Podsumowanie 2025 roku

Podsumowując kończący się rok, stwierdzam, że nie był on standardowy. Czas poświęcony pracy udało mi się uporządkować. Skupiając się na rozwoju, więcej czasu poświęciłem na szkolenia i różne formy samorealizacji, zwłaszcza duchowej, bo nie ma co ukrywać, to w tym wszystkim chodzi. Nastawienie na zarobek poprzez pracę to idealny scenariusz do katastrofy.

Postawienie na otwartość biznesową i rozwój działalności pozwoliło mi odkryć swój cień. Nie wiem dokładnie, czy to lęki, strach, a może agresja w pewności siebie, obawa przed nieznanym i działaniem, a może strach przed sukcesem. A najpewniej to wszystko po trochu.

Rzekomo pieniądze mają ci, którzy kombinują, synalkowie, złodziejaszki. Myślę, że takie szufladkowanie to nic innego jak ciągnięcie w dół. Teraz już wiem, że wszystkie upadki z tego, poprzedniego roku, nie były przypadkowe. Czułem, że dotarłem do ściany. Analiza tego podświadomego strachu pomogła mi w rozwiązaniu. Może trzeba się wykoleić kilka razy, żeby zrozumieć. Bez obawy o jutro, a żyjąc w teraźniejszości. Ot taka persona (gr. Aktor). Nie sama praca człowiek żyje, choć mówi się, że kto lubi swoją pracę, ten nie przepracuje ani jednego dnia. To chyba o mnie. Mówię o tym z wielkim przekonaniem.

Od strony sportowej czuję się spełniony, chociaż brakowało mi dłuższych akcentów i wypraw, jakie miewałem kiedyś. Nie powiedziałbym, że żałuję. Ten czas mogłem poświęcić sobie, a w zamian ofiarować go rodzinie. Wystartowałem w zawodach kilkanaście razy, co daje średnio powyżej jednego startu na miesiąc. Całkiem solidnie.

Jeszcze kilka startów w tym miesiącu i kolejne spotkania ze starymi znajomymi, których ostatnio widuję trochę częściej. Patrzę na nich z coraz większą serdecznością, z tym upływem lat, kiedy obserwuję zmiany w nich. Starość to chyba forma myślenia, bo ja tego nie zauważam u startujących kolegów. Tylko te rajdy, biegi, które były piętnaście czy dwadzieścia lat temu, sprawiają, że wszystko staje się odległe w czasie, ale jednocześnie, jakby działo się wczoraj. Spoglądam na stare zdjęcie i przypominam sobie, jakie buty miałem na nogach. Taki szczegół przywołuje wspomnienia z tamtych lat. „Nie jestem tym, co mi się przytrafiło. Jestem tym, czym zdecydowałem się zostać.” – Carl Jung.

Plany sportowe na przyszły rok pokrzyżowała kolejna odmowa (chyba dwunasta) startu w maratonie berlińskim. Byłem tam dwa razy, więc chyba siła wyższa uznała, że wystarczy. Planuję jedną solidną wyprawę, oczywiście solo, tak jak lubię. Pełna kontemplacja. Chciałbym połączyć to z donacją dla potrzebujących, ale sprawa jest w powijakach. Myślę, że tej zimy będę w stanie się na tym skupić i podjąć ostateczną decyzję.

Plany rodzinne już dawno przypieczętowane. Początek roku będzie intensywny. Nowy rok, nowi my. To powiedzenie jest często nadużywane w żartach, ale myślę, że ma sens w pewnych aspektach. Data i termin to w końcu tylko umowna liczba. Kontynuujemy to, co dzieje się teraz, myśląc o jutrze, ale nie intensywnie, żeby nie zatracić dnia dzisiejszego.

Posted in ,

Dodaj komentarz