Rogaland cz. II 2012

Norwegia, Norway, Norsk… Po raz kolejny, ale tym razem tylko i wyłącznie w celach zarobkowych, podróż w nieokiełznaną, dziewicza krainę. W przeciągu ostatnich 13 – 15 lat myślę, że to taka około dwudziesta „wyprawa”. Mało czy dużo? – zadaje sobie pytanie a odpowiedź jest prosta, zbyt mało aby poznać i zbyt krótko aby wszystko zobaczyć.

Image

Opcjonalnie wybieramy wersje z widzenia podróżnika najlepszą bo najdłuższą. O wczesnej godzinie, gdzie jeszcze szaruga za oknem a miasto śpi, zbieramy się powoli do wyjazdu. Szczecin zaskakująco zatłoczony, jeżeli można tak to określić o godzinie czwartej nad ranem. Kierujemy się w stronę przejścia granicznego w Kołbaskowie i już po dwudziestu minutach przemierzamy bezkresne, zadbane niemieckie drogi.

Dalej tak mkniemy w stronę Berlina, potem Hamburga… Najszybszy odcinek trasy, z przyzwolenia władz do poruszania się z prędkością ponad 100km/h. Za oknem tylko zielona polana i niekończące się elektrownie wiatrowe oraz to co najbardziej mnie urzekło u naszych zachodnich sąsiadów – tablice informacji turystycznej. Na odcinku ok czterystu kilometrów co chwile po naszej prawej stronie widoczne są brązowe tablice informujące o zjeździe nieopodal którego,  znajdują się atrakcje turystyczne. Częściowo zaskakujące, ale tylko dla naszych rodaków mimo, że powoli wdrażany system informacyjny w Polsce rozwija się powolnie, to doścignięcie zachodnich sąsiadów raczej jeszcze trochę potrwa.

Przekraczając granice Niemcy – Dania jednocześnie stajemy na półmetku drogi. Prawie półtora tysięczny dystans, ale mu się złego nie imamy kiedy widoki za oknem takie…

Image

Prawdziwa Dania urzekła mnie ,nie swoją jak to mówią, gościnnością, życzliwością ludzi do przyjezdnych. Uważam, że jest to miejsce w którym, zaczyna się tzw. „kraina wiecznego szczęścia” ale tak naprawdę nie mowa tutaj o Kopenhadze czy innej rozrastającej się metropolii, mowa tutaj o każdej innej małej urokliwej wioseczce, najmniejszym „zapomnianym” zakątku, który tworzy „klimat ” tego miejsca.

Image

Powoli mknąc przez bezkres „zielonej wyspy” zbliżamy się powoli do  odprawy promowej Hirschalss – Kristiansund. Pływając sporo przez ostatnie kilka lat i to nie tylko ze względów turystycznych, przekonałem się , że na taka morska przygodę nie jestem jeszcze gotowy. Od 5 do 7 w skali Beauforta, lament na całym statku – całkowicie niepotrzebny a nawet opcja business travel nie pozwoliła odpręży\c si\e na chwile, no ale cóż jak żywioł to żywioł!

Image

Nasza „łupinka mknęła” zamiast to dwóch godzin aż pięć z małym haczykiem. Wrażeń nie brakowało. Jedyne zdjęcie, które udało mi się uchwycić to te obrazujące zabryzganą spienioną wodą szybę naszego statku.

Zjeżdżając ze statku odprawa celna o kolejna godzina za nami. Jesteśmy już w Norwegii. Mimo, że zaczyna się robić ciemno  mamy jeszcze okazje rozejrzeć się zza samochodowego okna.

Po ponad dwudziestu trzech godzinach trasy – nieplanowanych z powodu przedłużonego rejsu – docieramy na miejsce, sześćset kilometrów od Oslo, na samym „cyplu świata”. Zmęczeni ale zadowoleni, a przecież jutro rano trzeba wstać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s