Kiedy dzieci wracają do przedszkola, świat znów nabiera rozpędu. Jeszcze tylko jedna chwila na delektowanie się słońcem, spokojem i wspólnym czasem… i zaczynamy nowy sezon. Na pożegnanie wakacji wybraliśmy się nad Bałtyk. Był odpoczynek na brzegu, szum morza, lody, gofry i dużo dobrej zabawy. A na koniec dnia? Zachwyt nad naszym polskim pięknem natury.
Takie chwile chcemy zatrzymać na dłużej. Bo lato, choć powoli odchodzi, zostawia po sobie piękne wspomnienia. Wszystko ma swój czas.
Lato naprawdę nas rozpieszcza. Pogoda jest świetna, dni są długie, a wolnego czasu jakby trochę więcej. Taki weekend aż prosi się o to, żeby zwolnić, odłożyć codzienne obowiązki i po prostu cieszyć się chwilą.
Dzisiaj niedziela, więc obowiązkowo wyjście do lasu. Trochę pochodzić, pooddychać świeżym powietrzem i zobaczyć, co się zmienia. Las o tej porze roku potrafi zaskoczyć, a podczas każdego spaceru można zauważyć coś nowego.
Do tego spacer z dziećmi, trochę rozmów, śmiechu i wspólnego czasu. W codziennym biegu łatwo zapomnieć, że najcenniejsze rzeczy są zupełnie proste: czas spędzony z rodziną, zdrowie i możliwość cieszenia się zwyczajnym dniem.
Niedziela, las, dzieci i spokojna głowa. Takie dni warto doceniać. Kawa na powrocie, to akcent miejski. 🙂
Jak co weekend biegnę długi bieg. Kilka godzin w nogach, żeby ich nie rozhartować i nie wypaść z rytmu. Po drodze patrzę, a tu nagle w polu kukurydzy wyrastają słupy, jeden za drugim.
Niby nic niezwykłego, infrastruktura, technika, rozwój. A jednak takie małe technopolis w środku pola budzi we mnie jakiś lekki niepokój. Człowiek biegnie sobie spokojnie przez wieś, kukurydza, pola, cisza… i nagle zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie wbiegł do jakiegoś filmu science fiction.
Chyba jednak wolę, kiedy w polu rośnie kukurydza, a nie technopolis.
Ostatnie urodziny były trochę jak podwójne święto. Jeden mały człowiek świętował swoje pierwsze pół roku, drugi kolejne urodziny, a my mieliśmy po prostu kolejny powód, żeby zatrzymać się na chwilę i nacieszyć tym, co mamy.
Przy dzieciach czas chyba działa trochę inaczej. Z jednej strony człowiek czasem czeka na moment, kiedy będzie trochę spokojniej, trochę więcej snu i trochę więcej czasu dla siebie. Z drugiej strony wystarczy spojrzeć na zdjęcia sprzed kilku miesięcy i nagle okazuje się, że przecież oni zmienili się nie do poznania.
Jeden dopiero odkrywa świat, drugi już ma swoje pomysły, pytania, własne zdanie i coraz bardziej pokazuje, kim będzie. Razem tworzą duet, przy którym zdecydowanie nie można narzekać na nudę.
Dwa lata minęły, odkąd byliśmy w Étretat. Niesamowite, jak szybko ucieka czas. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, szczególnie dlatego, że pogoda zaczęła się zmieniać i powoli zaczynał padać deszcz. Właśnie wtedy ruszyliśmy na szlak wzdłuż wybrzeża, prowadzący między innymi w pobliżu pola golfowego. Oczywiście po drodze lekko zgubiliśmy właściwą trasę, bo najwyraźniej nawet z mapą człowiek czasem potrafi znaleźć własną drogę.
Mimo tego było naprawdę zacnie. Widoki były niesamowite, klify, morze, charakterystyczne skały Étretat i ta surowa normandzka przestrzeń, która robi ogromne wrażenie. Zwiedzaliśmy jednak trochę w pośpiechu, bo deszcz coraz bardziej dawał o sobie znać. Co chwilę człowiek chciał jeszcze zatrzymać się na chwilę, zrobić zdjęcie, popatrzeć na widok, ale z drugiej strony coraz bardziej oczywiste było, że trzeba będzie niedługo schować się przed deszczem.
Najbardziej podobało mi się chyba to, że byliśmy tam stosunkowo wcześnie. Na szlaku prawie nikogo nie było. Można było spokojnie iść, zatrzymywać się tam, gdzie mieliśmy ochotę, i przez chwilę mieć wrażenie, że całe to wybrzeże jest tylko dla nas. Później pewnie zrobiło się znacznie tłoczniej, ale my mieliśmy ten moment ciszy i pustej ścieżki, zanim Étretat na dobre się obudziło.
Dzisiaj, po dwóch latach, pamiętam właśnie takie szczegóły. Zaczynający padać deszcz, trochę zgubiony szlak, pole golfowe, puste ścieżki i te momenty, kiedy zatrzymywaliśmy się na chwilę, żeby popatrzeć na klify. Zwiedzaliśmy szybko, trochę uciekając przed pogodą, ale chyba właśnie przez to ten dzień miał swój własny klimat.
Normandia coraz częściej wraca do mnie we wspomnieniach. Mont Saint-Michel, Étretat, drogi, klify, morze, słońce, deszcz i te wszystkie małe sytuacje, których nie da się zaplanować. Dwa lata temu byliśmy tam pierwszy raz, a dzisiaj mam wrażenie, że spokojnie mógłbym tam wrócić i przejść te same ścieżki jeszcze raz.