• Kończąc 2025 rok, coraz częściej łapię się na tym, że patrzę wstecz aż do 2015. Dziesięć lat różnicy to niby tylko liczba, a jednak cały inny świat. Inne tempo życia, inne ambicje, więcej spontaniczności i mniej kalkulowania. Wtedy wszystko wydawało się prostsze, a jednocześnie bardziej intensywne.

    Tamten rok był dla mnie wyjątkowy sportowo. Świetne starty, poczucie formy i głód kolejnych wyzwań. Spełniłem jedno z większych marzeń. Pobiegłem Chicago Marathon. USA, ogromna impreza, tłumy kibiców i świadomość, że jest się częścią czegoś naprawdę wielkiego. Do dziś pamiętam emocje na starcie i satysfakcję na mecie. Za wielką wodą…

    Chicago 2015, jutro maraton. Kontemplacja w Grant Park.

    Był też Ultramaraton Hrabstwa Kłodzkiego. Jedyny ultra, w swoim rodzaju. Trudny, wymagający, momentami brutalny, ale niesamowicie uczący. Tam zrozumiałem, jak daleko można zajść, kiedy głowa nie odpuszcza oraz jak dobiec z jednym butem blisko 70km. 🙂

    Dziś, w 2025 roku, mam inne priorytety i inne spojrzenie na bieganie i życie. Ale wspomnienia tamtych lat wracają z ciepłem. Przypominają mi, skąd jestem, ile już przeszedłem i że warto czasem zwolnić, spojrzeć wstecz i docenić drogę, a nie tylko cel.

    Artykuł z tamtych czasów.

    Na starcie I Ultramaratonu Hrabstwa Kłodzkiego. Na drugim planie sylwetka w czerwonej kurtce, w ruchu, z chustą zasłaniającą twarz. Kadr, który bardziej opowiada o drodze i determinacji niż o samym biegu.

  • Eng below

    Rok 2026 zaczynam z nowym wyzwaniem. Zwyczajowo czytam sporo książek, mimo że życie bywa zajęte. Teraz postanowiłem sprawdzić siebie jeszcze bardziej. Wyzwanie jest proste w formie, ale wymagające w praktyce, 52 książki w roku, jedna na tydzień.

    Zaczynam wcześniej, żeby złapać rytm. Nie chodzi o tempo, nie o liczby, tylko o przyjemność czytania i konsekwencję. Każda książka to mała podróż, nowa perspektywa, myśl, która zostaje.

    Będę pisał o tym regularnie w piątki, żeby obserwować postępy i dzielić się wrażeniami. To po prostu sposób, żeby w tym roku czytać jeszcze więcej, bez presji i planów na przyszłość.

    Tydzień 0. „A jak nie mięso, to co? 120 przepisów z roślinnymi zamiennikami mięsa” Doroty Jaworskiej.

    Książka pokazuje, co jeść zamiast mięsa, z praktycznymi pomysłami na dania i zamienniki, takie jak tofu, tempeh, seitan i inne roślinne składniki. Znajdziesz w niej aż 120 przepisów i inspiracji do kuchni bez mięsa.

    Tofu w naszym domu pojawia się kilkanaście razy w roku. Kiedyś częściej, teraz rzadziej, ale zawsze wtedy, gdy ma szansę zabłysnąć. Mamy mnóstwo książek wegańskich w biblioteczce, a pasja żony do gotowania w tym stylu sprawia, że każdy posiłek może być przygodą.

    Wyjątkowo doprawione tofu to prawdziwy rarytas. Nie jest łatwo znaleźć taki smak, który zachwyca od pierwszego kęsa, ale weekendy są zarezerwowane dla najlepszej tofucznicy w mieście, czyli w naszym domu. Tofu po koreańsku to cudo, które czasem ratuje cały obiad i robi furorę nawet u mięsożerców.

    Jeśli znajdę odpowiednie zdjęcie, wrzucę edit z tym tofu, żeby wszyscy mogli zobaczyć, jak wygląda w akcji. Bo czasem obraz mówi więcej niż tysiąc słów, a smak nawet więcej niż tysiąc zdjęć.

    Dorota Jaworska jest dziennikarką i autorką bloga oraz książek kulinarnych. Podróżuje, odkrywa lokalne kuchnie świata i zbiera inspiracje do roślinnych potraw, pokazując jak bogata i różnorodna może być kuchnia bez mięsa. Jej książki zachęcają do eksperymentowania i do spojrzenia na roślinne posiłki nie jako zamienniki, lecz jako pełnoprawne, pyszne dania.

    Nie da się ukryć, że bycie vege czasem wywołuje komentarze. Szczególnie przy przepisach vega, ale ala mięso. Ludzie patrzą podejrzliwie, jakby tofu miało zacząć mówić i udawać kurczaka. Do sceptyków mam jedno, spokojnie, nikt Wam mięsa nie zabierze, a tofu nie kąsa. 😄 Można eksperymentować, bawić się smakami i wciąż jeść normalnie.

    Z tej książki upatrzyłem sobie przepis na tofu ala wątróbka z cebulką i jabłkiem, mój kolejny kulinarny challenge. Weekend zapowiada się aromatycznie i smacznie, a jeśli wyjdzie dobrze, kto wie, może nawet mięsożercy poproszą o dokładkę.

    Starting 2026 with a new challenge – 52 books in a year, one per week. I usually read a lot despite a busy schedule, but now I’m pushing myself a bit further.

    Week 0 is Dorota Jaworska’s book What If Not Meat? 120 Recipes with Plant-Based Meat Alternatives. I’ve already spotted a recipe for tofu “like liver” with onions and apples – my next culinary challenge.

    Tofu appears a handful of times a year in our house. Weekend portions, seasoned just right, can wow even meat lovers. If I find a good photo, I’ll add an edit – because presentation matters 😄

    People sometimes give weird looks at plant-based recipes that try to mimic meat. Relax, no one is stealing your meat, and tofu doesn’t bite. You can experiment, play with flavors, and still eat normally.

  • Rok 2025 dobiega końca, więc czas na szybkie podsumowanie. Biegałem, jeździłem na rowerze i ćwiczyłem na siłowni, sumując wszystko zrobiłem sporo kilometrów. Startowałem 16 razy, głównie w zawodach na średnim dystansie, w tym w dwóch zagranicznych.

    Rok był pełen ruchu, kilometrów i nowych doświadczeń. Teraz czas spojrzeć w przód i zobaczyć, co przyniesie 2026.

    Bieg – 2995km

    Rower – 805km

    Siłowy – 39 jednostek

  • Koniec roku zbliża się cicho, ale wyraźnie. Zauważam go w drobnych momentach, w zwalniającym rytmie dni, w myślach, które coraz częściej wracają do podsumowań. Biegam dalej, bez presji. Powoli zaczynam liczyć kilometry z całego roku, te biegowe, rowerowe, siłowe. Wszystko, co było ruchem. Wynik? W tym roku będzie w miarę. Może średnio. I to jest w porządku. To był ruch wystarczający, żeby być w drodze.

    Równolegle domykam projekty, jeden po drugim. Z poczuciem, że każdy z nich zabrał ze sobą kawałek mojej uwagi, energii i obecności. Teraz ta odpowiedzialność stopniowo się rozluźnia, a ja czuję przestrzeń na coś nowego. Nowe rzeczy już się pojawiają, jeszcze nienazwane, ale wyczuwalne. Jest w tym ekscytacja. Spokojna, ale prawdziwa.

    Ten rok był intensywny. Ciekawy. Momentami wymagający, momentami zaskakująco lekki. Dużo się działo, w działaniu i w środku. Dlatego na koniec chcę na chwilę się zatrzymać i podziękować. Sobie, za konsekwencję i uważność. Rodzinie, za obecność, wsparcie i przypominanie mi, co naprawdę ma znaczenie. Za ten rok, który mija, i za nowy, który nadchodzi.

    Zamykam ten etap z poczuciem domknięcia, bez fajerwerków, z oddechem. Gotowy iść dalej w swoim tempie.

  • Bieg Maratończyka wraca do mnie co roku. Choć nie należę do tego klubu, biegam z nimi na tyle często, że czuję się częścią tej przestrzeni. To nie jest kwestia przynależności, ale obecności. Bycia razem w ruchu, w tym samym tempie, na tej samej trasie.

    W tym roku zabrakło zimowej scenerii. Nie było śniegu ani surowego krajobrazu, ale temperatura była dokładnie taka, jak trzeba. Sprzyjała uważnemu bieganiu. Bez walki, bez napięcia. Po prostu krok za krokiem.

    Najbardziej zostają jednak ludzie. Znajome twarze, spotykane na trasach przez lata. Krótkie rozmowy, uśmiechy, wspólne kilometry. Byli też ci, którzy wygrywali ten bieg na początku lat 2000. Spotkanie z nimi było jak dotknięcie historii — ciche przypomnienie, że czas płynie, a pasja zostaje.

    Ten bieg nie jest dla mnie o wyniku. Jest o powrocie. O byciu tu i teraz, w ruchu, wśród ludzi, z którymi dobrze dzieli się przestrzeń. Pobiegłem, spotkałem się, pobyłem. I to w zupełności wystarczy.