• Eng below

    Stanisław Grzesiuk był nie tylko pisarzem, ale przede wszystkim kronikarzem życia ulicy i codzienności warszawskiego marginesu międzywojennego i powojennego. Jego twórczość, pełna autentycznego języka i osobistych doświadczeń, pozwala zajrzeć do świata, który dla wielu z nas jest dziś odległy, niemal zapomniany. Dla mnie lektura Grzesiuka jest spotkaniem z rzeczywistością, która jest surowa, czasem brutalna, ale zawsze prawdziwa.

    Sięgając po Na marginesie życia, miałem poczucie, że wchodzę w świat ludzi, których losy nie były zapisane w oficjalnych podręcznikach historii. To nie jest opowieść o bohaterach narodowych, lecz o zwykłych ludziach, ich codziennych zmaganiach i drobnych radościach.

    Tydzień 13. „Na marginesie życia” – Stanisław Grzesiuk.

    Książka ma charakter autobiograficzny, momentami reporterski, ale napisana w sposób przystępny i angażujący. Grzesiuk nie idealizuje rzeczywistości; wręcz przeciwnie, pokazuje życie w całej jego prostocie, niedoskonałości i szczerości. Jego świat jest pełen ulic, zaułków, dźwięków i ludzi, których spotykał na co dzień.

    Najciekawsze w tej książce jest to, że pozwala poczuć rytm życia tamtego miasta i ludzi, którzy żyli na jego marginesie. To opowieść zarówno o przeszłości, jak i o tym, jak pamięć codzienności kształtuje nasze wyobrażenia o historii. Grzesiuk zmusza do zatrzymania się i spojrzenia na życie z perspektywy prostoty, odwagi i humoru, który często towarzyszył nawet w trudnych chwilach.

    „Na marginesie życia” to książka refleksyjna, pełna szczegółów i barw, które zostają w pamięci. Nie porywa akcją, ale wciąga autentycznością i bliskością ludzi, których losy są niekiedy zapomniane, a zasługują na pamięć.

    ENG

    Stanisław Grzesiuk was not only a writer but also a chronicler of street life and the everyday realities of Warsaw’s marginalized communities before and after the war. His work, rich in authentic language and personal experience, allows the reader to enter a world that for many of us is distant and almost forgotten. For me, reading Grzesiuk is a way to meet a reality that is raw, sometimes harsh, but always true.

    Week 13. Na marginesie życia – Stanisław Grzesiuk.

    The book is autobiographical, at times almost journalistic, but written in a way that is accessible and engaging. Grzesiuk does not romanticize life; on the contrary, he presents it in all its simplicity, imperfections, and honesty. His world is full of streets, alleys, sounds, and people he met every day.

    What I found most striking is how the book lets you feel the rhythm of that city and the lives of people living on its margins. It is a story not just about the past, but about how the memory of everyday life shapes our understanding of history. Grzesiuk encourages reflection, showing life with simplicity, courage, and humor, even in difficult times.

    Na marginesie życia is a reflective book, full of details and colors that stay with you. It doesn’t grab you with plot twists, but it draws you in with authenticity and the proximity of people whose stories are sometimes forgotten but deserve to be remembered.

  • Eng below

    Jacek Kolbuszewski był wybitnym polskim historykiem literatury, eseistą i badaczem kultury, szczególnie związanym z tematyką pogranicza, pamięci i dziedzictwa dawnych ziem wschodnich. Przez lata zajmował się analizą tego, jak Kresy funkcjonują w literaturze, świadomości zbiorowej i wyobraźni kulturowej. Nie był tylko badaczem tekstów, ale też przewodnikiem po świecie znaczeń, który dla wielu współczesnych czytelników jest już coraz mniej oczywisty. Dla mnie temat Kresów jest dodatkowo osobisty bo moja rodzina pochodzi z dawnych Kresów Polski i do dziś utrzymuję kontakt z moimi krewnymi stamtąd.

    Sięgając po książkę Kresy, miałem poczucie, że wchodzę w temat, który jest mi jednocześnie bliski i odległy. Bliski, bo obecny gdzieś w tle polskiej historii i tożsamości, a odległy, bo nie jest częścią mojego osobistego doświadczenia w sensie codziennego życia. To nie jest opowieść o indywidualnym życiu, jak u Cywińskiego, lecz raczej próba uchwycenia szerszego zjawiska, tego, czym Kresy były i czym pozostały w pamięci.

    Tydzień 12. „Kresy” Jacek Kolbuszewski.

    To książka eseistyczna, momentami naukowa, ale napisana w sposób przystępny i uporządkowany. Autor nie tworzy jednej, zamkniętej definicji Kresów. Zamiast tego pokazuje ich wielowymiarowość — jako przestrzeni geograficznej, historycznej, ale też symbolicznej.

    Kolbuszewski prowadzi czytelnika przez literaturę, wspomnienia i narracje, które przez lata budowały obraz Kresów jako miejsca utraconego, idealizowanego, a czasem mitologizowanego. Pokazuje, jak bardzo ten obraz jest złożony i jak często odbiega od rzeczywistości. Kresy nie są tu tylko miejscem na mapie, ale przede wszystkim konstruktem kulturowym, który żyje w opowieściach.

    Najciekawsze w tej książce jest to, że zmusza do zatrzymania się i spojrzenia na historię z dystansu. Nie ma tu prostych odpowiedzi ani jednoznacznych ocen. Jest raczej próba uporządkowania chaosu pamięci i emocji, które narosły wokół tego pojęcia.

    „Kresy” to książka spokojniejsza, bardziej refleksyjna niż wiele współczesnych lektur. Nie wciąga akcją, ale zatrzymuje myśl. To lektura, do której warto wracać, szczególnie wtedy, gdy chce się lepiej zrozumieć, skąd biorą się pewne opowieści i dlaczego wciąż są obecne.

    ENG

    Jacek Kolbuszewski was a distinguished Polish literary historian and essayist, known for his work on cultural memory and the heritage of the Eastern Borderlands. For me, the topic is also personal, my family comes from the former Kresy of Poland, and I still maintain contact with relatives from there.

    Week 12. „Kresy” Jacek Kolbuszewski.

    In Kresy, he explores the idea of the Kresy not as a single place, but as a complex cultural and historical concept. For me, it is a topic that feels both close and distant at the same time and present in the broader Polish identity, yet outside of everyday personal experience.

    This is a reflective and essayistic book, focused on how Kresy have been remembered, described, and often idealized in literature and collective imagination. Rather than giving clear answers, it encourages the reader to think and to question inherited narratives.

    It is not a dynamic or plot-driven read, but a thoughtful one. A book that slows you down and stays with you, especially if you are interested in memory, identity, and the stories we tell about the past.

  • Eng below

    Władysław Cywiński był jedną z najbardziej barwnych i bezkompromisowych postaci polskiego środowiska górskiego. Taternik, przewodnik i autor licznych przewodników po Tatrach, zasłynął nie tylko ogromną wiedzą i doświadczeniem, lecz także ostrym językiem oraz wyrazistymi opiniami. Przez lata współtworzył kulturę taternictwa, jednocześnie często prowokując i dzieląc środowisko. Dla jednych był legendą, dla innych postacią kontrowersyjną, ale trudno było przejść obok niego obojętnie.

    Sięgając po książkę Góral z Wilna. Tatry, seks, polityka, miałem z tyłu głowy nie tylko jego dokonania, ale też styl życia, który wyraźnie odbiega od mojego. W tej opowieści widać brak przywiązania do tradycyjnego modelu rodzinności oraz pewną samotność, będącą konsekwencją podporządkowania życia górom i własnym zasadom. To podejście momentami budzi dystans, a czasem sprzeciw, ale jednocześnie skłania do refleksji nad tym, czym jest wolność i ile jesteśmy w stanie dla niej poświęcić.

    Tydzień 11. „Góral z Wilna. Tatry, seks, polityka” Władysław Cywiński.

    o książka autobiograficzna, jednak daleka od klasycznego, uporządkowanego życiorysu. Autor prowadzi czytelnika przez swoje życie w sposób fragmentaryczny, chwilami chaotyczny, ale dzięki temu bardzo autentyczny. Tatry stanowią oś całej narracji, są przestrzenią, która definiuje jego wybory, relacje i sposób patrzenia na świat.

    Obok gór pojawiają się także wątki polityczne, szczególnie związane z realiami PRL, oraz życie osobiste, opisywane w sposób bezpośredni, czasami prowokujący. Tytułowy „seks” nie jest dodatkiem dla efektu, lecz elementem budowania obrazu człowieka, który nie uznaje kompromisów i żyje według własnych reguł.

    Najciekawsze w tej książce jest jej surowość. Nie ma tu próby przypodobania się czytelnikowi ani tworzenia wygładzonego wizerunku. Jest szczerość, czasem niewygodna i trudna do przyjęcia, ale przez to wiarygodna.

    „Góral z Wilna” nie jest książką dla każdego. Potrafi irytować, ale też wciągać. Zostaje w głowie, bo pokazuje życie przeżyte na własnych zasadach, bez oglądania się na oczekiwania innych. Kojarzy mi się szczególnie z pierwszą lekturą, kiedy czytałem ją w pociągu dalekobieżnym na południe Polski. Jechałem wtedy solo w góry, kończąc swoją Koronę Gór Polski w Tatrach. Od tamtej pory wracam do niej co kilka lat i za każdym razem wybrzmiewa trochę inaczej.

    ENG

    Władysław Cywiński was one of the most colorful and uncompromising figures in the Polish mountain community. A climber, guide, and author of numerous Tatra guidebooks, he became known not only for his deep knowledge and experience, but also for his sharp tongue and strong opinions. Over the years, he helped shape the culture of mountaineering in Poland, often provoking debate and dividing opinions. For some he was a legend, for others a controversial figure, but he was impossible to ignore.

    Reaching for Góral z Wilna. Tatry, seks, polityka, I had in mind not only his achievements, but also a way of life that clearly differs from my own. In his story, there is a visible distance from traditional family life and a sense of solitude that seems to come from fully committing himself to the mountains and his own rules. At times this creates distance, even disagreement, but it also pushes you to reflect on what freedom really means and how much one is willing to sacrifice for it.

    Week 11. “Góral z Wilna. Tatry, seks, polityka” Władysław Cywiński.

    This is an autobiographical book, but far from a classic, orderly life story. The narrative is fragmented, sometimes chaotic, yet deeply authentic. The Tatra Mountains are at the center of everything, shaping his choices, relationships, and worldview.

    Alongside the mountains, there are also threads of politics, especially in the context of communist-era Poland, and personal life, described in a direct and sometimes provocative way. The “sex” in the title is not there for sensation, but as part of portraying a man who rejects compromise and lives entirely on his own terms.

    What stands out most is the rawness of the book. There is no attempt to please the reader or polish the author’s image. Instead, there is honesty, sometimes uncomfortable and difficult to accept, but because of that, very real.

    “Góral z Wilna” is not a book for everyone. It can be irritating at times, but also absorbing. It stays with you because it shows a life lived on one’s own terms, without looking at the expectations of others. I especially associate it with the first time I read it, on a long-distance train heading south in Poland. I was traveling solo to the mountains, finishing my Crown of Polish Mountains in the Tatras. Since then, I return to it every few years, and each time it resonates a little differently.

  • Jeszcze niedawno w naszym domu przewaga była zdecydowanie po stronie kobiet i kiedy przychodził marzec, a wraz z nim Dzień Kobiet, można było powiedzieć to święto w pełni zasłużone i w pełni nasze ale od jakiegoś czasu pojawił się u nas nowy, bardzo mały facet. Choć na razie bardziej obserwuje świat niż go komentuje, to jednak zmienił trochę układ sił w domu. Można więc powiedzieć, że powoli wyrównujemy proporcje.

    Dzień Kobiet zawsze miał w sobie coś z początku. Trochę jak pierwszy ciepły dzień po zimie. Jeszcze nie do końca wiosna, ale już wiadomo, że nadchodzi. Kiedyś zresztą rok wcale nie zaczynał się w styczniu. W wielu miejscach Europy długo liczono jego początek dopiero na wiosnę, często w okolicach kwietnia. To miało sens, bo wtedy naprawdę zaczynało się życie.

    Ziemia budziła się po zimie, pola zaczynały pracować, drzewa wypuszczały pierwsze pąki. Budzili się też ludzie, trochę dosłownie, trochę symbolicznie. Kończył się czas zimowego trwania, a zaczynał czas działania ale są takie momenty, kiedy można go znów złapać.

    Teraz właśnie zaczynamy się budzić razem z ogrodem. Coraz więcej światła wpada rano przez okna, powietrze pachnie inaczej, a ziemia powoli przypomina sobie, że zaraz znów będzie zielona. W tym wszystkim jest też nasz dom, trochę głośniejszy niż kiedyś, trochę bardziej nieprzewidywalny, z małym człowiekiem, który dopiero uczy się świata i że choć dziś rok oficjalnie zaczął się już dawno temu, to tak naprawdę dopiero teraz wszystko zaczyna się na dobre.

    Powoli budzi się też sezon sportów na zewnątrz. Wystartował już bieg w Poznaniu, dawniej traktowany trochę jak symboliczny początek sezonu biegowego, znany wielu jako Recordowa Dziesiątka. Pierwsze wiosenne starty już za nami, a kolejne, w tym pierwsze maratony, są tuż za rogiem. Z każdym tygodniem kalendarz robi się coraz gęstszy, a my znów wracamy do rytmu: trening, start, kolejny cel.

  • Dziś byłem na obchodach Żołnierzy Wyklętych oraz na zawodach sportowych zorganizowanych z tej okazji. Zauważyłem, że ludzi było niewiele. Trochę mnie to zaskoczyło i skłoniło do refleksji.

    Zastanawiam się, czy to znak naszych czasów, czy może po prostu zostają już tylko ci, dla których pamięć i wartości naprawdę mają znaczenie. Może właśnie tak powinno być, że przychodzą ci, którzy czują potrzebę bycia tam naprawdę.

    Czasem liczby nie są najważniejsze. Liczy się obecność, pamięć i to, że ktoś nadal chce o tym pamiętać.