• Tydzień 22. Simon Waterson – Trening to za mało. Ćwicz i buduj formę jak gwiazda Hollywood

    W tym tygodniu sięgnąłem po „Trening to za mało. Ćwicz i buduj formę jak gwiazda Hollywood” Simona Watersona. Co ciekawe, nie był to wcześniej zaplanowany wybór. Książka od dawna stała na półce w innym pomieszczeniu i z jakiegoś powodu akurat teraz poczułem potrzebę, żeby po nią sięgnąć. Czasami niektóre rzeczy po prostu same wracają w odpowiednim momencie.

    Dodatkowo zwróciłem na nią uwagę przez przedmowę napisaną przez Daniela Craiga, którego od lat bardzo lubię zarówno jako aktora, jak i człowieka. Wiedząc, jak wyglądały jego przygotowania do roli Jamesa Bonda, byłem ciekaw, jak od kuchni wygląda praca z kimś, kto stoi za takimi transformacjami fizycznymi.

    Simon Waterson jest trenerem, który przez lata pracował z aktorami przygotowującymi się do wymagających ról filmowych. I właśnie na tych doświadczeniach opiera całą książkę. Najciekawsze były dla mnie opisy przygotowań aktorów do konkretnych ról filmowych. Waterson pokazuje, jak w stosunkowo krótkim czasie można zbudować formę potrzebną na planie zdjęciowym. Jednocześnie nie przedstawia tego jako „magii” ani efektu jednego planu treningowego. Wręcz przeciwnie – podkreśla, jak ogromną rolę odgrywają dieta, regeneracja, sen i codzienna dyscyplina. Za efektami, które na ekranie wyglądają spektakularnie, stoi zwykle znacznie więcej pracy, niż widać na pierwszy rzut oka.

    Dużo miejsca poświęca też temu, co dzieje się poza siłownią. Forma nie jest tu traktowana jako coś, co buduje się wyłącznie treningiem, ale jako suma wielu małych decyzji podejmowanych każdego dnia. W tym sensie książka bardziej porządkuje podejście do własnego ciała i nawyków niż odkrywa coś zupełnie nowego.

    To nie jest lektura, która rewolucjonizuje myślenie o treningu. Bardziej pokazuje, że nawet spektakularne przemiany nie wynikają z wyjątkowych sekretów, tylko z konsekwencji i pełnego skupienia na celu przez określony czas.

    Po lekturze zostaje przede wszystkim myśl, że forma nie powstaje wyłącznie na siłowni. Powstaje w całym dniu – w tym, jak śpimy, jemy, odpoczywamy i jak konsekwentni jesteśmy w małych rzeczach.

    Eng

    Week 22. Simon Waterson – Training Is Not Enough. Train and Build a Hollywood-Star Physique

    This week I picked up “Training Is Not Enough. Train and Build a Hollywood-Star Physique” by Simon Waterson. Interestingly, it wasn’t a planned choice. The book had been sitting on a shelf in another room for a while, and for some reason I felt the need to reach for it now. Sometimes certain things simply resurface at the right moment.

    Another reason I noticed it was the foreword written by Daniel Craig, whom I’ve long appreciated not only as an actor but also as a person. Knowing how his preparation for the role of James Bond looked, I was curious to see what working with someone behind such physical transformations actually involves.

    Simon Waterson is a trainer who has spent years working with actors preparing for demanding film roles, and the book is built around those experiences. What stood out most to me were the descriptions of how actors are prepared for specific roles. Waterson shows how it is possible to build the required physical condition for filming in a relatively short time. At the same time, he does not present this as “magic” or the result of a single training plan. On the contrary, he emphasizes the importance of diet, recovery, sleep, and everyday discipline. Behind the on-screen transformations that look dramatic, there is usually far more work than what is visible at first glance.

    He also focuses a lot on what happens outside the gym. Fitness is not treated as something built only through training, but as the sum of many small daily decisions. In this sense, the book is less about discovering something entirely new and more about organizing and reinforcing the basics.

    This is not a book that radically changes how you think about training. Instead, it shows that even the most impressive transformations are not the result of secret methods, but of consistency and complete focus on a goal over a period of time.

    What stays with me after reading is the idea that fitness is not built in the gym alone. It is built throughout the entire day – in how we sleep, eat, recover, and how consistent we are in small things.

  • Tydzień 21. Fiodor Dostojewski – Bracia Karamazow

    W tym tygodniu sięgnąłem po Braci Karamazow Fiodora Dostojewskiego. To jedna z tych książek, do których nie wraca się lekko ani przypadkiem. Raczej wtedy, kiedy ma się w sobie gotowość na coś cięższego – moralnie, emocjonalnie i intelektualnie.

    Historia rodziny Karamazow od początku jest napięta i nieprzyjemna w swoim realizmie. Ojciec i trzej synowie, każdy inny, każdy w jakiś sposób poraniony i uwikłany w relację, która od początku wydaje się skazana na konflikt. To nie jest opowieść o rodzinie w klasycznym sensie, raczej o rozpadzie więzi i o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy nie ma już prostych odpowiedzi.

    Najmocniej zostaje we mnie to, jak Dostojewski traktuje pytania o wiarę, wolność i odpowiedzialność. Nie daje gotowych odpowiedzi, raczej zmusza do ciągłego stawiania pytań, które są niewygodne i często pozbawione jednoznacznych rozwiązań. Zwłaszcza wątek Iwana i jego wewnętrznych zmagań zostaje w głowie na długo, bo dotyka granicy między rozumem a wiarą, między logiką a czymś, czego nie da się łatwo wyjaśnić.

    Sam Dostojewski też jest dla mnie autorem, którego nie da się czytać „na chłodno”. Jego biografia, doświadczenia i obsesje wchodzą w tekst bardzo wyraźnie. W „Braciach Karamazow” czuć to szczególnie mocno – jakby każda postać była fragmentem większego wewnętrznego sporu.

    To nie jest książka, którą czyta się dla fabuły. Raczej dla ciężaru myśli, które zostają po niej jeszcze długo. Momentami męcząca, momentami przytłaczająca, ale właśnie przez to trudno ją z siebie wyrzucić.

    Ten tydzień był bardziej o mierzeniu się z pytaniami, na które nie ma wygodnych odpowiedzi, niż o samej historii.

    ENG

    Week 20. Fyodor Dostoevsky The Brothers Karamazov.

    This week I turned to “The Brothers Karamazov” by Fyodor Dostoevsky. It is not a book one returns to lightly or by accident. It feels more like something you approach when you are ready for something heavier – morally, emotionally and intellectually.

    The story of the Karamazov family is tense and unsettling in its realism from the very beginning. A father and three sons, each different, each in some way wounded and bound together in a relationship that feels doomed to conflict from the start. It is not really a story of a family in a traditional sense, but rather of the breakdown of bonds and what happens to a person when there are no easy answers left.

    What stayed with me most is how Dostoevsky treats questions of faith, freedom and responsibility. He does not offer clear answers, but instead forces the reader into constant questioning, often uncomfortable and unresolved. Especially Ivan’s storyline stays in the mind for a long time, as it touches the boundary between reason and faith, between logic and something that cannot be easily explained.

    Dostoevsky himself is also an author who cannot really be read in a detached way. His biography, experiences and inner struggles are strongly present in his writing. In “The Brothers Karamazov” this is especially visible, as if each character were a fragment of a larger internal conflict.

    This is not a book to read for the plot. It is more about the weight of thoughts it leaves behind. At times exhausting, at times overwhelming, but precisely for that reason hard to forget.

    This week was more about confronting questions without comfortable answers than about the story itself.

  • Wypad do miasta z żoną, czyli dla człowieka mieszkającego praktycznie przy lesie prawie jak city break. Na co dzień słyszy ptaki i patrzy na drzewa, więc kilka godzin między kamienicami działa jak zmiana strefy klimatycznej.

    Od rana zaskakująco spokojnie, bez większego ruchu i całego miejskiego chaosu, który zwykle człowieka odstrasza. Dało się normalnie pochodzić, popatrzeć i poczuć klimat miasta bez potrzeby uciekania po godzinie.

    Fajnie też obserwować, jak wszystko dynamicznie zmienia się na plus. Więcej zieleni, nowe miejsca, sporo drobnych zmian, które robią różnicę i sprawiają, że miasto wygląda coraz lepiej. Nadal tylko obowiązuje stara miejska tradycja, czyli znalezienie miejsca parkingowego graniczy momentami z cudem.

    Za to kawa na Jasnych Błoniach wynagrodziła wszystko. Słońce, spokojny spacer i taki moment, kiedy człowiek przypomina sobie, że czasem dobrze jest wyrwać się nawet kilka kilometrów od swojej codzienności.

  • Kolejny weekend fajnie spędzony z rodziną, tym razem w mini zoo. Dzieci były zachwycone, a takie miejsca mają jednak swój klimat, szczególnie kiedy można po prostu pochodzić bez większego planu i patrzeć, jak najmłodsi odkrywają wszystko po swojemu.

    Coraz bardziej czuć też, że zaczyna się sezon na takie wyjścia. Pogoda jeszcze jest trochę niestabilna, rano dalej potrafi być chłodno i człowiek wychodzi ubrany „na cebulkę”, a kilka godzin później robi się całkiem przyjemnie. Mimo tego już widać lato za zakrętem i coraz częściej pojawia się ochota, żeby więcej czasu spędzać na zewnątrz.

    Najlepsze w takich dniach jest chyba właśnie to spokojne tempo i zwykła prostota. Bez wielkich atrakcji, ale z tym poczuciem, że rodzinny czas spędzony razem zostaje w głowie najdłużej.

  • W tym tygodniu byliśmy w zoo. Tym razem pierwszy raz w nowym komplecie, bo jest nowy członek rodziny, co zmienia trochę cały rytm takich wyjść. Do tego nowy kompleks w zoo, więc wszystko razem daje świeże doświadczenie – jakby to miejsce było trochę na nowo odkrywane.

    2+2, spokojne tempo, bardziej rodzinne włóczenie się niż klasyczne zwiedzanie. Nowa część zoo robi różnicę i przestrzeń, układ i ogólnie wrażenie, że całość jest bardziej otwarta i wygodna do spacerowania.

    Najlepsze jest to, że z wózkiem można tam chodzić praktycznie wszędzie. A nawet z dwoma, jeśli ktoś lubi logistyczne wyzwania i test cierpliwości na poziomie eksperckim. Na tobołki też jest miejsce, więc cała operacja „wyjście rodzinne” działa zaskakująco sprawnie.

    To też fajny moment na rozpoczęcie sezonu takich spacerów i wyjść na zewnątrz. Po zimniejszym okresie łatwo zapomnieć, jak dobrze działa zwykłe chodzenie i obserwowanie świata bez planu.

    Bilet roczny rodzinny dalej wypada stosunkowo tanio, więc przy kilku wizytach w roku zaczyna się to po prostu opłacać i z czasem robi się z tego naturalna rutyna.

    Zwykły dzień, bez wielkich wydarzeń, ale z tym spokojnym poczuciem, że takie rzeczy najbardziej zostają.