• Wypad do miasta z żoną, czyli dla człowieka mieszkającego praktycznie przy lesie prawie jak city break. Na co dzień słyszy ptaki i patrzy na drzewa, więc kilka godzin między kamienicami działa jak zmiana strefy klimatycznej.

    Od rana zaskakująco spokojnie, bez większego ruchu i całego miejskiego chaosu, który zwykle człowieka odstrasza. Dało się normalnie pochodzić, popatrzeć i poczuć klimat miasta bez potrzeby uciekania po godzinie.

    Fajnie też obserwować, jak wszystko dynamicznie zmienia się na plus. Więcej zieleni, nowe miejsca, sporo drobnych zmian, które robią różnicę i sprawiają, że miasto wygląda coraz lepiej. Nadal tylko obowiązuje stara miejska tradycja, czyli znalezienie miejsca parkingowego graniczy momentami z cudem.

    Za to kawa na Jasnych Błoniach wynagrodziła wszystko. Słońce, spokojny spacer i taki moment, kiedy człowiek przypomina sobie, że czasem dobrze jest wyrwać się nawet kilka kilometrów od swojej codzienności.

  • Kolejny weekend fajnie spędzony z rodziną, tym razem w mini zoo. Dzieci były zachwycone, a takie miejsca mają jednak swój klimat, szczególnie kiedy można po prostu pochodzić bez większego planu i patrzeć, jak najmłodsi odkrywają wszystko po swojemu.

    Coraz bardziej czuć też, że zaczyna się sezon na takie wyjścia. Pogoda jeszcze jest trochę niestabilna, rano dalej potrafi być chłodno i człowiek wychodzi ubrany „na cebulkę”, a kilka godzin później robi się całkiem przyjemnie. Mimo tego już widać lato za zakrętem i coraz częściej pojawia się ochota, żeby więcej czasu spędzać na zewnątrz.

    Najlepsze w takich dniach jest chyba właśnie to spokojne tempo i zwykła prostota. Bez wielkich atrakcji, ale z tym poczuciem, że rodzinny czas spędzony razem zostaje w głowie najdłużej.

  • W tym tygodniu byliśmy w zoo. Tym razem pierwszy raz w nowym komplecie, bo jest nowy członek rodziny, co zmienia trochę cały rytm takich wyjść. Do tego nowy kompleks w zoo, więc wszystko razem daje świeże doświadczenie – jakby to miejsce było trochę na nowo odkrywane.

    2+2, spokojne tempo, bardziej rodzinne włóczenie się niż klasyczne zwiedzanie. Nowa część zoo robi różnicę i przestrzeń, układ i ogólnie wrażenie, że całość jest bardziej otwarta i wygodna do spacerowania.

    Najlepsze jest to, że z wózkiem można tam chodzić praktycznie wszędzie. A nawet z dwoma, jeśli ktoś lubi logistyczne wyzwania i test cierpliwości na poziomie eksperckim. Na tobołki też jest miejsce, więc cała operacja „wyjście rodzinne” działa zaskakująco sprawnie.

    To też fajny moment na rozpoczęcie sezonu takich spacerów i wyjść na zewnątrz. Po zimniejszym okresie łatwo zapomnieć, jak dobrze działa zwykłe chodzenie i obserwowanie świata bez planu.

    Bilet roczny rodzinny dalej wypada stosunkowo tanio, więc przy kilku wizytach w roku zaczyna się to po prostu opłacać i z czasem robi się z tego naturalna rutyna.

    Zwykły dzień, bez wielkich wydarzeń, ale z tym spokojnym poczuciem, że takie rzeczy najbardziej zostają.

  • Eng below

    Tydzień 20. Jerzy Kosiński „Malowany ptak” (“The Painted Bird”).

    W tym tygodniu wróciłem do „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego. To jedna z najbardziej brutalnych i przygnębiających książek, jakie czytałem, ale też jedna z tych, o których trudno przestać myśleć.

    Historia chłopca błąkającego się po wsiach podczas wojny od początku daje poczucie samotności i ciągłego zagrożenia. W tej książce prawie nie ma miejsca na bezpieczeństwo czy normalność. Jest za to strach, przemoc i ludzie pokazani w swoich najgorszych momentach.

    Najmocniejsze było dla mnie to, że „Malowany ptak” nie pokazuje wojny przez front czy wielką politykę, ale przez zwykłych ludzi i codzienne okrucieństwo. Momentami trudno oddzielić, co jest jeszcze symbolem i literaturą, a co próbą pokazania realnego doświadczenia traumy.

    Sama historia Jerzego Kosińskiego też jest bardzo ciekawa i tragiczna. Po wojnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych i tam zbudował swój literacki sukces praktycznie od nowa, pisząc po angielsku i stając się częścią amerykańskiego świata kultury. Jednocześnie przez całe życie towarzyszyły mu kontrowersje dotyczące jego biografii i twórczości, a jego historia zakończyła się tragicznie.

    To wszystko sprawia, że „Malowany ptak” czytałem bardziej jako próbę zmierzenia się z traumą, samotnością i przemocą niż jako zwykłą powieść wojenną.

    Ten tydzień był bardziej o tym, jak literatura potrafi zostawić dyskomfort i pytania bez prostych odpowiedzi, niż o samej historii książki.

    ENG

    Week 20. Jerzy Kosiński “The Painted Bird”.

    This week I returned to “The Painted Bird” by Jerzy Kosiński. It is one of the most brutal and disturbing books I have read, but also one of those that is impossible to forget.

    The story of a boy wandering through villages during the war creates a feeling of loneliness and constant danger from the very beginning. There is almost no sense of safety or normal life in this book. Instead there is fear, violence and people shown in their worst moments.

    What stayed with me most was that “The Painted Bird” does not show war through battles or politics, but through ordinary people and everyday cruelty. At times it becomes difficult to separate symbolism and fiction from an attempt to describe real trauma.

    Jerzy Kosiński himself is also a fascinating and tragic figure. After the war he moved to the United States, where he built his literary career almost from nothing, writing in English and becoming part of the American cultural world. At the same time he was surrounded by controversies about his biography and work for most of his life, and his story eventually ended in tragedy.

    All of this made me read “The Painted Bird” more as an attempt to confront trauma, loneliness and violence than simply as a war novel.

    This week was more about how literature can leave discomfort and unanswered questions than about the story itself.

  • Eng below

    Tydzień 19. Günter Grass „Blaszany bębenek” (“The Tin Drum”).

    W tym tygodniu wróciłem do „Blaszanego bębenka” Güntera Grassa. To jedna z tych książek, które zostają bardziej przez atmosferę i sposób patrzenia na świat niż przez samą fabułę.

    Historia Oskara Matzeratha od początku była dla mnie dziwna i niepokojąca. Dziecko, które postanawia przestać rosnąć i obserwuje rzeczywistość z boku, staje się tutaj kimś więcej niż bohaterem. Bardziej symbolem niż zwykłym człowiekiem.

    Najmocniej zostało ze mną to, jak Grass pokazuje społeczeństwo w czasie narastania i trwania wojny. Nie przez wielkie hasła czy polityczne deklaracje, ale przez codzienność, absurd i ludzi próbujących normalnie żyć w nienormalnym świecie.

    Sam Günter Grass też jest dla mnie ciekawą postacią. Z jednej strony laureat Nagrody Nobla i jeden z najważniejszych niemieckich pisarzy XX wieku, z drugiej człowiek otoczony kontrowersjami i trudną biografią. To sprawia, że jego książki czyta się inaczej, bo czuć w nich próbę rozliczenia się z historią, pamięcią i odpowiedzialnością.

    „Blaszany bębenek” nie jest dla mnie książką łatwą ani komfortową. Momentami wręcz odpycha, ale właśnie przez to zostawia po sobie coś więcej. To bardziej doświadczenie niż zwykła historia.

    Ten tydzień był bardziej o obserwowaniu, jak literatura potrafi pokazać chaos i moralne zagubienie ludzi, niż o samej fabule książki.

    ENG

    Week 19. Günter Grass “The Tin Drum”.

    This week I returned to “The Tin Drum” by Günter Grass. It is one of those books that stays with me more because of its atmosphere and way of looking at the world than because of the plot itself.

    The story of Oskar Matzerath felt strange and unsettling to me from the beginning. A child who decides to stop growing and watches reality from the side becomes something more than just a character here. More a symbol than an ordinary person.

    What stayed with me most was how Grass shows society during the rise and reality of war. Not through big slogans or political declarations, but through everyday life, absurdity and people trying to live normally in an abnormal world.

    Günter Grass himself is also a fascinating figure to me. On one side he was a Nobel Prize winner and one of the most important German writers of the twentieth century, while on the other side he remained a controversial person with a difficult biography. It makes his books feel more personal, as if they are also about dealing with history, memory and responsibility.

    “The Tin Drum” is not an easy or comfortable book for me. At times it is even disturbing, but that is exactly why it leaves something deeper behind. It feels more like an experience than just a story.

    This week was more about seeing how literature can show chaos and moral confusion than about the plot itself.