Jest pierwszy dzień lata i powietrze jest ciężkie, stoi w miejscu, upał dochodzi do 40°C, więc trzeba na siebie uważać, pić wodę, nie przesadzać i szukać cienia. Arbuz jest po prostu zimny i daje ulgę, nic więcej, ale właśnie o to chodzi.
Zostają późne treningi, kiedy słońce trochę odpuszcza i myśli, które wracają same, jak kiedyś latem bez internetu u babci na wsi, sianokosy, na które jeździłem pomagać i ta zwykła praca od rana, kiedy wszystko pachniało trawą. Woda ze studni była wtedy zimna, ciężka, prawdziwa. Mięta z kubka świeża i zwykła. Wieś tamta, stara i spokojna, wraca w głowie bez przesadnej nostalgii, po prostu jako coś znanego.
I ta temperatura też jest znajoma, jakby lato wciąż miało ten sam rytm, nawet jeśli wszystko inne się zmieniło. Babci już nie ma, ale te lata nadal wracają tak samo, jakby wciąż gdzieś trwały.
Tydzień 26. Czesław Miłosz – tomik w wydaniu leporello
Sięgnąłem po to wydanie bardziej jak po obiekt niż klasyczny tom poezji. Kolekcjonerska edycja w formie leporello z wierszami Czesław Miłosz od początku sprawia wrażenie czegoś, co balansuje między książką a artystycznym artefaktem. To nie jest publikacja, którą się czyta szybko – raczej taka, którą się ogląda, dotyka i powoli odkrywa.
Forma gra tu pierwsze skrzypce. Papierowe leporello rozkłada się jak sekwencja obrazów, a nie tradycyjny układ stron. Witrażowe światło, metaliczne wykończenie i spokojna, szaro-przygaszona paleta tworzą wrażenie obcowania z przedmiotem zaprojektowanym równie starannie jak same wiersze. Już sam sposób wykonania sugeruje, że mamy do czynienia z doświadczeniem, a nie tylko lekturą.
Wybrano dziewięć wierszy Miłosza – i to też wydaje się znaczące. Nie jest to próba przekrojowego ujęcia twórczości, ale raczej stworzenie małej, skupionej przestrzeni, w której każdy tekst działa jak osobny punkt zatrzymania. W tej formie poezja nie prowadzi linearnie, tylko raczej zaprasza do powolnego oglądu i refleksji.
W opisie wydawcy pojawia się pytanie, jak dziś czytać poezję wielkiego Mistrza – niewzruszoną jak gotyckie budowle, a jednocześnie kruchą i intymną. I rzeczywiście, to wydanie nie tyle odpowiada, co proponuje własną interpretację: że poezja może istnieć nie tylko w słowie, ale też w formie, przestrzeni i materiale.
Warto też dodać kontekst samego autora. Czesław Miłosz urodził się w 1911 roku w Wilnie, w wielokulturowym regionie, który później często powracał w jego twórczości jako przestrzeń pamięci i utraconego świata. Doświadczenie XX wieku – wojny, totalitaryzmów i emigracji – stało się osią jego pisarstwa.
Po II wojnie światowej pracował w dyplomacji, jednak w 1951 roku zerwał z Polską Ludową i pozostał na emigracji. Przez kolejne dekady mieszkał m.in. we Francji i Stanach Zjednoczonych, gdzie wykładał literaturę słowiańską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. To właśnie wtedy powstała duża część jego najważniejszych esejów i tomów poetyckich, w których stale powracał temat pamięci, historii i moralnych wyborów człowieka.
W 1980 roku otrzymał Literacką Nagrodę Nobla, co potwierdziło jego pozycję jako jednego z najważniejszych poetów XX wieku. Do Polski wrócił na stałe po 1989 roku, a ostatnie lata życia spędził w Krakowie, gdzie zmarł w 2004 roku.
Ten kontekst biograficzny mocno zmienia sposób odbioru samego leporello. Dziewięć wierszy nie jest tu tylko wyborem redakcyjnym, ale fragmentem większej całości – twórczości, która stale negocjuje relację między pamięcią, historią i językiem.
Po obcowaniu z tym wydaniem zostaje przede wszystkim wrażenie, że poezja Miłosza nie jest czymś „zamkniętym” w książce. Raczej czymś, co funkcjonuje na granicy tekstu, doświadczenia i materialnej formy, którą dopiero trzeba powoli odczytać.
I approached this edition more as an object than a traditional poetry book. The collector’s leporello edition featuring poems by Czesław Miłosz immediately feels like something positioned between a book and an art piece. It is not meant to be read quickly – it is something to unfold, observe, and slowly experience.
The format is central here. The leporello structure unfolds like a sequence of visual panels rather than conventional pages. Stained-glass-like light effects, metallic finishes, and a calm, muted grey palette create the impression of handling a carefully designed object. Even before engaging with the poems, the physical form signals that this is an experience rather than just reading material.
The edition includes nine selected poems by Miłosz, which already suggests a deliberate curatorial choice. Instead of offering a broad overview of his work, it creates a small, concentrated space where each poem functions as a separate point of pause. The text does not guide the reader linearly but invites slow attention and reflection.
What stands out most is the tension between form and content. Miłosz’s poetry, often deeply rooted in the history of the 20th century and the experience of catastrophe, is placed within a highly material and visually refined structure. The combination works surprisingly well – as if the physical object is trying to match both the weight and the fragility of his language.
The publisher raises the question of how we should read the work of a great master today – as something as solid as Gothic architecture, yet as delicate and intimate as something personal. This edition does not so much answer that question as offer its own interpretation: that poetry can exist not only in words, but also in form, space, and material presence.
It is also worth adding a bit of biographical context. Czesław Miłosz was born in 1911 in what is now Lithuania, in Vilnius – a multicultural region that would later become a recurring reference point in his work, often appearing as a lost or remembered world.
His life was deeply marked by the 20th century. The experience of World War II, totalitarian systems, and political upheaval became central to his writing. After the war, he worked for a time in diplomacy, but in 1951 he broke with the communist regime in Poland and chose exile, a decision that profoundly shaped both his life and his literature.
He spent many years in France and later in the United States, where he taught Slavic literature at the University of California, Berkeley. It was during this period of exile that many of his most important essays and poetry collections were written, consistently returning to themes of memory, morality, history, and the human condition in the aftermath of catastrophe.
In 1980, he was awarded the Nobel Prize in Literature, confirming his status as one of the major poetic voices of the 20th century. He returned permanently to Poland only after 1989 and spent his final years in Kraków, where he died in 2004.
This biographical background changes the way the leporello can be read. The nine poems are not just a selection, but a fragment of a much larger whole – a body of work constantly negotiating the relationship between memory, history, and language.
After spending time with this edition, what remains is the impression that Miłosz’s poetry is never fully contained within the book. It exists at the intersection of text, lived experience, and material form – something that has to be slowly uncovered rather than simply read.
Tydzień 25 – 26. Peter J. D’Adamo, Catherine Whitney – Jedzenie zgodne z Twoją grupą krwi
Po tę książkę sięgnąłem bardziej z ciekawości niż z konkretnego planu. „Jedzenie zgodne z Twoją grupą krwi” Petera J. D’Adamo i Catherine Whitney od lat pojawia się w dyskusjach o żywieniu, zdrowiu i indywidualnym podejściu do diety. Znałem samą koncepcję, ale dopiero teraz znalazłem czas, żeby przeczytać ją od początku do końca.
Nie była to lektura, którą przeczytałem jednym ciągiem. Raczej wracałem do niej fragmentami, zatrzymując się przy kolejnych rozdziałach i sprawdzając, jak autorzy uzasadniają swoje podejście. To jedna z tych książek, które bardziej skłaniają do zastanowienia się nad własnymi nawykami niż do szybkiego przewracania stron.
Główna idea opiera się na założeniu, że grupa krwi może wpływać na sposób, w jaki organizm reaguje na różne produkty spożywcze. Autorzy przedstawiają osobne zalecenia dla poszczególnych grup krwi, opisując produkty rekomendowane, neutralne oraz takie, których warto unikać. Całość została przedstawiona jako próba bardziej spersonalizowanego spojrzenia na odżywianie.
Najciekawsze było dla mnie nie tyle samo menu dla konkretnych grup, ile sposób myślenia o żywieniu. Książka pokazuje, jak bardzo ludzie szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego coś działa dla jednej osoby, a nie działa dla drugiej. W świecie pełnym uniwersalnych porad taka perspektywa zwraca uwagę, nawet jeśli podchodzi się do niej z pewnym dystansem.
Podczas czytania miałem wrażenie, że autorzy próbują połączyć biologię, historię i codzienne wybory żywieniowe w jedną spójną opowieść. Niezależnie od tego, czy ktoś zgadza się z przedstawionymi wnioskami, trudno odmówić książce wpływu na popularność idei indywidualnego podejścia do diety.
To także ciekawy przykład książki, która wywołała wiele dyskusji. Zwolennicy wskazują na własne doświadczenia i poprawę samopoczucia po zastosowaniu zaleceń, natomiast krytycy zwracają uwagę na brak jednoznacznych dowodów naukowych potwierdzających skuteczność tej metody. Dzięki temu lektura staje się nie tylko książką o żywieniu, ale również punktem wyjścia do rozmowy o tym, jak oceniamy informacje dotyczące zdrowia.
Po przeczytaniu została mi przede wszystkim refleksja, że temat odżywiania jest znacznie bardziej złożony, niż często chcielibyśmy wierzyć. Szukamy prostych odpowiedzi, ale organizm rzadko działa według prostych schematów. Niezależnie od podejścia, warto obserwować własne nawyki i świadomie zastanawiać się nad tym, co trafia na talerz.
Eng
Week 25 – 26. Peter J. D’Adamo, Catherine Whitney – Eat Right 4 Your Type
I picked up this book more out of curiosity than with any specific goal in mind. Peter J. D’Adamo and Catherine Whitney’s “Eat Right 4 Your Type” has been part of discussions about nutrition and health for years, and while I was familiar with the basic concept, I had never actually read the book from beginning to end.
This was not a book I finished in a few sittings. Instead, I worked through it gradually, returning to different chapters and taking time to understand how the authors built their arguments. It is the kind of book that encourages reflection rather than simply turning pages.
The central idea is that a person’s blood type may influence how their body responds to certain foods. The authors provide separate dietary recommendations for each blood group, dividing foods into categories that are considered beneficial, neutral, or less suitable. The overall approach is presented as an attempt to personalize nutrition rather than apply the same rules to everyone.
What interested me most was not the specific food lists themselves, but the broader way of thinking about nutrition. The book explores a question many people ask: why does something work well for one person while producing different results for someone else? In a world full of universal advice, that perspective remains intriguing, even when approached with a healthy degree of skepticism.
While reading, I felt that the authors were trying to connect biology, history, and everyday food choices into a single narrative. Whether or not one agrees with the conclusions, it is difficult to ignore the influence this book has had on popular discussions about individualized diets.
It is also an interesting example of a book that has generated significant debate. Supporters often point to personal experiences and positive lifestyle changes, while critics highlight the lack of strong scientific evidence supporting the theory. Because of that, the book becomes more than a guide to nutrition, it also opens a conversation about how we evaluate health-related information.
After finishing it, the main thought that stayed with me was how complex nutrition really is. We often look for simple answers, but the human body rarely follows simple rules. Regardless of the approach, there is value in paying attention to our habits and thinking more consciously about what ends up on our plate.
W ten weekend byliśmy na sesji zdjęciowej, która z pozoru miała być jedną z wielu, a jednak została w głowie na dłużej. Miejsce niedaleko domu, trochę zieleni, spokojne otoczenie i ten rodzaj ciszy, który od razu ustawia rytm całego dnia. Tym razem przed obiektywem stanęły moje własne dzieci.
Na początku trochę chaosu, trochę śmiechu, trochę pytań kiedy koniec. Ale bardzo szybko przyszło coś lepszego. Naturalność. Ruch, spojrzenia, emocje, które dzieją się same i nie potrzebują instrukcji.
Po wszystkim została prosta myśl. Nie trzeba wielkich planów, żeby powstało coś ważnego. Wystarczy światło, miejsce i ludzie, którzy są sobą.
Do Ojca chrzestnego Mario Puzo wróciłem po bardzo długim czasie. To jedna z tych książek, które niby się znają, bo widziało się film, kojarzy postacie i cytaty, ale dopiero powrót do oryginału pokazuje, jak dużo tam jest jeszcze przestrzeni i szczegółów.
Nie był to zaplanowany wybór. Książka leżała z boku, odkładana od miesięcy, może nawet dłużej. Dwa tygodnie zajęło mi, żeby realnie znaleźć czas i w końcu się w nią wciągnąć. Ciągle coś było na teraz, a ona czekała gdzieś w tle, aż w końcu przyszedł moment, kiedy mogłem czytać bez pośpiechu.
Fabuła prowadzi przez losy rodziny Corleone, gdzie na pierwszym planie jest Vito Corleone, człowiek, który zbudował swoją pozycję na zasadach lojalności, szacunku i własnego kodeksu. W jego świecie przemoc i biznes są ze sobą nierozerwalnie połączone, ale Puzo nie pokazuje tego w prosty sposób. To nie jest opowieść o dobrych i złych, tylko o systemie, w którym każdy wybór ma swoją cenę.
Obok Vita bardzo mocno wybrzmiewa postać Michaela Corleone. Na początku outsider, ktoś kto nie chce mieć nic wspólnego z rodzinnym interesem, a z czasem staje się jego najważniejszą częścią. Ta przemiana jest powolna i przez to jeszcze bardziej niepokojąca. Nie ma tu nagłego zwrotu, tylko stopniowe przesuwanie granic, aż w pewnym momencie trudno już wrócić do punktu wyjścia.
Najbardziej zostaje w głowie właśnie ten proces. Jak człowiek, który na początku chce żyć inaczej, krok po kroku wchodzi w rolę, której wcześniej się bronił. I jak bardzo decyzje podejmowane „dla rodziny” potrafią zmienić wszystko.
Ciekawym kontekstem, który zawsze wraca przy tej historii, jest zachowanie Marlona Brando. Kiedy odbierał Oscara za rolę Vita Corleone, nie pojawił się osobiście na gali. Wysłał w swoim imieniu Sacheen Littlefeather, która odmówiła przyjęcia nagrody i wygłosiła krótkie oświadczenie w jego imieniu. Był to gest, który wywołał ogromne poruszenie i do dziś jest jednym z najbardziej symbolicznych momentów w historii Oscarów. Dla jednych był to sprzeciw wobec sposobu traktowania rdzennych Amerykanów w Hollywood, dla innych kontrowersyjny i nieakceptowalny ruch. Niezależnie od oceny, pasuje on trochę do samej historii Ojca chrzestnego – decyzje, symbole i konsekwencje, które zawsze wykraczają poza sam film.
To nie jest książka, którą się po prostu odkłada po przeczytaniu. Zostaje na dłużej, bo pokazuje mechanizmy władzy, lojalności i relacji w sposób spokojny, ale bardzo konsekwentny.
Po tych dwóch tygodniach zostaje myśl, że w tym świecie nic nie jest przypadkowe, a każda decyzja ma swoją cenę, nawet jeśli nie widać jej od razu.
Eng
Week 23 – 24. Mario Puzo – The Godfather
It took me a long time to finally pick up Mario Puzo’s “The Godfather”. Not because I didn’t want to read it, but because it kept getting pushed aside. It ended up being a two-week process before I actually found the time and headspace to go through it properly. There was always something more urgent, and this book quietly waited in the background.
The story itself follows the Corleone family, with Vito Corleone at the center. A man who builds his power on loyalty, respect, and a strict personal code. Puzo doesn’t present the mafia world in simple terms of good and evil. Everything feels structured, almost logical, where every decision carries consequences and nothing comes without a price.
What stood out most is Michael Corleone’s transformation. At the beginning he is distant from the family business, almost intentionally outside of it. Over time, step by step, he becomes the central figure. There is no single turning point, just a slow shift that feels more disturbing because of how natural it is.
One thing that always comes back when talking about this story is Marlon Brando. His performance as Vito Corleone became iconic, but what is just as memorable is what happened at the 1973 Academy Awards. Brando refused to attend the ceremony and sent Sacheen Littlefeather to decline the Oscar on his behalf. The gesture was tied to a protest against Hollywood’s treatment of Native Americans. It remains one of the most controversial and symbolic moments in Oscar history, and it somehow fits the world of “The Godfather” itself, where power, loyalty, and personal conviction always come with consequences.
After finishing it, what stays is not just the story, but the feeling that every action in this world has a cost, even if it’s not visible right away.