• To lato naprawdę dało nam w kość. Przez kilka dni termometry pokazywały nawet 40°C i szczerze mówiąc, nie było mowy o żadnym aktywnym wypoczynku. Najlepszym miejscem okazał się własny dom, zasłonięte rolety i chłodny napój pod ręką. Na szczęście pogoda w końcu wróciła do bardziej normalnych temperatur i od razu człowiekowi lepiej się funkcjonuje.

    W międzyczasie trwa mundial i emocji z pewnością nie brakuje. Mecz Argentyna – Egipt wywołał sporo dyskusji, zwłaszcza po kilku kontrowersyjnych decyzjach sędziowskich. Jedni twierdzą, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, inni do dziś mają spore wątpliwości. My jednak w tym roku jakoś nie złapaliśmy piłkarskiej gorączki. Po intensywnych upałach bardziej cieszy nas spokojny wieczór na tarasie niż śledzenie kolejnych meczów przed telewizorem.

    Po tych wszystkich upałach przyszedł w końcu moment, żeby ruszyć się trochę dalej niż tylko między domem a cieniem. Wybrałem się do miasta na dłuższy trening rowerowy i był to strzał w dziesiątkę. Powrót w chłodzie nocnego powietrza, przy przyjemnych 18°C, miał w sobie coś wyjątkowo kojącego. Po dniach, kiedy człowiek szukał każdego kawałka cienia, taka temperatura była niemal luksusem.

    Nocna jazda miała też swój niepowtarzalny klimat. Spokojne ulice, cisza i widoki, które momentami przypominały krajobrazy gdzieś znad Sahary. Rozgrzane powietrze, suche pola i światło zachodzącego słońca tworzyły scenerię, której zupełnie się tutaj nie spodziewaliśmy. Czasem wystarczy kilka godzin na rowerze, żeby przypomnieć sobie, jak piękne potrafią być zwykłe, letnie dni.

  • Tydzień 27. Roma Sparita (1979) – dawny Rzym odnaleziony na ulicach Zatybrza

    Do tej książki wracam myślami razem z powrotem do naszej wizyty w Rzymie. Kilka dni spędzonych z żoną bez większego planu, włócząc się po wąskich uliczkach Zatybrza, okazało się znacznie ciekawszych niż odhaczanie kolejnych atrakcji z przewodnika. To właśnie podczas jednego z takich spacerów natrafiłem na książki rozłożone na kocu, sprzedawane przez ulicznego handlarza. Wśród nich leżało wydanie Roma Sparita z 1979 roku.

    Już sam egzemplarz sprawiał wrażenie przedmiotu z własną historią. Lekko pożółkłe strony, ślady czasu i charakterystyczna oprawa przypominały bardziej pamiątkę odnalezioną przypadkiem niż książkę kupioną w antykwariacie. Było w tym coś bardzo rzymskiego – jakby sama publikacja stała się kolejnym fragmentem miasta.

    Roma Sparita, czyli „Zaginiony Rzym”, nie jest klasycznym przewodnikiem. To raczej zapis miasta, którego w dużej mierze już nie ma. Autor zestawia dawne ryciny, fotografie i opisy z miejscami, które można odnaleźć współcześnie, pokazując, jak przestrzeń Rzymu zmieniała się przez dziesięciolecia. Szczególną uwagę poświęcono placom – miejscom, które mimo upływu czasu zachowały swój charakter, choć otaczająca je zabudowa, funkcje i codzienne życie nieustannie się zmieniały.

    Najbardziej interesujące okazuje się właśnie to porównanie. Patrząc na historyczne przedstawienia i zestawiając je z obecnym wyglądem miasta, łatwo zauważyć, że Rzym nie tyle zastępuje swoją przeszłość, ile buduje kolejne warstwy na tym, co już istnieje. Współczesne kawiarnie, skutery i tłumy turystów funkcjonują obok miejsc, które od stuleci pozostają punktami orientacyjnymi miasta.

    Podczas naszego spaceru po Zatybrzu trudno było o tym nie myśleć. Wąskie uliczki, niewielkie place i kamienice sprawiają wrażenie przestrzeni niemal poza czasem. Nawet jeśli dziś wypełniają je restauracje i mieszkańcy, można odnieść wrażenie, że układ miasta zachował pamięć o swoich wcześniejszych epokach. Roma Sparita pozwala spojrzeć na te same miejsca z zupełnie innej perspektywy.

    Wydanie z 1979 roku ma również własną wartość historyczną. Pokazuje sposób patrzenia na Rzym sprzed ponad czterdziestu lat, kiedy współczesne miasto wyglądało już inaczej niż dziś. Dzięki temu książka staje się nie tylko opowieścią o dawnym Rzymie, ale także dokumentem swojej epoki.

    Ten kontekst sprawia, że zakup przypadkowo znalezionej książki nabiera dodatkowego znaczenia. Nie była to pamiątka zaplanowana wcześniej ani pozycja, której specjalnie szukałem. Trafiła do mnie przez przypadek, podczas zwykłego spaceru, i właśnie dlatego wydaje się tak mocno związana z samym doświadczeniem odkrywania miasta.

    Po powrocie do domu najczęściej wracam nie tyle do zdjęć z Rzymu, ile właśnie do tej książki. Jej strony przypominają, że miasta można poznawać na wiele sposobów – nie tylko patrząc na to, co istnieje, ale również próbując dostrzec to, co zniknęło. A czasem najciekawsze pamiątki znajdują się nie w sklepach z upominkami, lecz na kocu rozłożonym gdzieś na ulicach Zatybrza.

    ENG

    Week 27. Roma Sparita (1979) – discovering the lost city through today’s Rome

    This book always brings me back to our visit to Rome. My wife and I spent several days there with no particular itinerary, simply wandering through the narrow streets of Trastevere. Those unplanned walks turned out to be far more memorable than checking famous landmarks off a list. During one of them, I came across a blanket laid out on the pavement, covered with old books for sale. Among them was a 1979 edition of Roma Sparita.

    The book immediately felt like an object with its own story. The slightly yellowed pages, worn binding, and visible traces of time made it feel less like something bought in a bookshop and more like a small piece of Rome itself. Somehow, finding it on the street seemed perfectly fitting.

    Roma Sparita—literally „Lost Rome”—is not a conventional guidebook. Instead, it documents parts of the city that have disappeared or changed dramatically over time. Through historical illustrations, photographs, and descriptions, it compares the Rome of previous centuries with the city that visitors encounter today. Much of the focus falls on public squares, showing how these spaces have evolved while remaining central to the life of the city.

    That dialogue between past and present is what makes the book so engaging. Looking at old images alongside the modern city reveals that Rome rarely replaces its history—it simply adds another layer to it. Cafés, scooters, and everyday life now occupy spaces that have served as gathering places for centuries.

    Walking through Trastevere, it was difficult not to think about these layers of history. Its narrow streets, intimate squares, and weathered façades seem almost untouched by time. While restaurants and local life define the neighbourhood today, the urban fabric still carries the memory of earlier generations. Roma Sparita offers another way of reading those same streets.

    The fact that this particular edition was published in 1979 adds another dimension. It reflects how people viewed Rome more than four decades ago, making the book not only a record of an older Rome but also a historical object in its own right.

    That context gives unexpected meaning to an entirely accidental purchase. I was not searching for this book, nor had I planned to bring it home. It simply appeared during an ordinary afternoon walk, making it inseparable from the experience of discovering the city itself.

    Back home, I often find myself returning to this book rather than to my photographs. It reminds me that cities can be explored not only through what still exists, but also through what has disappeared. Sometimes the most memorable souvenirs are not found in gift shops, but on a blanket spread across a quiet street in Trastevere.

  • Jest pierwszy dzień lata i powietrze jest ciężkie, stoi w miejscu, upał dochodzi do 40°C, więc trzeba na siebie uważać, pić wodę, nie przesadzać i szukać cienia. Arbuz jest po prostu zimny i daje ulgę, nic więcej, ale właśnie o to chodzi.

    Zostają późne treningi, kiedy słońce trochę odpuszcza i myśli, które wracają same, jak kiedyś latem bez internetu u babci na wsi, sianokosy, na które jeździłem pomagać i ta zwykła praca od rana, kiedy wszystko pachniało trawą. Woda ze studni była wtedy zimna, ciężka, prawdziwa. Mięta z kubka świeża i zwykła. Wieś tamta, stara i spokojna, wraca w głowie bez przesadnej nostalgii, po prostu jako coś znanego.

    I ta temperatura też jest znajoma, jakby lato wciąż miało ten sam rytm, nawet jeśli wszystko inne się zmieniło. Babci już nie ma, ale te lata nadal wracają tak samo, jakby wciąż gdzieś trwały.

  • Tydzień 26. Czesław Miłosz – tomik w wydaniu leporello

    Sięgnąłem po to wydanie bardziej jak po obiekt niż klasyczny tom poezji. Kolekcjonerska edycja w formie leporello z wierszami Czesław Miłosz od początku sprawia wrażenie czegoś, co balansuje między książką a artystycznym artefaktem. To nie jest publikacja, którą się czyta szybko – raczej taka, którą się ogląda, dotyka i powoli odkrywa.

    Forma gra tu pierwsze skrzypce. Papierowe leporello rozkłada się jak sekwencja obrazów, a nie tradycyjny układ stron. Witrażowe światło, metaliczne wykończenie i spokojna, szaro-przygaszona paleta tworzą wrażenie obcowania z przedmiotem zaprojektowanym równie starannie jak same wiersze. Już sam sposób wykonania sugeruje, że mamy do czynienia z doświadczeniem, a nie tylko lekturą.

    Wybrano dziewięć wierszy Miłosza – i to też wydaje się znaczące. Nie jest to próba przekrojowego ujęcia twórczości, ale raczej stworzenie małej, skupionej przestrzeni, w której każdy tekst działa jak osobny punkt zatrzymania. W tej formie poezja nie prowadzi linearnie, tylko raczej zaprasza do powolnego oglądu i refleksji.

    W opisie wydawcy pojawia się pytanie, jak dziś czytać poezję wielkiego Mistrza – niewzruszoną jak gotyckie budowle, a jednocześnie kruchą i intymną. I rzeczywiście, to wydanie nie tyle odpowiada, co proponuje własną interpretację: że poezja może istnieć nie tylko w słowie, ale też w formie, przestrzeni i materiale.

    Warto też dodać kontekst samego autora. Czesław Miłosz urodził się w 1911 roku w Wilnie, w wielokulturowym regionie, który później często powracał w jego twórczości jako przestrzeń pamięci i utraconego świata. Doświadczenie XX wieku – wojny, totalitaryzmów i emigracji – stało się osią jego pisarstwa.

    Po II wojnie światowej pracował w dyplomacji, jednak w 1951 roku zerwał z Polską Ludową i pozostał na emigracji. Przez kolejne dekady mieszkał m.in. we Francji i Stanach Zjednoczonych, gdzie wykładał literaturę słowiańską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. To właśnie wtedy powstała duża część jego najważniejszych esejów i tomów poetyckich, w których stale powracał temat pamięci, historii i moralnych wyborów człowieka.

    W 1980 roku otrzymał Literacką Nagrodę Nobla, co potwierdziło jego pozycję jako jednego z najważniejszych poetów XX wieku. Do Polski wrócił na stałe po 1989 roku, a ostatnie lata życia spędził w Krakowie, gdzie zmarł w 2004 roku.

    Ten kontekst biograficzny mocno zmienia sposób odbioru samego leporello. Dziewięć wierszy nie jest tu tylko wyborem redakcyjnym, ale fragmentem większej całości – twórczości, która stale negocjuje relację między pamięcią, historią i językiem.

    Po obcowaniu z tym wydaniem zostaje przede wszystkim wrażenie, że poezja Miłosza nie jest czymś „zamkniętym” w książce. Raczej czymś, co funkcjonuje na granicy tekstu, doświadczenia i materialnej formy, którą dopiero trzeba powoli odczytać.

    ENG

    Week 26. Czesław Miłosz – collector’s edition volume (leporello)

    I approached this edition more as an object than a traditional poetry book. The collector’s leporello edition featuring poems by Czesław Miłosz immediately feels like something positioned between a book and an art piece. It is not meant to be read quickly – it is something to unfold, observe, and slowly experience.

    The format is central here. The leporello structure unfolds like a sequence of visual panels rather than conventional pages. Stained-glass-like light effects, metallic finishes, and a calm, muted grey palette create the impression of handling a carefully designed object. Even before engaging with the poems, the physical form signals that this is an experience rather than just reading material.

    The edition includes nine selected poems by Miłosz, which already suggests a deliberate curatorial choice. Instead of offering a broad overview of his work, it creates a small, concentrated space where each poem functions as a separate point of pause. The text does not guide the reader linearly but invites slow attention and reflection.

    What stands out most is the tension between form and content. Miłosz’s poetry, often deeply rooted in the history of the 20th century and the experience of catastrophe, is placed within a highly material and visually refined structure. The combination works surprisingly well – as if the physical object is trying to match both the weight and the fragility of his language.

    The publisher raises the question of how we should read the work of a great master today – as something as solid as Gothic architecture, yet as delicate and intimate as something personal. This edition does not so much answer that question as offer its own interpretation: that poetry can exist not only in words, but also in form, space, and material presence.

    It is also worth adding a bit of biographical context. Czesław Miłosz was born in 1911 in what is now Lithuania, in Vilnius – a multicultural region that would later become a recurring reference point in his work, often appearing as a lost or remembered world.

    His life was deeply marked by the 20th century. The experience of World War II, totalitarian systems, and political upheaval became central to his writing. After the war, he worked for a time in diplomacy, but in 1951 he broke with the communist regime in Poland and chose exile, a decision that profoundly shaped both his life and his literature.

    He spent many years in France and later in the United States, where he taught Slavic literature at the University of California, Berkeley. It was during this period of exile that many of his most important essays and poetry collections were written, consistently returning to themes of memory, morality, history, and the human condition in the aftermath of catastrophe.

    In 1980, he was awarded the Nobel Prize in Literature, confirming his status as one of the major poetic voices of the 20th century. He returned permanently to Poland only after 1989 and spent his final years in Kraków, where he died in 2004.

    This biographical background changes the way the leporello can be read. The nine poems are not just a selection, but a fragment of a much larger whole – a body of work constantly negotiating the relationship between memory, history, and language.

    After spending time with this edition, what remains is the impression that Miłosz’s poetry is never fully contained within the book. It exists at the intersection of text, lived experience, and material form – something that has to be slowly uncovered rather than simply read.

  • Tydzień 25 – 26. Peter J. D’Adamo, Catherine Whitney – Jedzenie zgodne z Twoją grupą krwi

    Po tę książkę sięgnąłem bardziej z ciekawości niż z konkretnego planu. „Jedzenie zgodne z Twoją grupą krwi” Petera J. D’Adamo i Catherine Whitney od lat pojawia się w dyskusjach o żywieniu, zdrowiu i indywidualnym podejściu do diety. Znałem samą koncepcję, ale dopiero teraz znalazłem czas, żeby przeczytać ją od początku do końca.

    Nie była to lektura, którą przeczytałem jednym ciągiem. Raczej wracałem do niej fragmentami, zatrzymując się przy kolejnych rozdziałach i sprawdzając, jak autorzy uzasadniają swoje podejście. To jedna z tych książek, które bardziej skłaniają do zastanowienia się nad własnymi nawykami niż do szybkiego przewracania stron.

    Główna idea opiera się na założeniu, że grupa krwi może wpływać na sposób, w jaki organizm reaguje na różne produkty spożywcze. Autorzy przedstawiają osobne zalecenia dla poszczególnych grup krwi, opisując produkty rekomendowane, neutralne oraz takie, których warto unikać. Całość została przedstawiona jako próba bardziej spersonalizowanego spojrzenia na odżywianie.

    Najciekawsze było dla mnie nie tyle samo menu dla konkretnych grup, ile sposób myślenia o żywieniu. Książka pokazuje, jak bardzo ludzie szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego coś działa dla jednej osoby, a nie działa dla drugiej. W świecie pełnym uniwersalnych porad taka perspektywa zwraca uwagę, nawet jeśli podchodzi się do niej z pewnym dystansem.

    Podczas czytania miałem wrażenie, że autorzy próbują połączyć biologię, historię i codzienne wybory żywieniowe w jedną spójną opowieść. Niezależnie od tego, czy ktoś zgadza się z przedstawionymi wnioskami, trudno odmówić książce wpływu na popularność idei indywidualnego podejścia do diety.

    To także ciekawy przykład książki, która wywołała wiele dyskusji. Zwolennicy wskazują na własne doświadczenia i poprawę samopoczucia po zastosowaniu zaleceń, natomiast krytycy zwracają uwagę na brak jednoznacznych dowodów naukowych potwierdzających skuteczność tej metody. Dzięki temu lektura staje się nie tylko książką o żywieniu, ale również punktem wyjścia do rozmowy o tym, jak oceniamy informacje dotyczące zdrowia.

    Po przeczytaniu została mi przede wszystkim refleksja, że temat odżywiania jest znacznie bardziej złożony, niż często chcielibyśmy wierzyć. Szukamy prostych odpowiedzi, ale organizm rzadko działa według prostych schematów. Niezależnie od podejścia, warto obserwować własne nawyki i świadomie zastanawiać się nad tym, co trafia na talerz.

    Eng

    Week 25 – 26. Peter J. D’Adamo, Catherine Whitney – Eat Right 4 Your Type

    I picked up this book more out of curiosity than with any specific goal in mind. Peter J. D’Adamo and Catherine Whitney’s “Eat Right 4 Your Type” has been part of discussions about nutrition and health for years, and while I was familiar with the basic concept, I had never actually read the book from beginning to end.

    This was not a book I finished in a few sittings. Instead, I worked through it gradually, returning to different chapters and taking time to understand how the authors built their arguments. It is the kind of book that encourages reflection rather than simply turning pages.

    The central idea is that a person’s blood type may influence how their body responds to certain foods. The authors provide separate dietary recommendations for each blood group, dividing foods into categories that are considered beneficial, neutral, or less suitable. The overall approach is presented as an attempt to personalize nutrition rather than apply the same rules to everyone.

    What interested me most was not the specific food lists themselves, but the broader way of thinking about nutrition. The book explores a question many people ask: why does something work well for one person while producing different results for someone else? In a world full of universal advice, that perspective remains intriguing, even when approached with a healthy degree of skepticism.

    While reading, I felt that the authors were trying to connect biology, history, and everyday food choices into a single narrative. Whether or not one agrees with the conclusions, it is difficult to ignore the influence this book has had on popular discussions about individualized diets.

    It is also an interesting example of a book that has generated significant debate. Supporters often point to personal experiences and positive lifestyle changes, while critics highlight the lack of strong scientific evidence supporting the theory. Because of that, the book becomes more than a guide to nutrition, it also opens a conversation about how we evaluate health-related information.

    After finishing it, the main thought that stayed with me was how complex nutrition really is. We often look for simple answers, but the human body rarely follows simple rules. Regardless of the approach, there is value in paying attention to our habits and thinking more consciously about what ends up on our plate.