• Lato mija zdecydowanie za szybko. ☀️ I chyba właśnie dlatego coraz częściej wracam wspomnieniami do tych kilku dni w Normandii, kiedy było słonecznie, spokojnie i można było po prostu… nic nie robić.

    Uwielbiam ten stan. Słońce, ciepło, brak pośpiechu i poczucie, że nigdzie nie trzeba się spieszyć. Można usiąść, patrzeć przed siebie, napić się czegoś dobrego i przez chwilę naprawdę niczego nie planować.

    Chociaż oczywiście „nic nie robienie” w naszym wydaniu jest trochę umowne. Zawsze znajdzie się jakieś miejsce do zobaczenia, droga do przejechania, kawa do wypicia albo coś, co nagle koniecznie trzeba sfotografować.

    Ale właśnie za ten klimat lubię lato najbardziej. Za te momenty, kiedy czas trochę zwalnia i można po prostu być.

    A Normandia? Słoneczna, spokojna i piękna. Dzisiaj, kiedy lato powoli zaczyna uciekać, takie wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą.

    Dajcie jeszcze trochę powspominać…

  • Tydzień 31, 32, 33. Szczecin. Płonia, Śmierdnica, Jezierzyce; Klęskowo, Kijewo; Zdroje – Marek Łuczak

    Po tę książkę sięgnąłem z wyjątkową przyjemnością, bo Marek Łuczak jest jednym z tych autorów, do których mam ogromny sentyment. Jestem jego fanem, mam w swojej kolekcji kilka jego książek i bardzo lubię sposób, w jaki potrafi opowiadać o Szczecinie. To autor niezwykle lokalny i właśnie ta lokalność jest dla mnie jedną z największych wartości jego pracy.

    Szczecin. Płonia, Śmierdnica, Jezierzyce to książka poświęcona trzem częściom miasta, ich historii, zabytkom, mieszkańcom i miejscom, które często pozostają poza głównym obrazem Szczecina. To właśnie takie książki najbardziej lubię. Nie opowiadają tylko o wielkich, najbardziej znanych miejscach. Schodzą trochę z głównego szlaku i pokazują, że historia miasta znajduje się również na jego obrzeżach, w dawnych wsiach, ulicach, kościołach, cmentarzach i budynkach, obok których przechodzimy na co dzień.

    Płonia, Śmierdnica i Jezierzyce mają własną historię, własny charakter i własną pamięć. Dzisiaj są częścią Szczecina, ale ich przeszłość jest znacznie starsza niż współczesny podział administracyjny miasta. Łuczak pokazuje te miejsca nie tylko jako punkty na mapie, ale jako przestrzenie, w których przez dziesięciolecia i stulecia żyli konkretni ludzie.

    Bardzo podoba mi się w jego książkach właśnie to podejście. Historia nie jest tutaj czymś odległym i zamkniętym w podręcznikach. Jest dosłownie za rogiem. Można ją znaleźć w starej architekturze, na cmentarzu, w pozostałościach dawnych zabudowań albo w nazwie ulicy.

    W przypadku tej książki szczególnie interesujące jest spojrzenie na wschodni Szczecin. Płonia, Śmierdnica i Jezierzyce pokazują miasto z trochę innej perspektywy, bardziej lokalnej, spokojniejszej i mocno związanej z dawną historią Pomorza Zachodniego.

    Dla mnie książki Marka Łuczaka mają jeszcze jedną ogromną zaletę. Są bardzo szczecińskie. Nie mam tutaj na myśli wyłącznie tematyki. Mam na myśli sposób patrzenia na miasto. Autor konsekwentnie dokumentuje jego dzielnice i miejsca, które mogłyby łatwo zniknąć z pamięci kolejnych pokoleń.

    I właśnie dlatego mam kilka jego książek. Lubię mieć je na półce i wracać do nich, bo pozwalają spojrzeć na znane miejsca zupełnie inaczej. Nagle zwykła ulica przestaje być tylko ulicą. Budynek, który wcześniej mijaliśmy bez zastanowienia, zaczyna mieć swoją historię. A miejsce, które wydawało się zupełnie niepozorne, okazuje się częścią znacznie większej opowieści.

    Marek Łuczak jest autorem wielu publikacji poświęconych Szczecinowi i Pomorzu Zachodniemu. Jego dorobek obejmuje dziesiątki książek dotyczących historii i zabytków regionu. Jest również historykiem, oficerem policji i ekspertem zajmującym się odzyskiwaniem utraconych dzieł sztuki.

    To połączenie historii, dokumentacji i bardzo mocnego przywiązania do miejsca sprawia, że jego książki mają dla mnie szczególną wartość. Są czymś więcej niż publikacjami historycznymi. Są próbą zachowania pamięci o Szczecinie.

    Czytając Płonię, Śmierdnicę i Jezierzyce, pomyślałem po raz kolejny, jak niezwykłym miastem jest Szczecin. Miastem, którego historię można odkrywać właściwie bez końca. Im więcej człowiek o nim czyta, tym bardziej zdaje sobie sprawę, jak wiele historii znajduje się poza najbardziej oczywistymi miejscami.

    Chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię książki Marka Łuczaka. Są lokalne w najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa. Nie próbują na siłę opowiadać o wszystkim. Skupiają się na konkretnych miejscach, ludziach i historiach, dzięki czemu pozwalają naprawdę zobaczyć miasto.

    Po przeczytaniu tej książki zostaje przede wszystkim świadomość, że Szczecin to nie tylko centrum, Wały Chrobrego, Zamek czy port. To również Płonia, Śmierdnica, Jezierzyce i dziesiątki innych miejsc, które mają własną pamięć i własną historię.

    Kiedy ma się na półce kilka książek Marka Łuczaka, zaczyna się patrzeć na Szczecin trochę inaczej. Bardziej uważnie. Bo nigdy nie wiadomo, czy za kolejnym rogiem nie znajduje się fragment historii, którego wcześniej po prostu nie zauważyliśmy.

    W ciągu tych ostatnich tygodni sięgnąłem również po dwie kolejne książki Marka Łuczaka, Szczecin. Zdroje oraz Szczecin. Kleskowo, Kijewo. To kolejne lokalne historie Szczecina, które bardzo dobrze uzupełniają tę opowieść i pokazują, jak wiele różnych warstw i historii kryje się w poszczególnych częściach miasta. Szczególnie Szczecin. Kleskowo, Kijewo jest dla mnie ważną książką, ponieważ to moja ulubiona książka Marka Łuczaka i ta, do której jestem najbardziej przywiązany.

    ENG

    Week 31, 32, 33. Szczecin. Płonia, Śmierdnica, Jezierzyce; Klęskowo, Kijewo; Zdroje – Marek Łuczak

    I picked up this book with particular pleasure because Marek Łuczak is one of those authors I have a real soft spot for. I am a big fan of his work, I have several of his books in my collection, and I really appreciate the way he tells the story of Szczecin. He is an incredibly local author, and that local perspective is one of the things I value most about his work.

    Szczecin. Płonia, Śmierdnica, Jezierzyce focuses on three parts of the city, their history, heritage, people, and places that often remain outside the main image of Szczecin. These are exactly the kind of books I enjoy. They do not focus only on the most famous landmarks. They take you a little further from the main route and show that the history of a city can also be found on its outskirts, in former villages, streets, churches, cemeteries, and buildings we pass every day.

    Płonia, Śmierdnica, and Jezierzyce each have their own history, character, and memory. Today they are parts of Szczecin, but their history goes much further back than the modern administrative borders of the city. Łuczak presents these places not simply as points on a map, but as spaces where real people lived for decades and centuries.

    What I particularly like about his books is this approach. History is not something distant, locked away in textbooks. It is literally around the corner. You can find it in old architecture, in cemeteries, in the remains of former buildings, or even in the name of a street.

    What makes this book especially interesting is its perspective on eastern Szczecin. Płonia, Śmierdnica, and Jezierzyce show the city from a different perspective, one that feels more local, quieter, and strongly connected to the older history of Western Pomerania.

    For me, Marek Łuczak’s books have another huge advantage. They are very much about Szczecin. I do not mean that only in terms of their subject. I mean the way he looks at the city. He consistently documents its districts and places that could easily disappear from the memory of future generations.

    That is exactly why I have several of his books. I like having them on my shelf and returning to them because they allow me to look at familiar places in a completely different way. Suddenly, an ordinary street is no longer just a street. A building we previously passed without thinking begins to have its own story. A place that seemed completely unremarkable turns out to be part of a much larger history.

    Marek Łuczak is the author of numerous publications about Szczecin and Western Pomerania. His work includes dozens of books about the history and heritage of the region. He is also a historian, a police officer, and an expert involved in the recovery of lost works of art.

    This combination of history, documentation, and a very strong connection to the place gives his books a special value for me. They are more than historical publications. They are an attempt to preserve the memory of Szczecin.

    While reading Płonia, Śmierdnica, Jezierzyce, I once again found myself thinking about what an extraordinary city Szczecin is. It is a city whose history can be discovered almost endlessly. The more you read about it, the more you realise how much history exists beyond the places everyone knows.

    And I think that is exactly why I like Marek Łuczak’s books so much. They are local in the best possible sense of the word. They do not try to tell you everything. They focus on particular places, people, and stories, and because of that they allow you to really see the city.

    After finishing this book, what remains is the realisation that Szczecin is not only the city centre, the Chrobry Embankment, the Castle, or the port. It is also Płonia, Śmierdnica, Jezierzyce, and dozens of other places that have their own memory and their own history.

    And once you have several Marek Łuczak books on your shelf, you start looking at Szczecin a little differently. More carefully. Because you never know whether the next corner might reveal a piece of history you simply never noticed before.

  • Milionerzy w krótkich spodenkach zaszczycili nas swoim kopaniem na ekranach TV, a niektórych nawet na żywo. Płacący za siedzenia za plexiglasem po 1 milion dolarów amerykańskich mogą się wypowiedzieć. Nam udało się obejrzeć jeden mecz w całości. Grał Egipt, zachwycał i przegrał. Maroko grało świetnie, Egipt też pokazał kawał solidnej piłki, ale ostatecznie i tak musieli uznać wyższość rywali. Kolejny raz okazuje się, że w tej kopaninie stulecia nie wygrywa ten, kto zostawia serce na boisku, tylko ten, kto ma więcej szczęścia albo lepiej udaje w polu karnym. Milionerzy w krótkich spodenkach z bogatszych reprezentacji znowu prześlizgnęli się dalej, zostawiając nas z poczuciem ogromnego niedosytu. Koniec o piłce. Sport nigdy nie był wolny od polityki, a wielkie stadiony od zawsze służyły jako narzędzia propagandy, dyplomacji i manifestacji. To zjawisko, nazywane upolitycznieniem sportu, przejawia się na kilku kluczowych płaszczyznach. Zwycięskie zdjęcie reprezentacji Hiszpanii wznoszącej Puchar Świata idealnie podsumowuje, jak brutalnie polityka potrafi skraść sportowe święto. A my dalej swoje.

  • Jechałem ostatnio w trasie niedaleko wsi, z której pochodzę, i postanowiłem zjechać na chwilę w miejsce, które wiele lat temu było częścią mojego codziennego życia. To właśnie tam chodziłem kiedyś do szkoły.

    Budynek nadal stoi, ale wszystko wokół wydaje się trochę inne. To już nie jest dokładnie to samo miejsce, które pamiętam z dzieciństwa. Nie ma tylu dzieci, nie ma tego gwaru, ruchu i energii, które kiedyś były czymś zupełnie naturalnym. Dzisiaj funkcjonowanie takiej szkoły nie wygląda już tak jak dawniej. Świat się zmienił, małe wsie się zmieniły, a wiele rzeczy, które kiedyś były codziennością, dziś wydaje się niemal nie do pomyślenia.

    Patrząc na to miejsce, przypomniały mi się różne drobne historie z tamtych lat. Pamiętam, że przez pewien czas jeździliśmy do szkoły traktorem ze specjalną naczepą, razem z opiekunką. Dzisiaj brzmi to trochę niezwykle, ale wtedy było to zupełnie normalne. Traktor przejeżdżał przez trzy wsie, zbierając po drodze kolejne dzieci. My byliśmy na początku trasy, więc zawsze mieliśmy najcieplej, bo zanim wszyscy zostali zebrani, trzeba było jeszcze trochę poczekać i przejechać kawałek drogi.

    To były zupełnie inne czasy. Prostsze, spokojniejsze, może czasami mniej wygodne, ale mające swój własny rytm. Takie wspomnienia wracają właśnie w takich miejscach, kiedy nagle okazuje się, że zwykła droga, zakręt czy widok z okna potrafią przypomnieć wydarzenia sprzed wielu lat.

    Najbardziej uderzyło mnie to, że mimo zmian sama okolica pozostała znajoma. Wiejskie drogi, pola, drzewa i ta charakterystyczna cisza, której nie da się znaleźć wszędzie. Przy okazji nazbierałem jeszcze trochę wrotyczu, tak jak kiedyś. Mały, prosty gest, ale od razu przywołał wspomnienia z dawnych lat.

    Takie chwile przypominają, że miejsca nie są ważne tylko przez budynki czy to, co w nich zostało. Ich prawdziwa wartość kryje się w naszych wspomnieniach, zapachach, drobnych czynnościach i chwilach, które gdzieś w nas zostały.

    Czasami wystarczy zjechać z głównej drogi, żeby na chwilę wrócić do czasów, które już nie wrócą…

  • Tydzień 29. Prywatne rewolucje. Dorastanie w nowych Chinach – Yuan Yang

    Po tę książkę sięgnąłem przede wszystkim z ciekawości Chin współczesnych, ale szybko okazało się, że nie jest to klasyczna opowieść o polityce, gospodarce czy wielkich przemianach. Prywatne rewolucje. Dorastanie w nowych Chinach Yuan Yang to przede wszystkim historia ludzi, którzy dorastali w kraju zmieniającym się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

    To książka bardzo osobista. Autorka nie próbuje opisać całych Chin z perspektywy statystyk i wielkich wydarzeń historycznych. Zamiast tego pokazuje codzienność zwykłych ludzi, ich rodziny, wybory, ambicje i trudności. Przez pryzmat własnych doświadczeń oraz historii poznanych osób tworzy obraz pokolenia wychowanego w cieniu ogromnych przemian społecznych i ekonomicznych.

    Najbardziej interesujące jest napięcie pomiędzy tradycją a nowoczesnością. Współczesne Chiny to miejsce, gdzie obok siebie funkcjonują bardzo różne światy. Z jednej strony mamy technologiczne miasta, szybki rozwój i ogromne możliwości, z drugiej rodzinne oczekiwania, presję sukcesu i przywiązanie do wartości przekazywanych przez poprzednie pokolenia.

    Yuan Yang pokazuje, że wielkie przemiany polityczne i gospodarcze nie dzieją się wyłącznie na poziomie państw i instytucji. Ich skutki widać przede wszystkim w życiu pojedynczych osób. To decyzje o edukacji, pracy, miejscu zamieszkania, relacjach rodzinnych czy wyborze własnej drogi stają się prywatnymi rewolucjami.

    Tytuł książki jest bardzo trafny. Rewolucja nie zawsze oznacza wielkie wydarzenie widoczne w historii. Czasami jest nią wyjazd z rodzinnej miejscowości, sprzeciw wobec oczekiwań rodziny, próba znalezienia własnej tożsamości albo decyzja o życiu inaczej niż poprzednie pokolenia.

    Dużą wartością tej książki jest perspektywa pokolenia urodzonego już w czasach transformacji Chin. To ludzie, którzy nie pamiętają dawnych realiów tak jak ich rodzice i dziadkowie, ale jednocześnie nadal odczuwają wpływ przeszłości. Dorastają w świecie możliwości, ale także ogromnej presji, aby te możliwości wykorzystać.

    Warto też dodać kontekst samej autorki. Yuan Yang jest dziennikarką i ekonomistką, która zajmowała się tematyką Chin, gospodarki oraz przemian społecznych. Jej spojrzenie łączy osobiste doświadczenie osoby dorastającej między kulturami z analizą dziennikarską. Dzięki temu książka nie jest tylko wspomnieniem, ale również próbą zrozumienia jednego z najważniejszych procesów społecznych XXI wieku.

    Po ostatnich wydarzeniach politycznych w Wielkiej Brytanii, związanych z rządem Keira Starmera i dyskusją wokół kierunku, w jakim powinno zmierzać państwo, książka ta nabiera dla mnie jeszcze innego znaczenia. Nie chodzi tylko o samą politykę, ale o sposób myślenia, który reprezentuje autorka. To spojrzenie związane z przekonaniem, że społeczeństwa mogą się zmieniać, że stare schematy należy poddawać refleksji i że kolejne pokolenia mają prawo szukać własnej drogi.

    Czytając o młodym pokoleniu Chin, które próbuje odnaleźć swoje miejsce pomiędzy tradycją a nowoczesnością, trudno nie zauważyć podobnych napięć obecnych również w innych częściach świata. Z jednej strony pojawia się potrzeba reform i otwarcia na nowe idee, z drugiej strony każda większa zmiana niesie ze sobą niepewność oraz konsekwencje, których nie zawsze można przewidzieć.

    W tym kontekście Prywatne rewolucje stają się nie tylko opowieścią o Chinach, ale także szerszą refleksją nad tym, jak jednostki i całe społeczeństwa próbują odnaleźć się w świecie ciągłych przemian.

    Czytając Prywatne rewolucje, łatwo zauważyć, że mimo ogromnych różnic kulturowych wiele tematów pozostaje uniwersalnych. Pytania o to, czego oczekuje od nas rodzina, jak znaleźć własną drogę i jak pogodzić przeszłość z przyszłością pojawiają się niezależnie od miejsca na świecie.

    Po zakończeniu książki zostaje przede wszystkim obraz Chin widzianych nie przez pryzmat wielkich liczb i nagłówków gazet, ale przez życie konkretnych ludzi. To właśnie te małe, prywatne historie pokazują prawdziwą skalę zmian. Czasami największe rewolucje zaczynają się bardzo cicho, od pojedynczego człowieka próbującego zdecydować, jak chce żyć.

    ENG

    Week 29. Private Revolutions. Growing Up in the New China – Yuan Yang

    I picked up this book mainly out of curiosity about contemporary China, but it quickly became clear that it is not a traditional account of politics, economics, or national transformation. Private Revolutions. Growing Up in the New China by Yuan Yang is primarily a story about people who came of age in a country changing faster than ever before.

    This is a deeply personal book. The author does not attempt to describe China through statistics and major historical events alone. Instead, she focuses on everyday lives, families, choices, ambitions, and struggles. Through her own experiences and the stories of others, she creates a portrait of a generation shaped by enormous social and economic changes.

    What makes the book especially fascinating is the tension between tradition and modernity. Contemporary China is a place where very different worlds exist side by side. On one hand, there are technologically advanced cities, rapid development, and unprecedented opportunities. On the other, there are family expectations, pressure to succeed, and traditions passed down through generations.

    Yuan Yang shows that major political and economic transformations do not happen only at the level of governments and institutions. Their consequences are experienced through individual lives. Decisions about education, careers, relationships, migration, and personal identity become private revolutions of their own.

    The title captures this idea perfectly. A revolution does not always have to be a historical event visible to everyone. Sometimes it is leaving one’s hometown, challenging family expectations, searching for personal identity, or choosing a different path from previous generations.

    One of the greatest strengths of this book is its focus on the generation born during China’s transformation. These are people who did not experience the old realities in the same way as their parents and grandparents, yet they still carry the influence of the past. They grow up surrounded by opportunities, but also by enormous pressure to succeed.

    It is also worth mentioning the author’s background. Yuan Yang is a journalist and economist who has covered China, economics, and social change. Her perspective combines personal experience of growing up between cultures with journalistic analysis. This makes the book not only a memoir, but also an attempt to understand one of the most significant social transformations of the 21st century.

    After recent political events in the United Kingdom, connected with Keir Starmer’s government and the discussion about the direction in which the country should move, this book takes on another meaning for me. It is not only about politics, but about a certain way of thinking represented by the author. A belief that societies can change, that old patterns should be questioned, and that new generations have the right to search for their own path.

    Reading about the young generation of China trying to find its place between tradition and modernity, it is difficult not to notice similar tensions appearing in other parts of the world. On one side there is the need for reform and openness to new ideas. On the other, every major transformation brings uncertainty and consequences that are not always possible to predict.

    In this context, Private Revolutions becomes not only a story about China, but also a broader reflection on how individuals and societies try to find their place in a world of constant change.

    While reading Private Revolutions, it becomes clear that many themes are universal despite cultural differences. Questions about family expectations, personal identity, and finding one’s own path appear regardless of where we come from.

    After finishing the book, what remains is an image of China seen not through statistics and headlines, but through the lives of individuals. These small personal stories reveal the true scale of change. Sometimes the greatest revolutions begin quietly, with one person trying to decide what kind of life they want to create.