• Jechałem ostatnio w trasie niedaleko wsi, z której pochodzę, i postanowiłem zjechać na chwilę w miejsce, które wiele lat temu było częścią mojego codziennego życia. To właśnie tam chodziłem kiedyś do szkoły.

    Budynek nadal stoi, ale wszystko wokół wydaje się trochę inne. To już nie jest dokładnie to samo miejsce, które pamiętam z dzieciństwa. Nie ma tylu dzieci, nie ma tego gwaru, ruchu i energii, które kiedyś były czymś zupełnie naturalnym. Dzisiaj funkcjonowanie takiej szkoły nie wygląda już tak jak dawniej. Świat się zmienił, małe wsie się zmieniły, a wiele rzeczy, które kiedyś były codziennością, dziś wydaje się niemal nie do pomyślenia.

    Patrząc na to miejsce, przypomniały mi się różne drobne historie z tamtych lat. Pamiętam, że przez pewien czas jeździliśmy do szkoły traktorem ze specjalną naczepą, razem z opiekunką. Dzisiaj brzmi to trochę niezwykle, ale wtedy było to zupełnie normalne. Traktor przejeżdżał przez trzy wsie, zbierając po drodze kolejne dzieci. My byliśmy na początku trasy, więc zawsze mieliśmy najcieplej, bo zanim wszyscy zostali zebrani, trzeba było jeszcze trochę poczekać i przejechać kawałek drogi.

    To były zupełnie inne czasy. Prostsze, spokojniejsze, może czasami mniej wygodne, ale mające swój własny rytm. Takie wspomnienia wracają właśnie w takich miejscach, kiedy nagle okazuje się, że zwykła droga, zakręt czy widok z okna potrafią przypomnieć wydarzenia sprzed wielu lat.

    Najbardziej uderzyło mnie to, że mimo zmian sama okolica pozostała znajoma. Wiejskie drogi, pola, drzewa i ta charakterystyczna cisza, której nie da się znaleźć wszędzie. Przy okazji nazbierałem jeszcze trochę wrotyczu, tak jak kiedyś. Mały, prosty gest, ale od razu przywołał wspomnienia z dawnych lat.

    Takie chwile przypominają, że miejsca nie są ważne tylko przez budynki czy to, co w nich zostało. Ich prawdziwa wartość kryje się w naszych wspomnieniach, zapachach, drobnych czynnościach i chwilach, które gdzieś w nas zostały.

    Czasami wystarczy zjechać z głównej drogi, żeby na chwilę wrócić do czasów, które już nie wrócą…

  • Tydzień 29. Prywatne rewolucje. Dorastanie w nowych Chinach – Yuan Yang

    Po tę książkę sięgnąłem przede wszystkim z ciekawości Chin współczesnych, ale szybko okazało się, że nie jest to klasyczna opowieść o polityce, gospodarce czy wielkich przemianach. Prywatne rewolucje. Dorastanie w nowych Chinach Yuan Yang to przede wszystkim historia ludzi, którzy dorastali w kraju zmieniającym się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

    To książka bardzo osobista. Autorka nie próbuje opisać całych Chin z perspektywy statystyk i wielkich wydarzeń historycznych. Zamiast tego pokazuje codzienność zwykłych ludzi, ich rodziny, wybory, ambicje i trudności. Przez pryzmat własnych doświadczeń oraz historii poznanych osób tworzy obraz pokolenia wychowanego w cieniu ogromnych przemian społecznych i ekonomicznych.

    Najbardziej interesujące jest napięcie pomiędzy tradycją a nowoczesnością. Współczesne Chiny to miejsce, gdzie obok siebie funkcjonują bardzo różne światy. Z jednej strony mamy technologiczne miasta, szybki rozwój i ogromne możliwości, z drugiej rodzinne oczekiwania, presję sukcesu i przywiązanie do wartości przekazywanych przez poprzednie pokolenia.

    Yuan Yang pokazuje, że wielkie przemiany polityczne i gospodarcze nie dzieją się wyłącznie na poziomie państw i instytucji. Ich skutki widać przede wszystkim w życiu pojedynczych osób. To decyzje o edukacji, pracy, miejscu zamieszkania, relacjach rodzinnych czy wyborze własnej drogi stają się prywatnymi rewolucjami.

    Tytuł książki jest bardzo trafny. Rewolucja nie zawsze oznacza wielkie wydarzenie widoczne w historii. Czasami jest nią wyjazd z rodzinnej miejscowości, sprzeciw wobec oczekiwań rodziny, próba znalezienia własnej tożsamości albo decyzja o życiu inaczej niż poprzednie pokolenia.

    Dużą wartością tej książki jest perspektywa pokolenia urodzonego już w czasach transformacji Chin. To ludzie, którzy nie pamiętają dawnych realiów tak jak ich rodzice i dziadkowie, ale jednocześnie nadal odczuwają wpływ przeszłości. Dorastają w świecie możliwości, ale także ogromnej presji, aby te możliwości wykorzystać.

    Warto też dodać kontekst samej autorki. Yuan Yang jest dziennikarką i ekonomistką, która zajmowała się tematyką Chin, gospodarki oraz przemian społecznych. Jej spojrzenie łączy osobiste doświadczenie osoby dorastającej między kulturami z analizą dziennikarską. Dzięki temu książka nie jest tylko wspomnieniem, ale również próbą zrozumienia jednego z najważniejszych procesów społecznych XXI wieku.

    Po ostatnich wydarzeniach politycznych w Wielkiej Brytanii, związanych z rządem Keira Starmera i dyskusją wokół kierunku, w jakim powinno zmierzać państwo, książka ta nabiera dla mnie jeszcze innego znaczenia. Nie chodzi tylko o samą politykę, ale o sposób myślenia, który reprezentuje autorka. To spojrzenie związane z przekonaniem, że społeczeństwa mogą się zmieniać, że stare schematy należy poddawać refleksji i że kolejne pokolenia mają prawo szukać własnej drogi.

    Czytając o młodym pokoleniu Chin, które próbuje odnaleźć swoje miejsce pomiędzy tradycją a nowoczesnością, trudno nie zauważyć podobnych napięć obecnych również w innych częściach świata. Z jednej strony pojawia się potrzeba reform i otwarcia na nowe idee, z drugiej strony każda większa zmiana niesie ze sobą niepewność oraz konsekwencje, których nie zawsze można przewidzieć.

    W tym kontekście Prywatne rewolucje stają się nie tylko opowieścią o Chinach, ale także szerszą refleksją nad tym, jak jednostki i całe społeczeństwa próbują odnaleźć się w świecie ciągłych przemian.

    Czytając Prywatne rewolucje, łatwo zauważyć, że mimo ogromnych różnic kulturowych wiele tematów pozostaje uniwersalnych. Pytania o to, czego oczekuje od nas rodzina, jak znaleźć własną drogę i jak pogodzić przeszłość z przyszłością pojawiają się niezależnie od miejsca na świecie.

    Po zakończeniu książki zostaje przede wszystkim obraz Chin widzianych nie przez pryzmat wielkich liczb i nagłówków gazet, ale przez życie konkretnych ludzi. To właśnie te małe, prywatne historie pokazują prawdziwą skalę zmian. Czasami największe rewolucje zaczynają się bardzo cicho, od pojedynczego człowieka próbującego zdecydować, jak chce żyć.

    ENG

    Week 29. Private Revolutions. Growing Up in the New China – Yuan Yang

    I picked up this book mainly out of curiosity about contemporary China, but it quickly became clear that it is not a traditional account of politics, economics, or national transformation. Private Revolutions. Growing Up in the New China by Yuan Yang is primarily a story about people who came of age in a country changing faster than ever before.

    This is a deeply personal book. The author does not attempt to describe China through statistics and major historical events alone. Instead, she focuses on everyday lives, families, choices, ambitions, and struggles. Through her own experiences and the stories of others, she creates a portrait of a generation shaped by enormous social and economic changes.

    What makes the book especially fascinating is the tension between tradition and modernity. Contemporary China is a place where very different worlds exist side by side. On one hand, there are technologically advanced cities, rapid development, and unprecedented opportunities. On the other, there are family expectations, pressure to succeed, and traditions passed down through generations.

    Yuan Yang shows that major political and economic transformations do not happen only at the level of governments and institutions. Their consequences are experienced through individual lives. Decisions about education, careers, relationships, migration, and personal identity become private revolutions of their own.

    The title captures this idea perfectly. A revolution does not always have to be a historical event visible to everyone. Sometimes it is leaving one’s hometown, challenging family expectations, searching for personal identity, or choosing a different path from previous generations.

    One of the greatest strengths of this book is its focus on the generation born during China’s transformation. These are people who did not experience the old realities in the same way as their parents and grandparents, yet they still carry the influence of the past. They grow up surrounded by opportunities, but also by enormous pressure to succeed.

    It is also worth mentioning the author’s background. Yuan Yang is a journalist and economist who has covered China, economics, and social change. Her perspective combines personal experience of growing up between cultures with journalistic analysis. This makes the book not only a memoir, but also an attempt to understand one of the most significant social transformations of the 21st century.

    After recent political events in the United Kingdom, connected with Keir Starmer’s government and the discussion about the direction in which the country should move, this book takes on another meaning for me. It is not only about politics, but about a certain way of thinking represented by the author. A belief that societies can change, that old patterns should be questioned, and that new generations have the right to search for their own path.

    Reading about the young generation of China trying to find its place between tradition and modernity, it is difficult not to notice similar tensions appearing in other parts of the world. On one side there is the need for reform and openness to new ideas. On the other, every major transformation brings uncertainty and consequences that are not always possible to predict.

    In this context, Private Revolutions becomes not only a story about China, but also a broader reflection on how individuals and societies try to find their place in a world of constant change.

    While reading Private Revolutions, it becomes clear that many themes are universal despite cultural differences. Questions about family expectations, personal identity, and finding one’s own path appear regardless of where we come from.

    After finishing the book, what remains is an image of China seen not through statistics and headlines, but through the lives of individuals. These small personal stories reveal the true scale of change. Sometimes the greatest revolutions begin quietly, with one person trying to decide what kind of life they want to create.

  • Tydzień 28. Rok z księdzem Janem Kaczkowskim – Ks. Jan Kaczkowski

    Po tę książkę sięgnąłem z ciekawości, ale szybko okazało się, że nie jest to lektura, którą czyta się jednym ciągiem. Rok z księdzem Janem Kaczkowskim został pomyślany jako towarzysz na kolejne miesiące. To zbiór refleksji, do których można wracać regularnie, zatrzymując się na chwilę w codziennym pośpiechu. Zacząłem w 2025 roku, kończąc teraz.

    Forma jest tu równie ważna jak treść. Książka została podzielona na dwanaście części odpowiadających kolejnym miesiącom roku. Nie narzuca tempa ani sposobu czytania. Zamiast tego proponuje rytm, który zachęca do krótkiej, ale uważnej lektury i pozostawia przestrzeń na własne przemyślenia.

    To, co wyróżnia teksty księdza Jana Kaczkowskiego, to ich prostota. Nie wynika ona z upraszczania trudnych tematów, ale z umiejętności mówienia o nich zwyczajnym językiem. Pojawiają się pytania o relacje, przemijanie, odpowiedzialność, cierpienie czy nadzieję, jednak autor unika moralizowania. Zamiast gotowych odpowiedzi proponuje rozmowę.

    Właśnie dlatego książka sprawia wrażenie bardzo osobistej. Nie jest zbiorem kazań ani poradnikiem. Bardziej przypomina spotkanie z człowiekiem, który dzieli się swoim doświadczeniem i zachęca, by samodzielnie poszukać odpowiedzi. To podejście sprawia, że lektura pozostaje aktualna niezależnie od momentu, w którym po nią sięga czytelnik.

    Warto przy tym przypomnieć sylwetkę samego autora. Ksiądz Jan Kaczkowski urodził się w 1977 roku. Był doktorem nauk teologicznych, założycielem i dyrektorem Puckiego Hospicjum pod wezwaniem św. Ojca Pio oraz jednym z najbardziej rozpoznawalnych popularyzatorów idei opieki paliatywnej w Polsce. W swojej działalności łączył wiedzę, doświadczenie pracy z osobami terminalnie chorymi oraz charakterystyczne poczucie humoru, które pomagało mówić o sprawach najtrudniejszych.

    Szerokie grono odbiorców poznało go dzięki książkom, wykładom i wystąpieniom publicznym, w których konsekwentnie przypominał o wartości godności, empatii i szczerej rozmowy. Sam zmagał się z chorobą nowotworową, o której mówił otwarcie, czyniąc własne doświadczenie częścią swojej misji. Zmarł w 2016 roku, pozostawiając po sobie nie tylko liczne publikacje, ale także sposób myślenia o człowieku i odpowiedzialności za drugiego.

    Ten biograficzny kontekst sprawia, że Rok z księdzem Janem Kaczkowskim nabiera dodatkowego znaczenia. Kolejne rozdziały nie są jedynie refleksjami zapisanymi na papierze, ale świadectwem człowieka, który pisał o życiu, jednocześnie bardzo świadomie mierząc się z jego ograniczeniami.

    Na koniec zostaje jeszcze bardzo osobista refleksja. Księdza Jana Kaczkowskiego zawsze darzyłem dużą sympatią. Jeszcze za jego życia wielokrotnie przejeżdżałem przez Puck i mijałem prowadzone przez niego hospicjum. Pamiętam też, że miałem okazję zobaczyć go na żywo. Nie rozmawialiśmy. Było to tylko krótkie spotkanie z daleka, ale był jednym z tych ludzi, którzy od razu zapadają w pamięć. Być może właśnie dlatego ta książka ma dla mnie również wymiar osobisty. Przypomina nie tylko jego słowa, ale także człowieka, którego autentyczność i sposób patrzenia na świat pozostawiły po sobie trwały ślad.

    Po zamknięciu książki zostaje przede wszystkim wrażenie, że nie jest to publikacja do jednorazowego przeczytania. Raczej taka, do której warto wracać co jakiś czas. Nie po to, by znaleźć gotowe odpowiedzi, ale żeby na chwilę zwolnić i spojrzeć na codzienność z nieco innej perspektywy.

    ENG

    Week 28. A Year with Father Jan Kaczkowski

    I picked up this book out of curiosity, but it quickly became clear that it was not meant to be read in one sitting. A Year with Father Jan Kaczkowski is designed as a companion throughout the year, offering reflections that invite the reader to pause and return to them month after month.

    Its structure is as important as its content. Divided into twelve chapters corresponding to the months of the year, the book does not impose a reading pace. Instead, it encourages a slower rhythm, leaving space between each section for personal reflection rather than continuous reading.

    What distinguishes Father Jan Kaczkowski’s writing is its simplicity. This is not simplicity born from avoiding difficult subjects, but from speaking about them in an accessible and deeply human way. The book touches on relationships, suffering, responsibility, hope, and the passing of time without becoming preachy or offering easy answers.

    That is precisely what makes the book feel so personal. It is neither a collection of sermons nor a self help guide. Instead, it resembles a conversation with someone sharing personal experience while encouraging readers to draw their own conclusions. As a result, the reflections remain relevant regardless of when they are read.

    It is also worth recalling the author’s background. Father Jan Kaczkowski was born in 1977 and became one of Poland’s best known advocates for hospice and palliative care. A theologian by education, he founded and directed the Puck Hospice dedicated to Saint Padre Pio, combining pastoral work with practical support for terminally ill patients and their families.

    He became widely known through his books, lectures, and public appearances, where he consistently promoted dignity, empathy, honesty, and compassion. Even after being diagnosed with cancer himself, he continued speaking openly about illness and mortality, turning his own experience into a source of encouragement for others. He passed away in 2016, leaving behind not only numerous publications, but also a lasting influence on how many people think about illness, care, and the value of everyday life.

    This biographical context gives the book an additional dimension. Each monthly reflection becomes more than a short essay. It is part of the testimony of someone who wrote about life while consciously confronting its limits.

    One final, more personal thought remains. I always admired Father Jan Kaczkowski. While he was still alive, I often passed through Puck and drove by the hospice he founded. I also had the chance to see him in person once. We never spoke. It was only a brief moment from a distance, but he was one of those people who immediately leave a lasting impression. Perhaps that is why this book also feels personal to me. It reminds me not only of his words, but also of the person whose authenticity and way of looking at the world left a lasting mark.

    After finishing the book, what remains is the sense that it is not intended for a single reading. It is a book to revisit throughout the year. Not to find definitive answers, but to slow down and look at ordinary life from a different perspective.

  • To lato naprawdę dało nam w kość. Przez kilka dni termometry pokazywały nawet 40°C i szczerze mówiąc, nie było mowy o żadnym aktywnym wypoczynku. Najlepszym miejscem okazał się własny dom, zasłonięte rolety i chłodny napój pod ręką. Na szczęście pogoda w końcu wróciła do bardziej normalnych temperatur i od razu człowiekowi lepiej się funkcjonuje.

    W międzyczasie trwa mundial i emocji z pewnością nie brakuje. Mecz Argentyna – Egipt wywołał sporo dyskusji, zwłaszcza po kilku kontrowersyjnych decyzjach sędziowskich. Jedni twierdzą, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, inni do dziś mają spore wątpliwości. My jednak w tym roku jakoś nie złapaliśmy piłkarskiej gorączki. Po intensywnych upałach bardziej cieszy nas spokojny wieczór na tarasie niż śledzenie kolejnych meczów przed telewizorem.

    Po tych wszystkich upałach przyszedł w końcu moment, żeby ruszyć się trochę dalej niż tylko między domem a cieniem. Wybrałem się do miasta na dłuższy trening rowerowy i był to strzał w dziesiątkę. Powrót w chłodzie nocnego powietrza, przy przyjemnych 18°C, miał w sobie coś wyjątkowo kojącego. Po dniach, kiedy człowiek szukał każdego kawałka cienia, taka temperatura była niemal luksusem.

    Nocna jazda miała też swój niepowtarzalny klimat. Spokojne ulice, cisza i widoki, które momentami przypominały krajobrazy gdzieś znad Sahary. Rozgrzane powietrze, suche pola i światło zachodzącego słońca tworzyły scenerię, której zupełnie się tutaj nie spodziewaliśmy. Czasem wystarczy kilka godzin na rowerze, żeby przypomnieć sobie, jak piękne potrafią być zwykłe, letnie dni.

  • Tydzień 27. Roma Sparita (1979) – dawny Rzym odnaleziony na ulicach Zatybrza

    Do tej książki wracam myślami razem z powrotem do naszej wizyty w Rzymie. Kilka dni spędzonych z żoną bez większego planu, włócząc się po wąskich uliczkach Zatybrza, okazało się znacznie ciekawszych niż odhaczanie kolejnych atrakcji z przewodnika. To właśnie podczas jednego z takich spacerów natrafiłem na książki rozłożone na kocu, sprzedawane przez ulicznego handlarza. Wśród nich leżało wydanie Roma Sparita z 1979 roku.

    Już sam egzemplarz sprawiał wrażenie przedmiotu z własną historią. Lekko pożółkłe strony, ślady czasu i charakterystyczna oprawa przypominały bardziej pamiątkę odnalezioną przypadkiem niż książkę kupioną w antykwariacie. Było w tym coś bardzo rzymskiego – jakby sama publikacja stała się kolejnym fragmentem miasta.

    Roma Sparita, czyli „Zaginiony Rzym”, nie jest klasycznym przewodnikiem. To raczej zapis miasta, którego w dużej mierze już nie ma. Autor zestawia dawne ryciny, fotografie i opisy z miejscami, które można odnaleźć współcześnie, pokazując, jak przestrzeń Rzymu zmieniała się przez dziesięciolecia. Szczególną uwagę poświęcono placom – miejscom, które mimo upływu czasu zachowały swój charakter, choć otaczająca je zabudowa, funkcje i codzienne życie nieustannie się zmieniały.

    Najbardziej interesujące okazuje się właśnie to porównanie. Patrząc na historyczne przedstawienia i zestawiając je z obecnym wyglądem miasta, łatwo zauważyć, że Rzym nie tyle zastępuje swoją przeszłość, ile buduje kolejne warstwy na tym, co już istnieje. Współczesne kawiarnie, skutery i tłumy turystów funkcjonują obok miejsc, które od stuleci pozostają punktami orientacyjnymi miasta.

    Podczas naszego spaceru po Zatybrzu trudno było o tym nie myśleć. Wąskie uliczki, niewielkie place i kamienice sprawiają wrażenie przestrzeni niemal poza czasem. Nawet jeśli dziś wypełniają je restauracje i mieszkańcy, można odnieść wrażenie, że układ miasta zachował pamięć o swoich wcześniejszych epokach. Roma Sparita pozwala spojrzeć na te same miejsca z zupełnie innej perspektywy.

    Wydanie z 1979 roku ma również własną wartość historyczną. Pokazuje sposób patrzenia na Rzym sprzed ponad czterdziestu lat, kiedy współczesne miasto wyglądało już inaczej niż dziś. Dzięki temu książka staje się nie tylko opowieścią o dawnym Rzymie, ale także dokumentem swojej epoki.

    Ten kontekst sprawia, że zakup przypadkowo znalezionej książki nabiera dodatkowego znaczenia. Nie była to pamiątka zaplanowana wcześniej ani pozycja, której specjalnie szukałem. Trafiła do mnie przez przypadek, podczas zwykłego spaceru, i właśnie dlatego wydaje się tak mocno związana z samym doświadczeniem odkrywania miasta.

    Po powrocie do domu najczęściej wracam nie tyle do zdjęć z Rzymu, ile właśnie do tej książki. Jej strony przypominają, że miasta można poznawać na wiele sposobów – nie tylko patrząc na to, co istnieje, ale również próbując dostrzec to, co zniknęło. A czasem najciekawsze pamiątki znajdują się nie w sklepach z upominkami, lecz na kocu rozłożonym gdzieś na ulicach Zatybrza.

    ENG

    Week 27. Roma Sparita (1979) – discovering the lost city through today’s Rome

    This book always brings me back to our visit to Rome. My wife and I spent several days there with no particular itinerary, simply wandering through the narrow streets of Trastevere. Those unplanned walks turned out to be far more memorable than checking famous landmarks off a list. During one of them, I came across a blanket laid out on the pavement, covered with old books for sale. Among them was a 1979 edition of Roma Sparita.

    The book immediately felt like an object with its own story. The slightly yellowed pages, worn binding, and visible traces of time made it feel less like something bought in a bookshop and more like a small piece of Rome itself. Somehow, finding it on the street seemed perfectly fitting.

    Roma Sparita—literally „Lost Rome”—is not a conventional guidebook. Instead, it documents parts of the city that have disappeared or changed dramatically over time. Through historical illustrations, photographs, and descriptions, it compares the Rome of previous centuries with the city that visitors encounter today. Much of the focus falls on public squares, showing how these spaces have evolved while remaining central to the life of the city.

    That dialogue between past and present is what makes the book so engaging. Looking at old images alongside the modern city reveals that Rome rarely replaces its history—it simply adds another layer to it. Cafés, scooters, and everyday life now occupy spaces that have served as gathering places for centuries.

    Walking through Trastevere, it was difficult not to think about these layers of history. Its narrow streets, intimate squares, and weathered façades seem almost untouched by time. While restaurants and local life define the neighbourhood today, the urban fabric still carries the memory of earlier generations. Roma Sparita offers another way of reading those same streets.

    The fact that this particular edition was published in 1979 adds another dimension. It reflects how people viewed Rome more than four decades ago, making the book not only a record of an older Rome but also a historical object in its own right.

    That context gives unexpected meaning to an entirely accidental purchase. I was not searching for this book, nor had I planned to bring it home. It simply appeared during an ordinary afternoon walk, making it inseparable from the experience of discovering the city itself.

    Back home, I often find myself returning to this book rather than to my photographs. It reminds me that cities can be explored not only through what still exists, but also through what has disappeared. Sometimes the most memorable souvenirs are not found in gift shops, but on a blanket spread across a quiet street in Trastevere.