuższych akcentów i wypraw, jakie miewałem kiedyś. Nie powiedziałbym, że żałuję. Ten czas mogłem poświęcić sobie, a w zamian ofiarować go rodzinie. Wystartowałem w zawodach kilkanaście razy, co daje średnio powyżej jednego startu na miesiąc. Całkiem solidnie.

Jeszcze kilka startów w tym miesiącu i kolejne spotkania ze starymi znajomymi, których ostatnio widuję trochę częściej. Patrzę na nich z coraz większą serdecznością, z tym upływem lat, kiedy obserwuję zmiany w nich. Starość to chyba forma myślenia, bo ja tego nie zauważam u startujących kolegów. Tylko te rajdy, biegi, które były piętnaście czy dwadzieścia lat temu, sprawiają, że wszystko staje się odległe w czasie, ale jednocześnie, jakby działo się wczoraj. Spoglądam na stare zdjęcie i przypominam sobie, jakie buty miałem na nogach. Taki szczegół przywołuje wspomnienia z tamtych lat. „Nie jestem tym, co mi się przytrafiło. Jestem tym, czym zdecydowałem się zostać.” – Carl Jung.

Plany sportowe na przyszły rok pokrzyżowała kolejna odmowa (chyba dwunasta) startu w maratonie berlińskim. Byłem tam dwa razy, więc chyba siła wyższa uznała, że wystarczy. Planuję jedną solidną wyprawę, oczywiście solo, tak jak lubię. Pełna kontemplacja. Chciałbym połączyć to z donacją dla potrzebujących, ale sprawa jest w powijakach. Myślę, że tej zimy będę w stanie się na tym skupić i podjąć ostateczną decyzję.

Plany rodzinne już dawno przypieczętowane. Początek roku będzie intensywny. Nowy rok, nowi my. To powiedzenie jest często nadużywane w żartach, ale myślę, że ma sens w pewnych aspektach. Data i termin to w końcu tylko umowna liczba. Kontynuujemy to, co dzieje się teraz, myśląc o jutrze, ale nie intensywnie, żeby nie zatracić dnia dzisiejszego.

Posted in ,

Dodaj komentarz