Bonum Cursum

Savickis life journey

  • Norwegia, Norway, Norsk… Po raz kolejny, ale tym razem tylko i wyłącznie w celach zarobkowych, podróż w nieokiełznaną, dziewicza krainę. W przeciągu ostatnich 13 – 15 lat myślę, że to taka około dwudziesta „wyprawa”. Mało czy dużo? – zadaje sobie pytanie a odpowiedź jest prosta, zbyt mało aby poznać i zbyt krótko aby wszystko zobaczyć.

    Image

    Opcjonalnie wybieramy wersje z widzenia podróżnika najlepszą bo najdłuższą. O wczesnej godzinie, gdzie jeszcze szaruga za oknem a miasto śpi, zbieramy się powoli do wyjazdu. Szczecin zaskakująco zatłoczony, jeżeli można tak to określić o godzinie czwartej nad ranem. Kierujemy się w stronę przejścia granicznego w Kołbaskowie i już po dwudziestu minutach przemierzamy bezkresne, zadbane niemieckie drogi.

    Dalej tak mkniemy w stronę Berlina, potem Hamburga… Najszybszy odcinek trasy, z przyzwolenia władz do poruszania się z prędkością ponad 100km/h. Za oknem tylko zielona polana i niekończące się elektrownie wiatrowe oraz to co najbardziej mnie urzekło u naszych zachodnich sąsiadów – tablice informacji turystycznej. Na odcinku ok czterystu kilometrów co chwile po naszej prawej stronie widoczne są brązowe tablice informujące o zjeździe nieopodal którego,  znajdują się atrakcje turystyczne. Częściowo zaskakujące, ale tylko dla naszych rodaków mimo, że powoli wdrażany system informacyjny w Polsce rozwija się powolnie, to doścignięcie zachodnich sąsiadów raczej jeszcze trochę potrwa.

    Przekraczając granice Niemcy – Dania jednocześnie stajemy na półmetku drogi. Prawie półtora tysięczny dystans, ale mu się złego nie imamy kiedy widoki za oknem takie…

    Image

    Prawdziwa Dania urzekła mnie ,nie swoją jak to mówią, gościnnością, życzliwością ludzi do przyjezdnych. Uważam, że jest to miejsce w którym, zaczyna się tzw. „kraina wiecznego szczęścia” ale tak naprawdę nie mowa tutaj o Kopenhadze czy innej rozrastającej się metropolii, mowa tutaj o każdej innej małej urokliwej wioseczce, najmniejszym „zapomnianym” zakątku, który tworzy „klimat ” tego miejsca.

    Image

    Powoli mknąc przez bezkres „zielonej wyspy” zbliżamy się powoli do  odprawy promowej Hirschalss – Kristiansund. Pływając sporo przez ostatnie kilka lat i to nie tylko ze względów turystycznych, przekonałem się , że na taka morska przygodę nie jestem jeszcze gotowy. Od 5 do 7 w skali Beauforta, lament na całym statku – całkowicie niepotrzebny a nawet opcja business travel nie pozwoliła odpręży\c si\e na chwile, no ale cóż jak żywioł to żywioł!

    Image

    Nasza „łupinka mknęła” zamiast to dwóch godzin aż pięć z małym haczykiem. Wrażeń nie brakowało. Jedyne zdjęcie, które udało mi się uchwycić to te obrazujące zabryzganą spienioną wodą szybę naszego statku.

    Zjeżdżając ze statku odprawa celna o kolejna godzina za nami. Jesteśmy już w Norwegii. Mimo, że zaczyna się robić ciemno  mamy jeszcze okazje rozejrzeć się zza samochodowego okna.

    Po ponad dwudziestu trzech godzinach trasy – nieplanowanych z powodu przedłużonego rejsu – docieramy na miejsce, sześćset kilometrów od Oslo, na samym „cyplu świata”. Zmęczeni ale zadowoleni, a przecież jutro rano trzeba wstać 🙂

  • Kolejny raz powrot do nieokielznanej Norwegii, tym razem w celach zarobkowych, choc czasu na cykniecie kilku fotek nie brak, fotorelacja z poprzedniego wyjazdu niebawem.

  • Kolejny raz „wyprawa” do puszczy Bukowej. Tym razem głębiej. Przejeżdżając trasą poznańską gdzieś w okolice Szczecin Żydowce wzdłuż drogi A6 dociera sie do miejsca docelowego. Nazwano je Uroczysko Mosty.

    Na kompleks składaja sie 3 mosty oddalone od siebie o około 150 metrów.

     Każdy z nich ma inną konstrukcję, co jeszcze nie wydaje się takie dziwne. Jak jednak uzasadnić różnice konstrukcyjne elementów tego samego mostu? Jeden z nich podpiera się jedną stroną na betonowej ścianie, drugą natomiast na betonowej ramie. Kolejny z jednej strony ma żelbetowy łuk, z drugiej już zwykłą, ceglaną ścianę. Trzeci z nich wsparty jest na rzędzie trzech podpór, z których każda ma inny przekrój. Począwszy od okrągłego, przez kwadratowy, na ośmiobocznym kończąc, a obok nich stoi jeszcze jedna, samotna podpora.

    Biorąc pod uwagę, że to właśnie Szczecin podczas II WŚ był jednym z głównych ośrodków saperskich III Rzeszy, istnieje hipoteza, iż są to mosty saperskie – szkoleniowe.

     Kluczem do zagadki jest 16 jednakowych otworów, które umieszczono w dwóch rzędach na jednym z filarów, a można ich znaleźć więcej na innych budowlach. Wojskowi są przekonani, że te otwory to typowe rozwiązanie, przygotowane do wysadzania mostu. Ukośne ich ułożenie sprawia, że podczas wybuchu filar zostaje ścięty pod kątem, a jego pozostałości utrudniają lub całkowicie uniemożliwiają budowę jakiejkolwiek przeprawy w tym samym miejscu.

    FOTO:

    Image

    Image

    Bonus, przy okazji zajechaliśmy na maszt w Kołowie, 267 m robi wrażenie 🙂

    Image

  • Puszcza Bukowa zwana popularnie Bukową knieją położona przy południowo-wschodnich dzielnicach Szczecina na Wzgórzach Bukowych. Istnieje bardzo duża możliwość dojazdu z centrum masta, do Basenu Górniczego z przesiadką dalej. Na jej terenie istnieje ponad 110 pomników przyrody, również tych o podtekście historycznym.

    Znajdował się tutaj tzw. młyn prochowy, dzisiaj pozostałości średniowiecznego młyna zbożowego nad strumieniem Chojnówka. Określone mianem uroczyska, polany o tle historyczno – naukowo – przyrodniczym itd., młyn zbudowany został w XIII w. Od 1274 jego właścicielami byli zakonnicy z nieopodal oddalonej wioski.

    Jego nazwa, Szwedzki, pochodzi od jego nabywców podczas wojny 30-sto letniej, którzy produkowali tu proch, lecz zaraz po ukończeniu konfliktu opuścili oni jego progi.

    w I połowie XIX wieku piecze nad nim przejął  Friedrich Jaeckel. Niemiecki przedsiębiorca przekształcił owy na wytwórnie papieru pod swoją fabryke cementu znajdująca sie w pobliskich Zdrojach.

    Nieopodal, ok. 100 metrów dalej, znajduje się kamienna, nagrobkowa płyta, upamiętniająca właścicieli „Stern” Fredricha i Friederike Jaeckel.

    Nowy właścicie, Johannes Baumeister, przejął obiekt w 1880 roku i przekształcił go w punkt gastronomiczno – turystyczny. Po jego śmierci, po II WŚ, młyn nie został zagospodarowany i popadł w totalną ruine.

    Obecnie widoczne są tylko znikomo widoczne fragmenty obiektu przedstawione na powyższych zdjęciach.