Tydzień 23 – 24. Mario Puzo – Ojciec chrzestny
Do Ojca chrzestnego Mario Puzo wróciłem po bardzo długim czasie. To jedna z tych książek, które niby się znają, bo widziało się film, kojarzy postacie i cytaty, ale dopiero powrót do oryginału pokazuje, jak dużo tam jest jeszcze przestrzeni i szczegółów.
Nie był to zaplanowany wybór. Książka leżała z boku, odkładana od miesięcy, może nawet dłużej. Dwa tygodnie zajęło mi, żeby realnie znaleźć czas i w końcu się w nią wciągnąć. Ciągle coś było na teraz, a ona czekała gdzieś w tle, aż w końcu przyszedł moment, kiedy mogłem czytać bez pośpiechu.
Fabuła prowadzi przez losy rodziny Corleone, gdzie na pierwszym planie jest Vito Corleone, człowiek, który zbudował swoją pozycję na zasadach lojalności, szacunku i własnego kodeksu. W jego świecie przemoc i biznes są ze sobą nierozerwalnie połączone, ale Puzo nie pokazuje tego w prosty sposób. To nie jest opowieść o dobrych i złych, tylko o systemie, w którym każdy wybór ma swoją cenę.
Obok Vita bardzo mocno wybrzmiewa postać Michaela Corleone. Na początku outsider, ktoś kto nie chce mieć nic wspólnego z rodzinnym interesem, a z czasem staje się jego najważniejszą częścią. Ta przemiana jest powolna i przez to jeszcze bardziej niepokojąca. Nie ma tu nagłego zwrotu, tylko stopniowe przesuwanie granic, aż w pewnym momencie trudno już wrócić do punktu wyjścia.
Najbardziej zostaje w głowie właśnie ten proces. Jak człowiek, który na początku chce żyć inaczej, krok po kroku wchodzi w rolę, której wcześniej się bronił. I jak bardzo decyzje podejmowane „dla rodziny” potrafią zmienić wszystko.
Ciekawym kontekstem, który zawsze wraca przy tej historii, jest zachowanie Marlona Brando. Kiedy odbierał Oscara za rolę Vita Corleone, nie pojawił się osobiście na gali. Wysłał w swoim imieniu Sacheen Littlefeather, która odmówiła przyjęcia nagrody i wygłosiła krótkie oświadczenie w jego imieniu. Był to gest, który wywołał ogromne poruszenie i do dziś jest jednym z najbardziej symbolicznych momentów w historii Oscarów. Dla jednych był to sprzeciw wobec sposobu traktowania rdzennych Amerykanów w Hollywood, dla innych kontrowersyjny i nieakceptowalny ruch. Niezależnie od oceny, pasuje on trochę do samej historii Ojca chrzestnego – decyzje, symbole i konsekwencje, które zawsze wykraczają poza sam film.
To nie jest książka, którą się po prostu odkłada po przeczytaniu. Zostaje na dłużej, bo pokazuje mechanizmy władzy, lojalności i relacji w sposób spokojny, ale bardzo konsekwentny.
Po tych dwóch tygodniach zostaje myśl, że w tym świecie nic nie jest przypadkowe, a każda decyzja ma swoją cenę, nawet jeśli nie widać jej od razu.
Eng
Week 23 – 24. Mario Puzo – The Godfather
It took me a long time to finally pick up Mario Puzo’s “The Godfather”. Not because I didn’t want to read it, but because it kept getting pushed aside. It ended up being a two-week process before I actually found the time and headspace to go through it properly. There was always something more urgent, and this book quietly waited in the background.
The story itself follows the Corleone family, with Vito Corleone at the center. A man who builds his power on loyalty, respect, and a strict personal code. Puzo doesn’t present the mafia world in simple terms of good and evil. Everything feels structured, almost logical, where every decision carries consequences and nothing comes without a price.
What stood out most is Michael Corleone’s transformation. At the beginning he is distant from the family business, almost intentionally outside of it. Over time, step by step, he becomes the central figure. There is no single turning point, just a slow shift that feels more disturbing because of how natural it is.
One thing that always comes back when talking about this story is Marlon Brando. His performance as Vito Corleone became iconic, but what is just as memorable is what happened at the 1973 Academy Awards. Brando refused to attend the ceremony and sent Sacheen Littlefeather to decline the Oscar on his behalf. The gesture was tied to a protest against Hollywood’s treatment of Native Americans. It remains one of the most controversial and symbolic moments in Oscar history, and it somehow fits the world of “The Godfather” itself, where power, loyalty, and personal conviction always come with consequences.
After finishing it, what stays is not just the story, but the feeling that every action in this world has a cost, even if it’s not visible right away.


Dodaj komentarz