• Jeden z ostatnich szczytów z mojej Korony Gór Polskich. Nie wiem w jaki sposób ominąłem ten Sudecki pik. Miałem wrażenie, że los specjalnie płata mi figla. W drodze w Bieszczady zatrzymał mnie korek na A4, zdecydowałem się zjechać do Prudnika, wszakże to niedaleko.

    Bez uprzedniego zakwaterowania ruszam do Jarnołtówka. Niedużej wsi nieopodal Prudnika. Już kiedyś próbowałem atakować szczyt właśnie stamtąd, udając się w przeciwnym kierunku…

    bc

    Tym razem nie było mowy o pomyłce, była godzina 19:00, dnia 26 kwietnia. Opady śniegu spowodowały powstanie kolejnej przeszkody/urozmaicenia na drodze do celu.

    Ruszam czerwonym szlakiem początkowo droga asfaltową, zaczynając przy lokalnym sklepie. Po chwili wygodna droga urywa się i wchodzimy na szuter. Ciurkiem spływa mały strumień powoli zalewając szlak u jego podstaw. Do Grzebienia, szczytu nieopodal Schroniska Pod Kopą, droga jest monotonna.

    IMG_20170426_200135.jpg

    Stamtąd już chwila dzieli od Biskupiej Kopy. Szlako-wskaz wskazuje tu ok. trzydzieści pięć minut.  Na górze jestem po około jedenastu. Po drodze zgubiłem szlak kilka razy, czego przyczyna było karczowanie drzew z oznaczeniami oraz bardzo słaba widoczność. Nie sposób jednak nie zauważyć wieży widokowej na szczycie.

    Pogoda w drodze powrotnej nie udało się rozwinąć. Nie mniej jednak skracam czas podróży z dwóch godzin piętnastu minut o około godzinę.  Niezły czas, biorąc pod uwagę warunki pogodowe.

    IMG_20170426_201313.jpg

    PS: Wycinka drzew dezorientuje. Latem, gdy śnieg odkryje częściowo wystające konary, trasa stanie się mało bezpieczna, atrakcyjna…

     

  • Na nowo odkryłem połączenie Szczecin – Warszawa, te szybsze. To wielki komfort móc pokonać ten (stosunkowo nieduży) dystans. Lot w obie strony to zaledwie kilkaset złotych (ok. 250-300), odpowiednio wcześnie kupiony. Niemniej jednak konkurencja nie śpi. ICC oferuję połączenie o zbliżonym czasie dojazdu (wliczając dojazd na i z lotniska, czas oczekiwania etc.)  oraz cena, są zbliżone. Nie rozwodząc się dłużej na ten temat, wybieram opcję LOT – u. Mam wrażenie mniejszego marnotrawstwa czasu. Może to tylko złudzenie…

    Fundacja Maraton Warszawski wprowadza od tego roku odznaki zasłużonych biegaczy Warszawskiej Połówki. Startujesz pięć razy – zostaniesz uhonorowany 🙂 . Niby nic a cieszy. Co prawda starty z królewskiego dystansu sienie liczą, lecz i tych połówek trochę się nazbierało. Odwołując słowa z marca zeszłego roku, planuje powrót w 2018 🙂 . To akurat będzie moją piąte Warszawskie 21,097(5) km.

    pwa17_01_ppw_20170326_105711_2.jpg

    Co do samego biegu: organizacyjnie świetnie bez zmian, Expo na najwyższym poziomie na Narodowy (bardzo dobre posunięcie, w przeciwieństwie do zeszłego Maratonu Warszawskiego), pakiety w dalszym ciągu do odebrania dzień przed startem (co nie dziwi) no i finalnie brak aż tak stromego podbiegu gdzieś na 19 – 20 km. 🙂

    Półmaraon Warszawski 3.2017.jpg

    PS: Powiśle ma w sobie to coś, zwłaszcza późnym wieczorem.

    „Gdy przyjdzie noc, to światła lśnią na Powiślu
    Drży lampami przystań, tonie w światłach Wisła”

    Sława Przybylska.

     

     

  • Nie bez kozery tytuł kończy się pytajnikiem. W tym roku warunki klimatyczne były bardzo zmienne, niekoniecznie odpowiednie do pory roku. Tak więc w styczniu i lutym śnieg był głównie w Tatrach, części Beskidów. Jego pozostałości tj. chlapa, można było spotkać na większości Polskich ulic, co było sprawka głównie ulewnych deszczów, opady zawitały również do stolicy Wielkopolski. Niestety na niekorzyść biegaczy (a może chodziło o świetna zabawę?). 🙂

    Zdjęcie:

    Start z działek nieopodal Wilda, wyglądało to niezbyt ciekawie już na samym początku. Wąsko, dużo kałuż. Nie miałem zamiaru omijać ani jednej bo nie po to tutaj przyjechałem, niemniej jednak miałem na oku innych biegaczy. Wiedziałem, że wzmożona czujność jest jak najbardziej na miejscu. Nie myliłem się. Mnóstwo przepychanek, kilka bluzgów, całkowicie zrozumiałe…

    Jednak ja sam świetnie się bawiłem. Po pierwszych stu metrach (100m!, tak, tak szybko) wiedziałem już, że buty nie wyjdą z tego całe więc po co psuć sobie frajdę. Zero ścinania i prosto przez błotnistą Łemkowyne Polski centralnej 🙂 .

    PS: (…) a może by tak nastepnym razem?

    Znalezione obrazy dla zapytania shoe mud

  • (…) parafrazując słowa, Henry Ford mawiał „ Największym wrogiem jakości jest pośpiech”. Przeczytałem ten cytat  wielokrotnie zanim znalazło się to w tym miejscu, rozważając, nazbyt głęboko teraz już wiem, słowo jakość. Co w takim razie ze słowem pośpiech?. Wydawało by się oczywiste, ale w rzeczywistości tak nie jest…

    Klepać kilometry, jak dobrze że już dawno mam to z głowy. Pomysł na przekraczanie setki w tygodniu uważam za zbędny. Owszem, bywało 120 i będę się spierał, że planowałem taki tydzień. Nie uważam to za stracony czas,a wręcz przeciwnie.

    Ustalając, standardowo z końcem poprzedniego roku, starty na pierwsze sześć miesięcy nowego, brałem pod uwagę odłożone do lamusa: zeszłoroczny Nowy Jork, wieloetapówkę oraz zimowe ultra.

    Zaczynając chronologicznie. Główny Szlak Sudecki imienia Mieczysława Orłowicza, trasa około 440 kilometrów, nie śpiesząc się ale jednak utrzymując pewną prędkość. Powinien starczyć tydzień. Sporo czasu chciałbym spędzić na uzupełnianie albumu z przejścia letniego 2016 roku. Baza noclegowa jak zwykle instynktowna, co nie oznacza nieprzygotowana.

    pr.jpg

    Tabela przedstawia przejście odcinkami. Więcej na temat innym razem.

    Trójmiejski Ultra Trail, ok. 67 kilometrów po (głównie) Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Trasa oraz profil jest mi znany bardzo dobrze. Po nieoczekiwanej rezygnacji z startu w edycji letniej, oczekiwany mocny start. To będzie pierwsza dłuższa wycieczka Saucony Xodus. Wytrzymały kilka przebieżek od 15 do 35 kilometrów w terenie więc nie powinno być problemu.

    ooo.jpg

    Jeśli planów nie pokrzyżuje pogoda, a mogło by być to w moim przypadku tsunami bądź lawina, w lutym notatnik biegowy powinien pękać w szwach. Licznik powinien wskazywać ponad 500 kilometrów. Nie wszystkie w wygórowanym tempie, nie mniej jednak potraktuje to jako ostateczne wybieganie, zwykle mające miejsce w styczniu.

    PS Dla wytrwałych Biografia Mieczysław Orłowicz

    http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/mieczyslaw-orlowicz

     

     

  • Trasa zaczynająca się w okolicach parkingu, przy wjeździe do Doliny Chochołowskiej (Dolina Chochołowska Parking), liczy sobie niemal siedem i pół kilometra. Droga prowadząca przez Siwą Polane aż do Polany Chochołowskiej jest bardzo często pomijanym odcinkiem podróży. Jest ona wg. wielu turystów „mało atrakcyjna” co najwyraźniej tłumaczy możliwość skorzystania z dojazdu autobusem tamtejszych linii.  Prawdą jest, że wycinka drzew to mało atrakcyjny widok, nawet zimą kiedy śnieg częściowo pokrywa obalone drzewa. Nie mniej jednak jest to odcinek kultowy. Biada temu co go nie przebył. 🙂

    Dalsza droga (w tym przypadku) to wciąż zielony szlak w stronę  Wyżniej Doliny Chochołowskiej, gdzie kolejno przechodzimy na szlak niebieski. W tym momencie droga zaczyna się znacząco piąć pod górę. Jest to trasa, nazwijmy ją, alternatywna. Większość turystów, ze zrozumiałych względów, wybrało by drogę szlakiem żółtym od Schroniska PTTK na Polanie Chochołowskiej. Jest to wędrówka metodą: od najniższego do najwyższego szczytu. Tak więc obierając szlak niebieski trzeba liczyć się z najmocniejszymi podejściami przez najbliższe pięć kilometrów od tego miejsca.

    route-80f7b389-635x362

    Z Przełęczy pod Wołowcem szlako-wskaz perfekcyjnie pokazuje dalsza część wędrówki, jednak trzeba wcześniej wspomnieć o jednym z trudniejszych miejsc na drodze do destynacji, a mianowicie trawersowaniu na ostatnich metrach pod ową przełęczą. Zwłaszcza w zimie jest to miejsce newralgiczne. Mocno oblodzona oraz zwęża się do kilkudziesięciu centymetrów. Warto tutaj o szczególna uwagę.

    W lewą stronę na Wołowiec, niestety nie trafiłem dobrej pogody, wzmagający się wiatr jednak nie przeszkodził w osiągnięciu najwyższego celu tego przejścia.

    img_2433

    img_2449

    Powrót tą samą drogą do Pod Wołowcem (próba przetarcia szlaku na Czerwone Wierchy, z powodu złych warunków pogodowych, nie powiodła się). Tym razem niebieski szlako – wskaz pokazuje 00:30′, kierunek Rakoń. Delikatna deniwelacja oraz kilka mało kłopotliwych podejść.

    img_2447

    Grześ, jak na mało wyróżniający się szczyt spośród „Tatrzańskich gigantów” w okolicy, jest odwiedzany przez rzesze turystów. Jest to świetne miejsce aby zacząć swoją przygodę z turystyką pieszą w Tatrach. Od Rakonia dzieli go (patrz PTTK) około godzina marszu. Dalsza droga to zejście żółtym szlakiem na Polane Chochołowska oraz kolejno kilkukilometrowy odcinek powrotny do Kościeliska. Reasumując, trasa marszu to:

    route-e286213a-635x362.png

    PS: Opcja dodatkowa zejściem na Słowację, gdy nogą wciąż mało. 🙂

    route-94e4ac1c-635x362

    PS II: Widoki z okolic Rakonia bezcenne…

    img_2455