Dnia 11 stycznia 2026 roku urodził się nasz syn, moja duma oraz owoc siły i miłości mojej kochanej żony. Witamy Cię na świecie, Ignacy Janie 💙

Savickis life journey
O poprzednim wpisie tchnęło mnie ogromną inspiracją i sprawiło, że zacząłem myśleć o własnym wyzwaniu biegowym na 2026 rok. Tym razem padło na Koronę Polskich Półmaratonów, która jest szybsza i bardziej uproszczona niż klasyczna Korona Maratonów. Zamiast pięciu pełnych maratonów do ukończenia w roku, wystarczy przebiec minimum pięć półmaratonów z jedenastu wybranych biegów. Dzięki temu wyzwanie jest bardziej dostępne dla większej liczby biegaczy i łatwiej wpasować je w plan treningowy.
Geneza projektu Korony Półmaratonów jest podobna do tej znanej z Korony Maratonów. Chodzi o stworzenie prestiżowego wyróżnienia dla osób, które ukończą określoną liczbę biegów w ciągu roku. Organizatorem jest Polskie Stowarzyszenie Biegów, a uczestnicy mogą wybierać spośród jedenastu półmaratonów odbywających się w różnych miastach Polski od Warszawy i Poznania przez Wrocław, Gdańsk, Kraków aż po mniejsze miejscowości jak Sobótka czy Wałbrzych.
Regulamin jasno określa warunki otrzymania medalu. Trzeba ukończyć co najmniej pięć półmaratonów w 2026 roku i wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie internetowej. Zgłoszenia można dokonać przed startem pierwszego półmaratonu, w trakcie udziału w cyklu lub nawet po ukończeniu wszystkich wymaganych biegów, ale najpóźniej do 15 listopada 2026. Opłata za medal jest niewielka jeśli ma być przesłany na adres w Polsce.
Korona Półmaratonów wydaje się świetnym wyzwaniem. Jest bardziej elastyczna niż klasyczna Korona Maratonów, a jednocześnie daje podobną satysfakcję i możliwość dołączenia do społeczności biegaczy, którzy podejmują wyzwania długodystansowe. Mam już wstępny plan, które biegi chcę zaliczyć, ale oczywiście zobaczymy, co ostatecznie wypali, bo jak wiadomo w bieganiu zawsze liczy się nie tylko plan, ale też forma, pogoda i energia w dniu startu.
Lista (mich potencjalnych) biegów oraz regulamin:

Eng below
Od lat interesuje mnie nie tylko ruch i sport, ale także to, jak codzienne wybory wpływają na nasze samopoczucie, energię i jakość życia. Z czasem zrozumiałem, że bieganie, regeneracja i odżywianie są ze sobą nierozerwalnie połączone. To, co jemy, ma bezpośredni wpływ nie tylko na ciało, ale również na nasz nastrój, motywację i sposób myślenia. Jedzenie może być paliwem, ale może być też źródłem radości, spokoju i wewnętrznej równowagi i oczywiście miłości.
Tydzień 3. „Dieta szczęścia. 100 przepisów, dzięki którym uwolnisz dopaminę i pozbędziesz się zbędnych kilogramów” Tom Kerridge.
„Dieta szczęścia” to książka, która łączy naukę, psychologię i praktyczne podejście do zdrowego odżywiania. Nie jest to kolejna restrykcyjna dieta oparta na zakazach i wyrzeczeniach, ale propozycja stylu życia, w którym jedzenie wspiera produkcję dopaminy, serotoniny, endorfin i hormonów odpowiedzialnych za dobre samopoczucie. Autor pokazuje, że odchudzanie i dbanie o zdrowie nie musi oznaczać frustracji, głodu i ciągłej walki ze sobą.
Książka oferuje 100 prostych, przemyślanych przepisów, które pomagają budować zdrowe nawyki żywieniowe bez poczucia straty. Znajdziemy tu dania sycące, kolorowe i pełne smaku, a jednocześnie wspierające metabolizm i równowagę hormonalną. Autor w przystępny sposób tłumaczy, jak konkretne składniki wpływają na mózg, energię i proces redukcji masy ciała. To podejście bardzo bliskie filozofii biegania czyli konsekwencja, cierpliwość i słuchanie własnego organizmu.

„Dieta szczęścia” uczy uważności. Pokazuje, że jedzenie to nie tylko liczby, kalorie i makroskładniki, ale także emocje, rytuały i relacja z samym sobą. Podobnie jak w sporcie, kluczem jest długofalowe myślenie, a nie szybkie efekty. Autor zachęca do budowania zdrowych relacji z jedzeniem, zamiast ciągłego kontrolowania i karania się za odstępstwa.
Czytając tę książkę, łatwo zauważyć, że szczupła sylwetka jest efektem ubocznym, a nie celem samym w sobie. Najważniejsze staje się dobre samopoczucie, stabilna energia w ciągu dnia i poczucie kontroli nad własnym ciałem. To podejście bardzo spójne z filozofią aktywnego życia. Regularność, balans i radość z procesu.
Dla mnie „Dieta szczęścia” to przypomnienie, że prawdziwa zmiana zaczyna się od codziennych, prostych wyborów. Tak jak w bieganiu nie liczy się jeden trening, ale suma małych kroków wykonywanych dzień po dniu. Świadome jedzenie, podobnie jak świadomy ruch, prowadzi nie tylko do lepszej formy, ale też do większej harmonii i satysfakcji z życia. Zauważyłem też, że podejście do gotowania jest tu bardzo luźne i naturalne. Jest miejsce na odstępstwa, elastyczność i normalność bez poczucia winy i bez skrajnych restrykcji.
Eng
Week 3. “The Happiness Diet: 100 Recipes to Boost Dopamine and Lose Excess Weight” by Tom Kerridge.
Over the years, I’ve come to understand how closely movement, recovery, and nutrition are connected. What we eat influences not only our body, but also our mood, motivation, and mental clarity. Food can fuel performance, but it can also bring pleasure, balance, and a sense of calm. Just like running, nutrition is a daily practice that quietly shapes our long-term well-being.
It is not another strict weight-loss plan based on rules and self-denial. Instead, it presents a lifestyle approach that supports dopamine, serotonin, and endorphin production, the hormones linked to well-being and motivation. The book shows that taking care of your health and body does not have to involve constant struggle or restriction.
The author shares 100 practical and accessible recipes that help build sustainable eating habits. The meals are satisfying, full of flavor, and designed to support metabolism and overall balance. Ingredients are explained in a simple way, showing how they influence energy levels, mood, and body composition. This approach feels very similar to endurance sports, where consistency, patience, and listening to your body matter most.
“The Happiness Diet” also highlights mindfulness. Food is not just about numbers or nutrients, but about emotions, routines, and our relationship with ourselves. As in running, long-term progress is more important than quick results. The book encourages a healthy and compassionate approach to eating rather than control or punishment.
Reading it makes one thing clear: weight loss is a natural result, not the main objective. The real focus is feeling good, having stable energy throughout the day, and living in harmony with your body. This mindset fits perfectly with an active lifestyle built on balance, awareness, and enjoyment of the process.
For me, this book is a reminder that real change comes from small, everyday choices. Just like running, it is not a single workout that counts, but the consistency built day after day. Conscious eating, like conscious movement, supports not only physical fitness but also a more balanced and fulfilling life.
Rok 2024 jest ostatnim rokiem funkcjonowania Korony Maratonów Polskich, jednego z najbardziej prestiżowych projektów biegowych w Polsce, który działał od 2007 roku. Osoby, które rozpoczęły zdobywanie Korony w 2023 roku, mogły ją dokończyć w sezonie 2025. Pisze z opóźnieniem o tym, sam dopiero się dowiedziałem. Jestem zawiedziony, ale rozumiem
Decyzja o zakończeniu projektu wynika z kilku powodów. Z biegiem lat zmniejszyła się liczba maratonów wchodzących w skład Korony, a także wyraźnie spadła liczba biegaczy, którym udawało się ją zdobyć. Mimo to w latach 2007–2023 Koronę Maratonów Polskich ukończyło łącznie 10 319 osób, co pokazuje, jak ważnym i kultowym projektem była ta inicjatywa.
Organizatorzy podkreślają, że zakończenie Korony nie oznacza rezygnacji z promowania biegów długodystansowych. Trwają już prace nad nowym cyklem, który ma wystartować w 2025 roku i otworzyć kolejny rozdział w historii polskich maratonów.


Dla mnie Korona Maratonów Polskich również była wyjątkową przygodą. Brałem w niej udział w czasach, gdy składała się jeszcze z pięciu maratonów, i udało mi się ukończyć wszystkie w jednym roku kalendarzowym. Było to ogromne wyzwanie, ale też jedno z najważniejszych i najbardziej satysfakcjonujących doświadczeń w mojej biegowej historii.
Cóż więc pozostaje? Czekać na nowe wyzwania. W tamtym roku przebiegłem 13 maratonów, wszystkie w Polsce. Ciekawe czy jeszcze kiedyś to powtórzę 🙂 A może by tak powtórzyć po prostu owe maratony?
(Tylko Wrocławia szkoda).