Bonum Cursum

Savickis life journey

  • Pierwszy raz od dłuższego czasu mogłem widzieć Niepodległy tłum na ulicach rodzimego miasta. Wiele lat szczęście mi nie dopisywało, lecz korzystając z okazji zdecydowałem, że nie udam się do stolicy a zostanę w domu.

    Świętowałem już dobę wcześniej w miejscowości o wdzięcznej nazwie Stolec k. Dobrej Szczecińskiej. Nieoczekiwanie fenomenalny, kameralny bieg na łonie natury. Bez większej rywalizacji sportowej, za to pełne zadumy i refleksji kursowanie. Na samym początku po świeżo opadłych liściach, aż do lekko zmarzniętych muld. Wszystko to okraszone niewielkim ale pamiętnym racowiskiem oraz wręczeniem flagi na ostatnie, nie bez kozery, STO DWADZIEŚCIA TRZY LATA. Mniej znaczy więcej?… 

    2018-11-10-bieg-na-stulecie-niepodleglosci-w-stolcu-018
    http://www.police24.pl

    Na drugi dzień obowiązkowo, w przyjacielskim gronie, Marsz Niepodległości. Zaskoczyła mnie frekwencja, ponad sześć tysięcy ludzi. Bardzo rodzinnie, z uśmiechem na ustach, wszyscy razem.

    MARSZ NIEPODLEGLOSCI 2018 SZCZECIN (1) PS: Żadnych faszystów nie widziałem 😉

    Do zobaczenia za rok, życzę Wam co najmniej kolejnych stu lat w mądrości oraz przyjaźni.

     

  • Zmotywowany pozytywnymi zmianami pogodowymi,kilka dni przed MKP im. dra H. Florkowskiego, opłaciłem pakiet startowy. Zainteresowany osobą patrona, o którym wcześniej słyszałem, postanowiłem zaczerpnąć wiedzy na jego temat w lokalnym Muzeum Regionalnym:

    Dr med. Henryk Florkowski (1921 – 2003)

    sss

    14 lipca 1921 r. urodził się w Lesznie, był synem kolejarza Antoniego i Marii z domu Szlachetka. 
    Do wybuchu II wojny światowej ukończył I klasę liceum. Do połowy 1940 r. wykonywał różne prace przymusowe, przeważnie jako robotnik leśny w Zaborowie. Wiosną 1940 r. został wywieziony na roboty do Niemiec, gdzie z przerwami spowodowanymi chorobą pracował do II 1942 r. jako robotnik budowlano–montażowy przy budowie fabryki aluminium w Lautawerk na Łużycach. W II 1942 r. zwolniony ze szpitala, wrócił do domu, do Zaborowa pod Lesznem. Od 1942 r. po odbyciu specjalnego przeszkolenia pracował jako asystent próbobiorca w Związku Kontroli Mleka w Poznaniu na pow. kościański.  Na tym stanowisku pracował do końca I 1945 r. Od IX 1942 r. do wiosny 1943 r. uczył się i zdał maturę w ramach tajnego nauczania w Lesznie. 
    W IV 1945 rozpoczął studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego. W VI 1949 r. uzyskał absolutorium, a 17 II 1950 r. dyplom lekarza. 1 XII 1948 r. jeszcze jako student rozpoczął pracę jako asystent w Państwowym Sanatorium dla Nerwowo-Chorych w Kościanie. 10 III 1949 r. ożenił się w Lesznie z Ireną Miękicką, studentką medycyny. 

    W 1950 r. ukazała się drukiem na łamach „Polskiego Tygodnika Lekarskiego” jego pierwsza  publikacja „Przypadek zatrucia talem z objawami mózgowymi”. W sumie w ciągu całego życia Doktor opublikował ponad 200 prac, głównie z historii Ziemi Kościańskiej, medycyny i jej przeszłości. 

    W l. 1950-1952 został powołany do służby wojskowej, którą pełnił jako lekarz w Szczecinie, gdzie był asystentem oddziału wewnętrznego Szpitala Wojskowego. Ze względu na zły stan zdrowia (choroba płuc) w XI 1952 r. został zdemobilizowany i wrócił do Kościana. W 1951 r. urodził się syn Andrzej Piotr. 10 XI 1952 r. objął stanowisko kierownika Państwowego Ośrodka Zdrowia w Kościanie, które piastował do 1957 r. W 1953 r. uzyskał specjalizację I stopnia w leczeniu chorób wewnętrznych. W 1954 r. urodził się syn Wojciech Jan. W 1954 r. został ordynatorem oddziału wewnętrznego Szpitala Powiatowego w Kościanie, stanowisko to zajmował do chwili przejścia na emeryturę, tj. do 31 VII 1980 r. W 1955 r. wstąpił do Polskiego Tow. Lekarskiego – koło w Kościanie. W 1956 r. uzyskał specjalizację II stopnia w leczeniu chorób wewnętrznych. W l. 1958–1981 aktywnie działał w strukturach Polskiego Czerwonego Krzyża. W l. 1961-1965 był dyrektorem Szpitala Powiatowego w Kościanie. W tym czasie zaczął modernizowanie i przygotował rozbudowę szpitala. Po wyprowadzeniu oddziału ginekologiczno położniczego do nowo powstałego pawilonu otworzył w głównym gmachu szpitala nowy oddział chorób wewnętrznych, poszerzył zakres badań laboratoryjnych, a także przebudował budynek gospodarczy, w którym umieszczono pralnię, administrację oraz wygospodarowano dwa mieszkania. Otworzył przy kościańskim szpitalu Filię Wojewódzkiego Ośrodka Dietetycznego II Kliniki Chorób Wewnętrznych w Poznaniu, która funkcjonowała przez okres dwóch lat (1964-1966). 

    W II 1961 r. był jednym z inicjatorów i współzałożycieli TMZK, w l. 1961-71 pełnił funkcję wiceprezesa zarządu, a od 1971 przez 18 lat aż do 1989 r. kierował Towarzystwem jako prezes.W 1989 r. otrzymał godność członka honorowego TMZK. W 1963 r. w TMZK wygłosił (wspólnie z Bolesławem Igłowiczem) pierwszy wykład – sprawozdanie z działalności Studium Regionalnego – plany na przyszłość. Łącznie dla TMZK przygotował i wygłosił 37 wykładów, głównie o tematyce regionalnej. W 1966 r. na łamach „Przekroju” ukazała się pierwsza publikacja historyczna „Kur z Kościana”. W 1963 r. z jego inicjatywy TMZK przedstawiło wniosek do Powiatowej Rady Narodowej o utworzenie muzeum. Starania o powołanie tej placówki zostały zakończone sukcesem po prawie 20 latach w 1981r. 

    28 VI 1967 r. na poznańskiej Akademii Medycznej obronił pracę doktorską „ Wpływ insuliny na gospodarkę wodną i jodową u człowieka”. głównym gmachu szpitala nowy oddział chorób wewnętrznych, poszerzył zakres badań laboratoryjnych, a także przebudował budynek gospodarczy, w którym umieszczono pralnię, administrację oraz wygospodarowano dwa mieszkania. Otworzył przy kościańskim szpitalu Filię Wojewódzkiego Ośrodka Dietetycznego II Kliniki Chorób Wewnętrznych w Poznaniu, która funkcjonowała przez okres dwóch lat (1964-1966).

    W X 1972 r. ukazał się drukiem pierwszy tom „Pamiętnika TMZK” obejmujący lata 1961-71 pod Jego redakcją. W sumie H. Florkowski jako redaktor przygotował do druku 9 tomów „Pamiętnika”. Tom 10 Towarzystwo dedykowało Doktorowi w 80 rocznicę urodzin (2001). W 1974r. ukazała się drukiem jedna z ważniejszych prac monograficznych „Kościan rzemiosłem stał”, pod jego redakcją. W 1979r. był inicjatorem i jednym z organizatorów obchodów 100-lecia śmierci gen. Dezyderego Chłapowskiego. We IX 1979 r. współorganizował sympozjum naukowe, wystawę, był autorem okolicznościowych publikacji, m.in. z jego inicjatywy Szkole Podstawowej w Turwi nadane zostało imię gen. D. Chłapowskiego. W 1979 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 10 V 1981r. był jednym z inicjatorów i organizatorów obchodów 150. rocznicy pobytu A. Mickiewicza w Wielkopolsce.

    16 VI 1982r. stał się jednym z pierwszych darczyńców muzeum, przekazując kilkadziesiąt zabytków archeologicznych. W 1983r. był inicjatorem obchodów 90-lecia psychiatrii kościańskiej. W l. 1984-85 był jednym z inicjatorów obchodów 600-lecia Kościańskiego Szpitalnictwa. 
    W 1985 r. otrzymał Nagrodę Twórczą m. Kościana „Za wybitne osiągnięcia dla kultury, oświaty i życia społecznego miasta”. 
    W l. 1985–94 był członkiem Zarządu Sekcji Historycznej przy Zarządzie Głównym Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. W l. 1986–2003 był członkiem zespołu redakcyjnego i Rady Programowo–Naukowej reaktywowanego w Lesznie „Przyjaciela Ludu”. 

    W 1986 r. podjął starania (wspólnie z dr Krystyną Winowicz) o utworzenie w Kościanie szkoły muzycznej, która powstała 1 IX 1988 r. W 1988 r. otrzymał po raz drugi Nagrodę Twórczą Miasta Kościana „Za całokształt inicjatyw związanych z działalnością TMZK, szczególnie za wieloletnią redakcję „Pamiętników TMZK”. W 1991 r. był jednym z inicjatorów wydawania „Zeszytów Lubińskich”. Dnia 3 VII 1991 r. w wieku 66 lat zmarła żona Irena. 
    W 1991 r. na Światowym Kongresie Polonii Medycznej w Częstochowie otrzymał najwyższe odznaczenie Medal Gloria Medicinae za tworzenie nieprzemijających wartości dla dobra Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. W l. 1993-96 był członkiem rady naukowo–społecznej Parku Krajobrazowego im. Gen. D. Chłapowskiego. W 1995 r. opracował i wydał własnym nakładem „Słownik lekarzy Ziemi Kościańskiej”. W 1995 r. został laureatem nagrody miesięcznika „Wiadomości Kościańskie” w kategorii „Za pióro”. W 1998 r. został powołany na członka Rady Muzealnej przy kościańskim muzeum na 4-letnią kadencję. 

    W 2000 r. został wyróżniony tytułem Honorowego Obywatela m. Kościana i Medalem 600-lecia m. Kościana. 

    W 26 VI 2001 r. w ramach comiesięcznych wykładów TMZK w MBP w Kościanie odbyło się spotkanie z okazji 80 urodzin doktora. Jubilatowi wręczono list gratulacyjny od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 
    W 2003 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim „Polonia Restituta”. 
    Dnia 26 XII 2003 r. zmarł w kościańskim szpitalu. 
    Dnia 29 XII 2003 r. odbył się pogrzeb na nowym cmentarzu parafialnym w Kościanie.

    Źródło: Muzeum Regionalne w Kościanie

    aaaStart w Kościanie, jak większość ostatnich, nie był planowany. Pogoda mroźna jak na początek listopada, zwłaszcza że kilka dni wcześniej na termometrze pojawiło się kilkanaście stopni Celsjusza.

    Trasa to dwie pętle w większości przebiegające w granicach miasta. Kilka długich prostych, wiele zakrętów, dało się zauważyć tzw. ścinanie zakrętów, nie wnikając…

    Tak jak Muzeum Regionalne, tak i ten skromny lecz już nie kameralny bieg przekazuje duchowe i materialne dziedzictwo regionu, chociażby przez osobę dra Henryka Florkowskiego.

    2006.png

     

  • Prześladuje mnie fatum. Za każdym razem, a jest to trzeci w tym roku, nie dopisuje pogoda. Nie rozpadało się jakoś diabelsko, lecz ten drobny kapuśniaczek, mam wrażenie, nader deprymuje.

    IMG_1641

    Wypad za miasto odpada całkowicie, pozostałe wdrożenie planu b. Na Gubałówce nie powinno być dzisiaj tłumów. To pozwoli poczuć się znaczniej bezpiecznym na szlaku przy szybszych zbiegach. Na początek? – rozgrzewka, mocno w dół asfaltem z Kościeliska i docieram do dolnej stacji kolejki na Gubałówkę. Kilkanaście metrów dalej zaczyna się niebieski szlak wskazujący godzinną wędrówkę.

    Nie mylę się. Po drodze mijałem dzisiaj zaledwie kilka osób, nawet na samej górze turyści nie mieli ochoty korzystać z wyciągu, zaledwie kilka grup osiąga szczyt.

    Nie trzymając się ściśle niebieskiego szlaku, gubię szlakowskaz docierając do szosy przy przystanku Gubałówka pomnik wchodzę na drogę czerwoną, piętnastominutowy odcinek na pik.

    Krótka to była wyprawa, lecz pouczająca:

    Wielkie się rzeczy dzieją kiedy się spotykają ludzie z górami.

    PS: Odległe zdjęcia Tatr wyznacza fotografia z 1859 roku. Może nie jest to antyk, ale to wydanie wartość na półce.

    IMG_1640

  • Zwieńczeniem krótkiego pobytu w Tatrach Zachodnich miał być start na średnim dystansie Pereł Małopolski a więc dwadzieścia jeden kilometrów kościeliskich pagórków. Zapowiadał się raczej ciężki bieg wiec ostatni ( niby) cięższy trening odpuściłem kosztem tego właśnie przedsięwzięcia. Jak na zawołanie niedziela zapowiadała się słonecznie i tak tez było. W porównaniu z prognozą poprzedniego tygodnia, aż zacząłem szukać do czego się tutaj przyczepić.

    IMG_1651

    W ramach rozgrzewki miałem do pokonania prawie cztery kilometry. Idealne warunki, non stop z górki, ażeby później się nie zemściło…

    Szybki odbiór pakietu startowego, kilka przepychanek na stadionie biathlonowym i można ruszać. Trasa oznaczona co dwa kilometry, ciężko było się zgubić, ale mino to gdzieś wyżej lekko się zakotłowało. Mam przed sobą dwie pętle wiec muszę się pilnować, żeby nie przesadzić. Dyszka mija szybko, nawet nie zdałem sobie sprawy, że tych pierwszych wolniejszych praz zachowawczych kilometrów raczej już nie nadrobię, no ale cóż, przynajmniej próbowałem. 🤔

    IMG_1656

    PS: Ciekawe czy nogi zaniosą mnie na ostatni bieg cyklu w Rabce Zdroju…

    IMG_1652

  • Sezon startów jesiennych czas zacząć. Oczy przecieram ze zdziwienia gdy widzę listę jednego ze znajomych. Jest zrobiona ręcznie, co sprawia, ze jest jeszcze bardziej wiarygodna. Od września do listopada piec razy maraton. Sporo jak na adepta biegania. Chyba bieganie rzeczywiście staje się modne. Mickiewiczowskie mierz siły na zamiary, w przełożeniu na te listę, nabiera urzędowej mocy, mam wrażenie. Dla mnie w tym sezonie raczej tabula rasa, niby stan wolny, ale w ciągłej gotowości. 🙂 Nie miałem zamiaru do niczego się przygotowywać, nie miałem też zamiaru bumelować. W planach rok? –  tylko jeden start, który zbliża się nieubłaganie wiec i uskutecznienie planu startowego musiałem, z pełną doza satysfakcji, mieć za sobą.

    marcin jagiellicz fotografia

    Leśny Gród, jak mawiano dawniej, czy też po prostu Wałbrzych, zawsze mnie ciekawił.  Imprezy sportowe przyciągają coraz większe rzesze ludzi, wiadomo, aparycja przedsięwzięcia. Nie pojechałem do Wałbrzycha w celu realizacji tego startu. Tym razem było inaczej, ale nie o tym tutaj. Jedna kontrolka na kilka tygodni zawsze jest na miejscu. 🙂 Półmaraton Wałbrzych dołączył do elitarnego grona Korony Półmaratonów Polskich. Forma promocji biegu jak najbardziej na miejscu. Statystyki mówią za siebie, ale i nie tylko liczby oznajmiły miły dla oka obraz zapaleńców w biurze zawodów, lecz entuzjazm startujących. Widać, że impreza dynamicznie się rozwija. Pytanie tylko czy to będzie służyć miastu. Póki co jest już niezbyt kameralnie, ale drogowcy jeszcze nie narzekają. 🙂
    Biuro zawodów mieszczące się nieopodal startu biegu głównego jest niepozornie małe, niemniej jednak znalazłem co potrzebowałem. Bo co tak właściwie oczekiwać po takim miejscu? Im więcej się spodziewasz, tym bardziej możesz się zawieść. 🙂

    Nie kusiły mnie nigdy tzw masówki. Imprezy sportowe przyciągają coraz większe rzesze ludzi, wiadomo, aparycja przedsięwzięcia. Nie pojechałem do Wałbrzycha w celu realizacji tego startu. Tym razem było inaczej, ale nie o tym tutaj. Jedna kontrolka na kilka tygodni zawsze jest na miejscu. 🙂 Półmaraton Wałbrzych dołączył do elitarnego grona Korony Półmaratonów Polskich. Forma promocji biegu jak najbardziej na miejscu. Statystyki mówią za siebie, ale i nie tylko liczby oznajmiły miły dla oka obraz zapaleńców w biurze zawodów, lecz entuzjazm startujących. Widać, że impreza dynamicznie się rozwija. Pytanie tylko czy to będzie służyć miastu. Póki co jest już niezbyt kameralnie, ale drogowcy jeszcze nie narzekają. 🙂
    Biuro zawodów mieszczące się nieopodal startu biegu głównego jest niepozornie małe, niemniej jednak znalazłem co potrzebowałem. Bo co tak właściwie oczekiwać po takim miejscu?

    Trasa biegu mocno pofałdowana, nie należała do łatwych. Dołożyłem około 5 minut do standardowego dla siebie czasu. Gdzieś na trzecim kilometrze doganiam R. Korzeniowskiego, dzisiaj dał mi fory. 🙂

    Upał dał się we znaki, ale nie ma tego złego…

    PS: Po drodze, w końcu, udało się zobaczyć drugi Kościół Pokoju. Świdnicki cud architektoniczny, który zawsze był jakoś nie po drodze,  padł moim łupem zbiegiem okoliczności.

    1920px-Swidnica_-_Kosciol_Pokoju-_wnetrze_01