- Picasso nie skąpił, ale też nie płacił ze swoich.
- wyróżniamy tony metryczne (jakby powszechne), krótkie (Amerykańskie) oraz długie (Brytyjskie)
- zawsze jest jeszcze trochę miejsca żeby wcisnąć kolejny monolit
Savickis life journey
Porto jest obecnie jednym z najpopularniejszych miast odwiedzanych przez turystów w Europie – i nie bez powodu. Jego wspaniałe Stare Miasto nad malowniczą rzeką Douro, wraz z sześcioma mostami, jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W całym mieście znajdziesz niesamowite kościoły, pałace i inne budynki w stylu barokowym. Znane na całym świecie z wina porto, jest drugim co do wielkości miastem Portugalii i ważnym centrum handlowym oraz przemysłowym.
Rzeka Douro, 1. Ponte de Dom Luís I, Cais da Ribeira
Centrum Porto jest bardzo zwarte (co oznacza, że odległość między zabytkami jest raczej niewielka), ale miasto jest znane z tego, że jest bardzo pagórkowate. Stąd trafisz nad rzekę Douro, patrząc z mostu Ludwika I na zatokę.

Dom Luís I to dwupoziomowy metalowy most łukowy, który łączy rzekę Douro między miastami Porto i Vila Nova de Gaia w Portugalii. W momencie budowy, jego rozpiętość sięgała 172 metrów. Była najdłuższą tego typu budowlą hydrotechniczną na świecie. Spokojnie przeszliśmy nim na druga stronę, do Ribeira. Dookoła kawiarnie i restauracje. Centrum rozrywki.

Igreja e Torre dos Clérigos
Wieża Clérigos jest najważniejszym i niekwestionowanym symbolem Porto. Punktem odniesienia w historii miasta. Widać ją z wielu miejsc w całym mieście. Możliwe jest zwiedzanie. Ważne są wcześniejsze rezerwacje, inaczej bilet kupiony na miejscu jest przypisany na godzinę w przód (najwcześniej!). Wewnętrzne schody (225 stopni) umożliwiają wejście na szczyt, skąd można podziwiać jeden z najpiękniejszych widoków na Porto. Byliśmy na szczycie!

Capela das Almas, Igreja do Carmo, Igreja dos Carmelitas
Kaplica Dusz zwana również Kaplicą św. Katarzyny, to budynek z XVIII wieku, który znany jest z fasady pokrytej płytkami. Panele te, dodane w 1929 roku, przedstawiają epizody z życia św. Franciszka z Asyżu i św. Katarzyny. Do stworzenia tego wspaniałego dzieła potrzeba było 16 000 płytek. Wejście do środka bezpłatne, lecz nie w poniedziałki.
Natomiast Igreja do Carmo znajduje się na skrzyżowaniu Praça de Carlos Alberto i Rua do Carmo, w pobliżu kościoła i Torre dos Clérigos. Wewnątrz świątyni wyróżniają się wspaniałe złocone rzeźby w bocznych kaplicach i na głównym ołtarzu, rzeźba i kilka obrazów olejnych.


Porto Se Catedral, Miradouro da Vitória
Katedra w Porto jest najważniejszą budowlą religijną w mieście i została uznana za pomnik narodowy. Znajduje się w górnej części Porto. Wewnątrz duże filary sprawiają, że budowla wydaje się jakby wąska z wysokim sufitem. Ma powściągliwą dekorację z gołymi ścianami, a jedynie ołtarz główny i niektóre kaplice są ozdobione w stylu barokowym.

Katedra stoi na kwadracie z kolumną pośrodku. To tutaj wieszano niegdyś przestępców z Porto. Plac oferuje również imponujące widoki na miasto, rzekę i piwnice z winami na nabrzeżu.
Miradouro to portugalskie słowo oznaczające punkt widokowy, a Miradouro da Vitória jest prawdopodobnie najbardziej znanym z nich w Porto. Widok z tego miejsca na Ribeira to świetny sposób na zwiedzenie niektórych głównych zabytków miasta; most Dom Luis, Se i Pałac Biskupi, które wyróżniają się ponad mozaiką dachów z terakoty poniżej.

Wraz z Bertrandem w Lizbonie jest to jedna z najstarszych księgarń w Portugalii i często zaliczana do najlepszych księgarń na świecie. Jedna z największych kolejek w jakich oczekiwaliśmy na wejście. Bilety kupione przez aplikacje na miejscu. Swoje trzeba odstać.
Obszerną przestrzeń wewnętrzną wyznaczają rozwidlone schody łączące się z galerią na pierwszym piętrze ze szczegółowymi drewnianymi tralkami. Nad tymi schodami znajduje się duży witraż o imponujących wymiarach, z centralnym mottem „Decus in Labore” i monogramem właścicieli.


Ribeira
Ribeira to jedna z najpopularniejszych dzielnic Porto. Jest to jedna z najbardziej autentycznych i malowniczych części aglomeracji w sercu starego miasta. Jak sama nazwa wskazuje, dzielnica położona jest nad brzegiem rzeki (Ribeira w języku portugalskim pochodzi od słowa rzeka).
Na szczególną uwagę zasługuję restauracja 7G Roaster w okolicy Ribeira. Gościliśmy dwa razy. Można wynająć tutaj pokój.
PS: Pora wracać. Szkoda wyjeżdżać. Sporo mieliśmy w nogach kilometrów, dołożyłem maraton w Porto. Musimy tutaj wrócić.

W końcu błogi odpoczynek. Jechaliśmy z Lizbony blisko trzy godziny, dalej, na południe. Tutaj pierwsze zderzenie z kraina Algarve. Kilka stopni cieplej niż w Lizbonie i kilkanaście niż w Porto. Można odpoczywać.
Lagos, jako pierwszy przystanek na trasie do Algarve, nie zawiódł nas. Co prawda nie mieliśmy wielkich planów co do tego miejsca, ale zdążyliśmy zobaczyć Centro Histórico de Lagos i odwiedzić lokalną plaże.


Portimao, tutaj spacerujemy i mieszkamy przez najbliższe dwa dni. Zbyt zmęczeni żeby dalej chodzić wyszukaliśmy plaże oddalona kilka kilometrów od miasta w stronę Faro. Tam się wygrzewaliśmy cały dzień.
Godna polecenia restauracja nieopodal promenady w Portimao to Super Juice. Podają zdrowo, smacznie i świeżo. Prawdziwa rodzinna atmosfera. Chyba najlepsza strawa w Portugalii do tej pory.



Wygrzewania czas się zakończył. Zanim jednak wróciliśmy do Porto, postanowiliśmy pojechać na chwile jeszcze wgłęb lądu, do stolicy Algarve.
Faro
Igreja do Carmo, (Capela dos Ossos), Igreja de Santa Maria
Pára aqui a considerar que a este estado hás-de chegar – głosi napis nad kaplicą czaszek w Faro. Zatrzymaj się i pomyśl, ty który osiągniesz ten stan. Igreja do Carmo z barokową fasadą i bliźniaczymi dzwonnicami (można zobaczyć z bliska), jest jednym z najpiękniejszych kościołów w Algarve. Kościół Karmelitów był budowany przez większą część XVIII i XIX wieku. Przetrwał do dzisiaj w pierwotnym stanie.
Jedną z największych atrakcji dla zwiedzających jest raczej makabryczna Capela dos Ossos (Kaplica Kości) na tyłach kościoła. Ściany pokryte są czaszkami i kośćmi ponad 1000 mnichów karmelitańskich, co ma przypominać o tym, o ulotności życia ziemskiego.


Faro to miasto o wielu urokach dziedzictwa i długiej historii, które można łatwo zobaczyć w mieście. Tam, gdzie niegdyś ludzie żyli i budowali swoje domy, świątynie i obiekty użyteczności publicznej, dziś turyści w wielu językach odkrywają na własnych nogach lub pod wpływem sugestii zwiedzania historyczne i artystyczne odniesienia Faro. Spacer po historycznym centrum wymaga zatrzymania się w muzeum miejskim tj. Museu Municipal de Faro.

Rua Dom Francisco Gomes to aleja w centrum, skwerek i miejsce gdzie można się napić kawy z lokalnej palarni, kupić kapelusz i buty w manufakturze. Będąc tam na starym mieście, wąskie uliczki przypomniały mi o zachowaniu ostrożności w takich miejscach wszakże czekał nas długi powrót na północ Portugalii i ostatnie dni pobytu.
Lizbona
Zebraliśmy kilka(naście) pomysłów w jeden plan i tym sposobem powstał szkic zwiedzania Lizbony. Od początku nie faworyzowałem stolicy, największego miasta na naszej mapie wyprawy. Nie przypadły mi do gustu poprzednie europejskie molochy. Tutaj jednak się nie zgodzę. Zarówno ja, a żona w szczególności, byliśmy zachwyceni.
Castelo de S. Jorge
czyli Zamek Św. Jerzego jest położony w jednej z najstarszych części miasta, jednocześnie górujący nad nim. Tutaj bilety, ponoć szczęśliwie, kupiliśmy na miejscu. Dziedziniec zwiedza się dosyć szybko, warto zwiedzać chwile przed zachodem słońca. Punkt obowiązkowy!


Praça do Comércio oraz Rua Augusta czyli plac centralny, handlowy wraz z deptakiem. Leżące nad rzeką Tag w dzielnicy Baixa. Stacja metra trzy minuty drogi od pomnika Józefa I Reformatora.



Miradouro czyli widok(i) na miasto
Jest wiele miejsc, z których można obserwować miasto. Natomiast kilka z nich jest wyjątkowych na swój sposób. Należą do nich min. wcześniej wspomniany widok z zamku, Miradouro de Senhora do Monte, Miradouro de Santa Luzia (obok kawiarnia tarasowa), Miradouro das Portas do Sol. Większość z widokiem na dzielnicę Baixa i rzekę Tag. Przygotuj się na sporo wspinania, w końcu widok jest na górze. Wiele z nich jest po prostu trasą, po drodze do czegoś. Nie każdy punkt ma swoja nazwę. My znaleźliśmy kilka swoich, można je nazwać jakoś?



Zjedz w lokalnej restauracji
W Lizbonie jest mnóstwo lokali gastronomicznych. Są sieciówki, Micheliny oraz wiele innych. Unikatowe często są z dala od zgiełku, w wąskich uliczkach, wydawało by się że nic tam nie ma prawa istnieć. Lista kilku ciekawych miejsc, dla wybrednych, niekoniecznie drogich ale na pewno takich, które zapamiętasz.
Vegan Junkies. Tak wiem, burgery. Nie tylko. Są tez najlepsze tacos jakie jedliśmy a burgery same w sobie pomysłowe i smaczne. Zapić piwem czekając w kolejce!
Ao 26 – Vegan Food Project. W podejrzanej uliczce na wzgórzu, ale nie ma się czego bać. Kotlet z seitana? – no problem. To tutaj na kolację przy świecach albo wyżerkę po całym dniu.
Na śniadanie lub na drinka, albo jedno i drugie na raz. Zenith nieopodal ulicy ze sklepami znanych marek i słynnych hoteli, świetnie się do tego nadaje. Na pewno spotkacie tutaj wielonarodowościowe towarzystwo, może nawet naszych rodaków. Wczesna godzina odwiedzin mile widziana. Inaczej nastaw się na dłuuugie oczekiwanie.
Pastelaria oraz inne Kafeine. Kawa do ręki w ciągu dnia i harmider w środku. Raczej nie usiądziesz, ale poczujesz klimat dużego miasta. Zjeść Pastel del Nata i popić mocna kawą. Bezcenne.

Santa Maria de Belém, czyli po prostu Belem
Torre de Belem, Mosteiro dos Jerónimos i rzeka Tag. W okolicy jeszcze pomnik odkrywców Padrão dos Descobrimentos i róża wiatru. Jadąc tutaj mijasz dzielnice industrialną. Radocha dla podziwiających murale. Nie do końca przyjazne miejsce dla turysty, miej oczy dookoła głowy. Kawałek dalej widać już oświetloną Bramę Bellem. Wszystko w dzielnicy o tej samej nazwie.


Przejażdżka tramwajem 28
Musisz mieć sporo determinacji żeby zmieścić się do tego tramwaju, gdziekolwiek byś próbował na całej trasie. Mieliśmy chytry plan wsiąść na pierwszej stacji a stanęliśmy w kolejce do przystanku tramwajowego. Można podziwiać w wielu miejscach turystycznych miasta, z dalszej perspektywy. Zawsze pozostaje miniaturowa wersja tego pojazdu.


Basilica da Estrela, Mosteiro dos Jeronimos – najsłynniejsze miejsca kultu sakralnego
Bazylika i klasztor Karmelitów, po drodze mijamy park Monsanto. Zaprzyjaźniamy się z Chińska parą na dachu bazyliki. Tym razem będziemy mieli dużo wspólnych zdjęć.



Zgubić się w mieście rankiem i odnaleźć o zachodzie słońca to jedna z najlepszych rzeczy, które możesz zrobić przy nadmiarze czasu. Lizbona jest raczej miejsce bezpiecznym i przyjaznym, o ile nie oddalisz się od miejsc turystycznych.


Mamy wiele zdjęć z tego miejsca. Ciężko było wybrać wyjątkowe, kiedy jest ich tak wiele.



Dwa dni wystarczyły (musiały) na otaksowanie wzrokiem tej pięknej stolicy. Mówią o niej najcieplejsza – europejska. Nie mylą się. Dodałbym jeszcze różnorodna i chyba, po prostu, piękna.
PS: Planujemy wrócić do Portugali w najbliższych latach. Już we trójkę.🧡👩🦱👧🙋♂️
Na samym początku pragnę zaznaczyć, że typowego Fado na żywo nie widzieliśmy. Chociaż? Jeśli liczyć te na ulicach miast, pod gołym niebem, za grosz do czapki to owszem. Portugalia było dla nas nieodkrytym lądem i spontanicznym wyjazdem. Tym bardziej, że zdecydowaliśmy się w ostatniej chwili, nie było to jednak last minute.
Od zawsze mamy swój styl podróży, nierzadko zmieniając to coś, ale zawsze kierujemy się podstawowymi wyznacznikami, jak i teraz. Mamy auto i jeździmy gdzie chcemy, kiedy chcemy. To samo dotyczy noclegów, chociaż tutaj zmiana cenowa, w porównaniu do poprzedniego roku, widoczna już gołym okiem. Wydajemy z głową, ale nie żałujemy. Biorąc to za wyznaczniki dobrej przygody ruszamy kolejny raz do Berlina skąd udamy się do Porto – pierwszego przystanku na trasie. Portugalia 2021 – czas start.
(…)ale zanim Berlin, no właśnie. Jest godzina 1.15 w nocy. Dzień przed wylotem na wakacje. Powoli podnosimy się, za 45 minut start maratonu w Koszalinie. W notatniku wszystko wyglądało tak gładko. Wstajemy, biegnę i wracamy przepakować torbę. Wtedy już prosto na lotnisko Brandenburg. Wszystko było by w porządku gdyby doba miała kilka godzin więcej. Może przy układaniu nowego kalendarza wezmą to pod uwagę…
Mamy umówiony parking, niedaleko lotniska. Dograne bez zamienienia słowa przez telefon, tylko opłata i kod qr, powinno wystarczyć. Rzeczywiście dostajemy miejscówkę. Na lotnisko mniej niż 10 minut… autem. Na szczęście jest shuttle bus, nie trzeba wcale czekać.
Tutaj link do strony. Raczej najlepsza opcja postoju długoterminowego z pełna obsługa dowozu. Sa też inne, duże Niemieckie lotniska, które obsługuje Parkos. Ceny do sprawdzenia na stronie.
Berlin Brandenburg, lotnisko które miało nie udźwignąć naporu turystów. Jak się okazuje świetnie prosperuje. Oprócz zmiany nazwy i przejęcia lotów z Tegla, wiele się nie zmieniło pod względem organizacyjnym. Działa po prostu dobrze, aczkolwiek na kolejki trzeba się nastawić, chyba jak wszędzie.

Porto. Tylko na chwile.
Lądujemy późno, więc prosto do hotelu lotniskowego. Na zewnątrz po renowacji, wygląda modernistycznie. Pokoje natomiast mikroskopijne. Rozumiem, tylko się przespać, ale ten komfort w Europejskiej cenie…
Nie wstajemy zbyt wcześnie żeby odespać lot. Jesteśmy umówieni na godzinę, odbieramy auto z wypożyczalni pod drzwi. Południowy obyczaj każe się spóźniać godzinę, ale tym razem tylko 45 minut. Lokalne wypożyczalnie często oszukują a te sieciowe pobierają duże kaucje, często bezzwrotnie. W Internecie każą się strzec obu. Żona znajduje Polsko – Portugalska komitywę. Udaje się wynająć bez kaucji i na dogodnych warunkach. GASOLINA!
Poniżej link do świetnej strony z noclegami i właśnie autami na wynajem. https://mojealgarve.pl/
Portugalskie autostrady.
Via Verde czyli Polski odpowiednik etoll. Nie najdroższe w całej Europie, ale tez nie najtańsze. Przejazd przez bramki Via Verde odbywa się bez zatrzymania. Wystarczy czujnik nad lusterkiem. W przeciwnym wypadku opłaty przejazdowe typowo od bramki do bramki. Przykład to przejazd trasą Faro – Porto tj. około 50 euro. Częstotliwość zjazdów bardzo duża. Nie ma praktycznie możliwości zabłądzenia, a nawet jeśli wzdłuż biegnie trasa ratunkowa, nieco dłuższa ale przystępna i darmowa.
Coimbra. Pierwsza stolica Portugalii.
Co można robić w małym miasteczku? Okazuje się, że całkiem sporo. W pierwszej kolejności warto wybrać się po prostu pod górę. Do Biblioteki Joanina, Uniwersytetu i Klasztoru Sana Cruz (na powrocie) można dojść w mniej niż dwadzieścia minut.





Niemalże wszędzie bilety kupisz tylko z wyprzedzeniem, jednodniowe powinno wystarczyć. Warto o tym pamiętać.


Do Muzeum Narodowego nie było dane nam wejść. Przerwa techniczna, nie wiadomo na jak długo a do tego remonty dookoła.
Na uwagę zasługują dwa mosty na rzece Mondego tj. Pedro e Inês bridge oraz Ponte de Santa Clara. Warto udać się na most po zmroku. Można wtedy popatrzeć na zabytkowe stare miasto z innej perspektywy.


Schodząc w dół, w stronę nowego centrum, można napotkać ciekawe obrazki. Gratka dla paparazzo.



Kierując się jeszcze niżej, niemal ku przyczółkowi mostu Ponte Sanata Clara, zaczynają się kawiarnie i restauracje deptakowe. Stare i nowe miasto oddziela droga, nagle pojawiająca się znikąd. Na uwagę zasługuje Toledo. Według ocen internautów i nie tylko chyba najlepsza kawiarnia w okolicy. Rzadko się to potwierdza, ale tym razem tak było. Dodatkowo Pastel del Nata – obowiązkowa pozycja w całej Portugali i już niedługo nie tylko.


Gdzie śpimy? Hotel Ibis Coimbra Centro, dwie minuty pieszo na deptak. Pokoje małe ale czyste. Parking w podziemiach hotelu dodatkowo płatny. W karcie hotelowej wina! Czy jest tutaj coś poza starym miastem? Udając się w druga stronę, wzdłuż linii Mondego napotykamy zabytkowy tramwaj. Portugalski must see, ten akurat unieruchomiony.

Jest jeszcze park dendrologiczny i widok na miasto z wielu punktów widokowych. Mieliśmy wybrać się na jeden z nich, niestety następnego padało. Pozostało ruszać dalej!
Nazare – nie tylko dla surferów!
Niespełna sto kilometrów dalej pogoda znacznie się zmienia. Dojeżdżamy na Atlantyk. Czuć bryzę. Nie jest idealnie, ale zmiana klimatu odczuwalna. Kolejny dzień przywitał nas słońcem. Parkujemy przy promenadzie, mamy tutaj hotel z widokiem na ocean. Wersja jakby budżetowa, pokój nieduży, piasek wpada przez balkon. Położenie jest niemal idealne. Hotel Oceano godny polecenia. Najpewniej dostaniesz balkon z widokiem z boku ale to wystarczy aby patrzeć na wodę. W hotelu jest restauracja i można zjeść śniadanie, ale do tego jeszcze wrócę.
Nazare uznaje się za eldorado surferów. Jak się okazuje nie tylko. Mimo wczesnego sezonu turyści są już zauważalni. Na desce nie pływamy, pozostaje nam podziwiać i spacer brzegiem plaży.


Wzdłuż promenady jest kilka restauracji i sklepów z pamiątkami. Idąc wgłęb można dojść do falochronu gdzie gromadzą się turyści. Jest tam tez jedna z wielu latarni morskich w okolicy.
Gdzie jemy? W okolicy jest zatrzęsienie restauracji, niemal każda pizza pasta albo lokalnie ryba – chociaż rzadziej. My próbowaliśmy w Village Brunch and Coffee. Moja pierwsza Acai Bowl. Nie zawiodłem się. To był stały element mojej diety przez następne kilka dni. Polecam!
Co poza naturą? Warto wybrać się na wzniesienie górujące nad miastem. A tam? Sitio, lub jak to woli O Sitio! A na nim – sakralne Igreja de Nossa Senhora da Nazare, kaplica – Ermida Da Memoria, widok Miradouro do Suberco i Forte de Sao Miguel. Brzmi skomplikowanie? Nic bardziej mylnego.
Na wzgórzu, w kaplicy gdzie niegdyś modlił się Vasco da Gama przed swoimi wyprawami, znajduje się Sanktuarium MB z Nazaretu. To wszystko przy skromnym, mikroskopijnym rynku. Kilka minut drogi pieszo od miejsca kultu religijnego roztacza się piękny widok zwany Miradouro a w tle muzeum – fort czyli mekka surferów. Proste?






Chyba największe wrażenie zrobił na nas widok na nowe Nazare. Miradouro jest genialne.


Legenda Nazare mówi o cudownym ocaleniu łowczego. Utrwalono to na obrazie w Sanktuarium. Ciekawy jest przekaz na dzisiejszy język. Pomnik jelenia zdobi wybrzeże i stał się ikoną surfboarderów.


Pozostało wracać setką schodów do miasta. Dla wybrednych kolejka. Nazare jest domem dla wielu przyjezdnych często na kilka miesięcy. My ruszamy dalej kolejnego dnia. Ta opowieść ma jeszcze ciąg dalszy.
PS: Zawsze zabraknie czasu na jakiś szczegół. Tym razem chodzi o Brage. Mocno pomijana przez turystów, z racji że leży nie po trasie czegokolwiek. Trzeba tu wrócić.