Bonum Cursum

Savickis life journey

  • (…) parafrazując słowa, Henry Ford mawiał „ Największym wrogiem jakości jest pośpiech”. Przeczytałem ten cytat  wielokrotnie zanim znalazło się to w tym miejscu, rozważając, nazbyt głęboko teraz już wiem, słowo jakość. Co w takim razie ze słowem pośpiech?. Wydawało by się oczywiste, ale w rzeczywistości tak nie jest…

    Klepać kilometry, jak dobrze że już dawno mam to z głowy. Pomysł na przekraczanie setki w tygodniu uważam za zbędny. Owszem, bywało 120 i będę się spierał, że planowałem taki tydzień. Nie uważam to za stracony czas,a wręcz przeciwnie.

    Ustalając, standardowo z końcem poprzedniego roku, starty na pierwsze sześć miesięcy nowego, brałem pod uwagę odłożone do lamusa: zeszłoroczny Nowy Jork, wieloetapówkę oraz zimowe ultra.

    Zaczynając chronologicznie. Główny Szlak Sudecki imienia Mieczysława Orłowicza, trasa około 440 kilometrów, nie śpiesząc się ale jednak utrzymując pewną prędkość. Powinien starczyć tydzień. Sporo czasu chciałbym spędzić na uzupełnianie albumu z przejścia letniego 2016 roku. Baza noclegowa jak zwykle instynktowna, co nie oznacza nieprzygotowana.

    pr.jpg

    Tabela przedstawia przejście odcinkami. Więcej na temat innym razem.

    Trójmiejski Ultra Trail, ok. 67 kilometrów po (głównie) Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Trasa oraz profil jest mi znany bardzo dobrze. Po nieoczekiwanej rezygnacji z startu w edycji letniej, oczekiwany mocny start. To będzie pierwsza dłuższa wycieczka Saucony Xodus. Wytrzymały kilka przebieżek od 15 do 35 kilometrów w terenie więc nie powinno być problemu.

    ooo.jpg

    Jeśli planów nie pokrzyżuje pogoda, a mogło by być to w moim przypadku tsunami bądź lawina, w lutym notatnik biegowy powinien pękać w szwach. Licznik powinien wskazywać ponad 500 kilometrów. Nie wszystkie w wygórowanym tempie, nie mniej jednak potraktuje to jako ostateczne wybieganie, zwykle mające miejsce w styczniu.

    PS Dla wytrwałych Biografia Mieczysław Orłowicz

    http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/mieczyslaw-orlowicz

     

     

  • Trasa zaczynająca się w okolicach parkingu, przy wjeździe do Doliny Chochołowskiej (Dolina Chochołowska Parking), liczy sobie niemal siedem i pół kilometra. Droga prowadząca przez Siwą Polane aż do Polany Chochołowskiej jest bardzo często pomijanym odcinkiem podróży. Jest ona wg. wielu turystów „mało atrakcyjna” co najwyraźniej tłumaczy możliwość skorzystania z dojazdu autobusem tamtejszych linii.  Prawdą jest, że wycinka drzew to mało atrakcyjny widok, nawet zimą kiedy śnieg częściowo pokrywa obalone drzewa. Nie mniej jednak jest to odcinek kultowy. Biada temu co go nie przebył. 🙂

    Dalsza droga (w tym przypadku) to wciąż zielony szlak w stronę  Wyżniej Doliny Chochołowskiej, gdzie kolejno przechodzimy na szlak niebieski. W tym momencie droga zaczyna się znacząco piąć pod górę. Jest to trasa, nazwijmy ją, alternatywna. Większość turystów, ze zrozumiałych względów, wybrało by drogę szlakiem żółtym od Schroniska PTTK na Polanie Chochołowskiej. Jest to wędrówka metodą: od najniższego do najwyższego szczytu. Tak więc obierając szlak niebieski trzeba liczyć się z najmocniejszymi podejściami przez najbliższe pięć kilometrów od tego miejsca.

    route-80f7b389-635x362

    Z Przełęczy pod Wołowcem szlako-wskaz perfekcyjnie pokazuje dalsza część wędrówki, jednak trzeba wcześniej wspomnieć o jednym z trudniejszych miejsc na drodze do destynacji, a mianowicie trawersowaniu na ostatnich metrach pod ową przełęczą. Zwłaszcza w zimie jest to miejsce newralgiczne. Mocno oblodzona oraz zwęża się do kilkudziesięciu centymetrów. Warto tutaj o szczególna uwagę.

    W lewą stronę na Wołowiec, niestety nie trafiłem dobrej pogody, wzmagający się wiatr jednak nie przeszkodził w osiągnięciu najwyższego celu tego przejścia.

    img_2433

    img_2449

    Powrót tą samą drogą do Pod Wołowcem (próba przetarcia szlaku na Czerwone Wierchy, z powodu złych warunków pogodowych, nie powiodła się). Tym razem niebieski szlako – wskaz pokazuje 00:30′, kierunek Rakoń. Delikatna deniwelacja oraz kilka mało kłopotliwych podejść.

    img_2447

    Grześ, jak na mało wyróżniający się szczyt spośród „Tatrzańskich gigantów” w okolicy, jest odwiedzany przez rzesze turystów. Jest to świetne miejsce aby zacząć swoją przygodę z turystyką pieszą w Tatrach. Od Rakonia dzieli go (patrz PTTK) około godzina marszu. Dalsza droga to zejście żółtym szlakiem na Polane Chochołowska oraz kolejno kilkukilometrowy odcinek powrotny do Kościeliska. Reasumując, trasa marszu to:

    route-e286213a-635x362.png

    PS: Opcja dodatkowa zejściem na Słowację, gdy nogą wciąż mało. 🙂

    route-94e4ac1c-635x362

    PS II: Widoki z okolic Rakonia bezcenne…

    img_2455

     

     

     

  • W asyście Tatrzańskich kozic pokonuje ostatnie, oblodzone podejście na szlaku z Kuźnic w stronę Kasprowego Wierchu. Na miejscu, ubierając kolejne warstwy odzieży, spoglądam na tablice informacyjną:
    Wilgotność: 98%
    Wiatr:W porywach do 130km/h.

    Teraz już wiem, że dalsza trasa w stronę Czerwonych Wierchów nie ma sensu. Grzecznie wracam do Schroniska na Hali Gąsienicowej, szybko coś zjadam i zbiegam dalej.
    W drodze powrotnej mijam kilkoro turystów, biegacza (ochoczo zagaduje czy warto – grzecznie odradzam) :).

    img_2361
    PS: Nie zapominajmy, że wstęp do TPN – u jak jest płatny. Ta symboliczna opłata wspomaga ogrom potrzeb. Bądźmy empatyczni, za wiele można stracić :).
    PS 2: Nosal w drodze powrotnej, rzecz obowiązkowa…walery

    Reprodukcja pochodzi z albumu: Tatry. Fotografie Tatr i Zakopanego 1859–1914.

     

  • ,Znajduje w internecie opis ostatniej części szlaku na Radziejową, parafrazując: Radziejowa pod względem wyniesienia ustępuje tylko Rysą. Brzmi ciekawie, biorąc pod uwagę moje ostatnie treningi w Tatrach Wysokich to zawsze jakaś odmiana :).
    Dla zainteresowanych to szczyt należący do Korony Gór Polskich, a więc przyjemne z pożytecznym (czytaj książeczka GOT).

    img_2484
    Start w Piwnicznej, okolice Kosarzysk . Niebieski szlak pnie się dosyć stromo od zakrętu, który poprzedza przystanek autobusowy Kosarzyska (możliwość dojazdu z centrum miasteczka). Dalej prowadzi ona betonowymi płytami, wijącymi się serpentyną, od czasu do czasu zbaczający na szutrowe ścieżki. Szlakiem alternatywnym jest szlak żółty o długości ok. dziesięciu kilometrów, który startuje w Piwnicznej – Zdroju.

    route-66f37c0d-635x362.png
    Pierwszy przystanek to Niemcowa. Skrzyżowanie szlaków turystycznych Beskidu Sądeckiego. Stamtąd trasa staje się znacznie prostsza. Od tej pory, czerwony szlak, delikatnie pnie się do Wielkiego Rogacza, skąd ponownie opada aby finalnie rozpocząć ośmiuset metrowy odcinek ciężkiego podejścia (Przełęcz Żłobki) pod samą Radziejową.

    Ostatni kilometr rzeczywiście wyczerpujący, tutaj nie ma sensu już podbiegać…
    Na trasie zupełnie nikogo, na szczycie miłe zaskoczenie. Zagorzała grupa Mtb-owców, odpoczywają również piechurzy. Kilka zdjęć i pora na powrót. Trasa porównywalna z alternatywną przedstawioną na wykresie. Niewiele zostało do tej Korony

    PS: Zazwyczaj dużo tu błota, zwłaszcza na pierwszych odcinkach trasy, tak jak lubię :).

    img_2400

  • Od kilku lat nie mogę trafić z terminem jakże ważnym dla każdego Polaka.Znalezione obrazy dla zapytania bieg niepodległości gorzów

    11.11. od zawsze obchodzimy uroczyście, każdy na swój sposób. Jedni manifestują wolność poprzez wspólny przemarsz, kolejni łączą to ze sportowym stylem.
    W tym roku edycja Gorzowskiego Biegu Niepodległości zgromadziła na linii startu kilkaset osób. Co prawda nie jest to liczba tak imponująca jak bieg Warszawski czy Poznański, nie mniej jednak na tym polegał urok tego przedsięwzięcia . Na starcie nikt się nie przepycha, w trakcie biegu (mimo pętli) również bardzo komfortowo. Atmosfera iście narodowa.
    PS: Czy tysiące czy setki osób, ten dzień zawsze powinien Nas łączyć. Nie dajmy się zwodzić tym, którym dobro ojczyzny to kwestia pieniędzy.