W tym miesiącu nabijałem kilometry. Nie, tym razem nie na rowerze, biegnąc. Wystartowałem w biegu na wdzięcznym połkrólewskim dystansie. Dobrze było znowu poczuć to w nogach i oczywiście płucach. Jesień znowu gra swoje.
Najpierw ciepło a nad ranem przymrozek. Pierwszy już za nami. Nawet ptactwo chowa się u nas na osiedlu, chyba znalazły miejsce na zimowanie. My nie hibernujemy się na ten czas. All time season.
Tydzień 42. Kuchnia roślinna dla każdego – Eryk Wałkowicz
Jesień to dla mnie dobry moment, żeby bardziej zainteresować się sezonowymi warzywami i owocami. Właśnie dlatego sięgnąłem po książkę Kuchnia roślinna dla każdego Eryka Wałkowicza. To temat, który dobrze pasuje do tej pory roku, kiedy można korzystać z wielu warzyw i przygotowywać z nich coś dobrego.
Lubię dobrze jeść i gotować, dlatego staramy się w domu przygotowywać posiłki na zmianę. Nie zawsze jednak idzie nam to bez problemów, bo czasami zaczynamy się trochę kłócić o to, kto tym razem powinien stanąć przy kuchence. Ostatecznie jednak jakoś się dogadujemy i każdy ma okazję coś przygotować.
Myślę, że warto jeść sezonowe produkty, nie tylko ze względu na smak, ale również dlatego, że pozwalają urozmaicić codzienne posiłki. Jesień daje sporo możliwości, a kuchnia roślinna pokazuje, że warzywa mogą być podstawą naprawdę ciekawych dań.
Czy warto zainteresować się tą książką? Moim zdaniem tak, szczególnie jeśli ktoś chce trochę zmienić swoje codzienne gotowanie i częściej wykorzystywać roślinne składniki. Dla mnie to również dobra okazja, żeby przypomnieć sobie, że zdrowe jedzenie nie musi być nudne, a wspólne gotowanie może być przyjemnością — nawet jeśli czasami trzeba się najpierw pokłócić o to, czyja jest kolej.
ENG Week 42. Kuchnia roślinna dla każdego – Eryk Wałkowicz
Autumn is a great time to focus on seasonal fruit and vegetables. That is one of the reasons why Kuchnia roślinna dla każdego by Eryk Wałkowicz caught my attention. I enjoy eating well and cooking, so this topic feels especially fitting at this time of year.
At home, we take turns cooking. Of course, it does not always go smoothly, and sometimes we argue a little about whose turn it is, including with Art. Eventually, we work it out and prepare something good.
I think seasonal ingredients are worth using because they bring variety and flavour to everyday meals. Plant-based cooking can also be a good way to discover new dishes and change our usual habits.
For me, this book is a reminder that eating well does not have to be boring. And cooking together can be enjoyable, even if we sometimes have to argue first about who is going to do it!
Wpadliśmy na chwilę na Świat Dyni, bo takie imprezy stały się już chyba stałym elementem jesieni w naszej gminie. Organizowane są tutaj od prawie 30 lat, więc to już całkiem spory kawałek lokalnej historii. Tym razem zdecydowanie dominowali starsi mieszkańcy, co trochę nas zaskoczyło, ale najwyraźniej mają swoje tradycje i miejsca, do których chętnie wracają.
Sama dynia od razu uruchomiła u mnie skojarzenie ze Smashing Pumpkins i Billym Corganem. Kilkanaście lat temu miałem swój mały epizod w okolicach Chicago i mieszkałem wtedy w miasteczku niedaleko miejsca, z którym związany był Corgan. To były czasy Motel 6, muscle car i jazdy po okolicy, kiedy nawet zwykły przejazd wzdłuż Grand Parku wydawał się czymś wyjątkowym. Zupełnie inne życie, inne czasy i trochę inny Chicago. Tutaj, po tylu latach, zwykła dynia na lokalnej imprezie i nagle wracają takie wspomnienia. Tutaj to nie Elk Groove Village ale myśle, że nawet lepiej. 🙂
Porządkowałem ostatnio swoją kolekcję CD i oczywiście zamiast szybko poukładać płyty, zacząłem je przeglądać. W ręce wpadły mi stare płyty Misfits i Glenna Danziga, więc zrobił się z tego całkiem konkretny powrót do korzeni. Najpierw Misfits, później Danzig i nagle człowiek przypomina sobie, jak dużą częścią muzycznej historii były dla niego te mroczne, proste i charakterystyczne brzmienia.
Zacząłem więc wyciągać kolejne płyty z regału i wracać do rzeczy, których dawno nie słuchałem. Bez szukania nowości i przeskakiwania między przypadkowymi utworami, tylko stare CD, okładki, książeczki i muzyka, którą kiedyś znało się niemal na pamięć. Taki powrót do czasów, kiedy płytę wybierało się z półki, wkładało do odtwarzacza i słuchało od początku do końca.
Jesień chyba dobrze pasuje do takich powrotów. Krótsze dni i wcześniejszy zmrok dają więcej czasu na siedzenie przy regałach i przypominanie sobie starych płyt. Niedawno minęło też 38 lat od wydania „Suffer” Bad Religion i aż trudno uwierzyć, jak szybko ten czas minął. Chyba właśnie dlatego warto czasem wrócić do płyt, od których wszystko się zaczęło.
Tydzień 37 – 38. Znachor – Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Po tę książkę sięgnąłem z dużą ciekawością, bo Znachor to jedna z tych historii, które większość z nas kojarzy przede wszystkim z filmem. Sam znałem tę opowieść, ale chciałem zobaczyć, jak wygląda ona w książce i czy historia profesora Rafała Wilczura nadal potrafi zrobić takie wrażenie.
Autorem Znachora jest Tadeusz Dołęga-Mostowicz, jeden z najbardziej popularnych polskich pisarzy okresu międzywojennego. Był również dziennikarzem i publicystą. Do jego najbardziej znanych książek należą między innymi Kariera Nikodema Dyzmy, Znachor czy Pamiętnik pani Hanki. Jego książki były bardzo popularne, a wiele z nich doczekało się później ekranizacji.
Ciekawa jest również historia samego autora, ponieważ pewne wydarzenia z jego życia można znaleźć później w Znachorze. Dołęga-Mostowicz był dziennikarzem krytycznym wobec ówczesnych władz. W 1927 roku został napadnięty przez grupę mężczyzn, ciężko pobity, a następnie pozostawiony poza Warszawą. To wydarzenie miało duży wpływ na jego późniejsze życie. Motyw pobicia głównego bohatera Znachora i utraty przez niego pamięci jest często wskazywany jako nawiązanie właśnie do tego doświadczenia autora. Oczywiście sam Dołęga-Mostowicz nie stracił wtedy pamięci, więc książkowa historia jest już literackim przetworzeniem tego wydarzenia.
Podoba mi się to, że historia Znachora nie powstała całkowicie z wyobraźni autora. Dołęga-Mostowicz inspirował się również prawdziwymi ludźmi i wydarzeniami. W 1936 roku podczas pobytu w Sikorzu odwiedził pobliskie Radotki. Znajdował się tam młyn, a jeden z jego pracowników, Różycki, był znany jako znachor i zielarz. Ludzie przychodzili do niego po pomoc, ponieważ wierzyli w jego umiejętności i wiedzę o ziołach. To właśnie ten człowiek miał stać się jedną z inspiracji dla postaci Antoniego Kosiby.
Drugą inspiracją była historia doktora Ferdynanda Dolaniego. Był on prawdziwym lekarzem, który został aresztowany za praktykowanie znachorstwa. Co ciekawe, miał wykształcenie medyczne, ale ukrywał swój dyplom, ponieważ uważał, że jako znachor może lepiej zarabiać. Historia ta pojawiła się wcześniej w gazecie „ABC”, z którą współpracował Dołęga-Mostowicz.
Właśnie dlatego ciekawie czyta się Znachora, kiedy zna się trochę historię jego powstania. Okazuje się, że profesor Rafał Wilczur nie jest postacią stworzoną całkowicie od zera. Autor połączył kilka prawdziwych historii, ludzi i własnych doświadczeń, a następnie stworzył z nich jedną opowieść.
Sam Dołęga-Mostowicz zaczął pisać Znachora w 1936 roku podczas pobytu w Sikorzu. Radotki, prawdziwy znachor Różycki, historia doktora Dolaniego oraz doświadczenie pisarza związane z pobiciem stworzyły więc pewnego rodzaju podstawę dla późniejszej powieści.
I chyba właśnie ten fakt zainteresował mnie najbardziej. Czasami czytając książkę, mamy wrażenie, że cała historia jest wymyślona. Tutaj jednak widać, że rzeczywistość i literatura bardzo mocno się ze sobą połączyły.
Znachor opowiada historię profesora Rafała Wilczura, znanego i cenionego chirurga. Jego życie w pewnym momencie całkowicie się zmienia. Po osobistym dramacie Wilczur zostaje napadnięty i ciężko pobity. W wyniku urazu traci pamięć i przestaje wiedzieć, kim właściwie jest. Z człowieka znanego i szanowanego staje się kimś, kto musi zacząć swoje życie praktycznie od początku.
Od tego momentu zaczyna się zupełnie inna część jego życia. Wilczur wędruje po kraju i w końcu trafia na wieś. Tam jako Antoni Kosiba zaczyna pomagać ludziom. Nie pamięta swojej wcześniejszej kariery, ale nie zapomina tego, co potrafił robić jako lekarz.
Właśnie ten moment w książce podobał mi się najbardziej. Człowiek, który stracił praktycznie wszystko – swoją rodzinę, nazwisko, pozycję i pamięć – nadal chce pomagać innym. Nie robi tego dlatego, że ktoś go do tego zmusza. Po prostu widzi człowieka, który potrzebuje pomocy i próbuje coś zrobić.
Podoba mi się również to, że książka pokazuje, jak bardzo człowieka może definiować to, co robi, a nie tylko to, jak się nazywa. Rafał Wilczur nie pamięta, że był znanym profesorem. Dla ludzi, których spotyka jako Antoni Kosiba, jest po prostu człowiekiem, który potrafi leczyć. Jego wcześniejsza pozycja nie ma tutaj znaczenia.
Oczywiście historia nie byłaby tak ciekawa, gdyby wszystko układało się bez problemów. Popularność znachora zaczyna przeszkadzać miejscowemu lekarzowi. Pojawia się więc konflikt między tym, co człowiek potrafi zrobić, a tym, czy ma do tego formalne prawo.
Nie jest to jednak dla mnie książka wyłącznie o medycynie. Bardziej widzę ją jako historię o człowieku, który po utracie wszystkiego musi właściwie zbudować swoje życie od początku. Najciekawsze jest to, że robi to bez świadomości tego, kim wcześniej był.
Podoba mi się też sposób, w jaki Znachor pokazuje dobroć. Antoni Kosiba nie jest bohaterem, który pomaga innym tylko wtedy, kiedy mu się to opłaca. Często sam niewiele ma, a mimo to stara się pomagać ludziom, którzy pojawiają się na jego drodze.
Oczywiście nie każdemu czytelnikowi może odpowiadać taki sposób prowadzenia historii. Jest tutaj sporo emocji, zbiegów okoliczności i momentów, które są bardzo mocno nastawione na wzruszenie. Dla mnie jednak właśnie to jest częścią uroku tej książki.
Czy warto przeczytać tę książkę? Moim zdaniem tak, szczególnie jeśli ktoś zna już film i jest ciekawy pierwowzoru. Tym bardziej że po przeczytaniu informacji o samym autorze można spojrzeć na tę historię trochę inaczej.
Największą wartością Znachora jest dla mnie właśnie połączenie fikcji z rzeczywistością. Dołęga-Mostowicz wykorzystał prawdziwe historie, spotkanych ludzi i własne doświadczenia, a następnie stworzył z tego opowieść, która przetrwała do dziś.
Po przeczytaniu Znachora zostało mi przede wszystkim pytanie, czy człowiek jest tym, co pamięta o sobie, czy może tym, jak zachowuje się wobec innych. Rafał Wilczur nie pamiętał swojego dawnego życia, ale jego umiejętności i potrzeba pomagania innym pozostały.
I chyba właśnie dlatego Znachor jest książką, do której warto wrócić. Nie tylko ze względu na znaną historię i ekranizacje, ale również dlatego, że za tą historią stoją prawdziwe wydarzenia. Jest w niej prawdziwy znachor z Mazowsza, historia lekarza Dolaniego i doświadczenie samego autora, który wiele lat wcześniej został brutalnie pobity. Dzięki temu książka staje się dla mnie czymś więcej niż tylko wzruszającą historią profesora Wilczura.
ENG
I picked up Znachor with a lot of curiosity because I already knew the story mainly from the famous film. I wanted to see what the original book was like and whether it would have the same impact on me.
The author, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, was a Polish writer and journalist who became very popular during the interwar period. He wrote books such as Znachor and Kariera Nikodema Dyzmy.
What I find especially interesting is that some parts of Znachor were inspired by real events. In 1927, Dołęga-Mostowicz was attacked and badly beaten because of his political journalism. He was left outside Warsaw. This experience is often connected with the story of Rafał Wilczur, who is also attacked and loses his memory.
The author also based the story on real people. He knew about a man from Radotki who was famous locally as a healer and herbalist. Another inspiration was Ferdynand Dolany, a real doctor who was accused of practising medicine as a healer. Dołęga-Mostowicz combined these stories with his own experiences to create Znachor.
The book tells the story of Professor Rafał Wilczur, a famous surgeon whose life suddenly falls apart. After being attacked, he loses his memory and no longer knows who he is. Later, he starts living under the name Antoni Kosiba and helps people in the countryside using his medical knowledge.
This is what I like most about the book. Even though Wilczur loses his name, position, family and memory, he does not lose his desire to help other people. It makes me think that maybe a person is defined more by their actions than by their name or social position.
Of course, the story is quite emotional and sometimes feels like a classic dramatic novel. However, I think this is also part of its charm.
For me, Znachor is mainly a story about losing everything and getting a second chance. It is also interesting because behind the fictional story there are real people and experiences that inspired the author.
Is the book worth reading? I think so, especially if someone knows the film and wants to discover the original story. For me, the most interesting part is not only what happens to Wilczur, but also how real life helped Dołęga-Mostowicz create this story.