• W tym miesiącu nabijałem kilometry. Nie, tym razem nie na rowerze, biegnąc. Wystartowałem w biegu na wdzięcznym połkrólewskim dystansie. Dobrze było znowu poczuć to w nogach i oczywiście płucach. Jesień znowu gra swoje.

    Najpierw ciepło a nad ranem przymrozek. Pierwszy już za nami. Nawet ptactwo chowa się u nas na osiedlu, chyba znalazły miejsce na zimowanie. My nie hibernujemy się na ten czas. All time season.

  • Tydzień 43. Szepty kamieni – Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak

    Książka Szepty kamieni to opowieść, która zwróciła moją uwagę przede wszystkim ze względu na tematykę i miejsce, z którym jest związana. Autorzy sięgają po historię, kulturę i pamięć ukrytą w krajobrazie, pokazując, że kamienie mogą być czymś więcej niż tylko elementem otoczenia. Czasami to właśnie w takich niepozornych rzeczach można odnaleźć ślady przeszłości i historie, które warto poznać.

    Sięgnąłem po tę książkę, ponieważ skojarzyła mi się z czasem, kiedy miałem kontakty w północnej Skandynawii. To region, który zawsze wydawał mi się interesujący, nie tylko ze względu na przyrodę, ale również na swoją historię i specyficzną atmosferę. Tamte skojarzenia sprawiły, że chciałem bliżej przyjrzeć się tej publikacji i sprawdzić, co ma do zaoferowania.

    Książka pokazuje, jak wiele znaczeń może kryć się w pozornie zwyczajnych elementach krajobrazu. Łączy opowieść o miejscach z refleksją nad ich przeszłością, a także nad tym, jak człowiek odczytuje otaczający go świat. To nie jest dla mnie wyłącznie kwestia poznawania faktów, ale również możliwość spojrzenia na znane rzeczy z innej perspektywy.

    Czy ta książka jest mi bliska? Zdecydowanie tak, przede wszystkim ze względu na skojarzenia z północną Skandynawią i własne doświadczenia związane z tym regionem. Lubię publikacje, które potrafią przywołać konkretne miejsca i wspomnienia, a jednocześnie zachęcają do zastanowienia się nad czymś więcej. Szepty kamieni okazały się dla mnie właśnie taką lekturą.

    ENG

    Northern Scandinavia has always reminded me of fascinating history, rugged landscapes, and places that have something special about them. That is why I decided to pick up Szepty kamieni by Berenika Lenard and Piotr Mikołajczak. This book offers a slightly different perspective on Iceland, exploring abandoned places and the stories that can still be found within them.

    I decided to read it because it reminded me of the time when I had contacts in northern Scandinavia. That part of the world has always seemed interesting to me, not only because of its nature but also because of its history and unique atmosphere. Those associations made me want to learn more about this book and see what it had to offer.

    The book takes readers to abandoned places in Iceland, presenting their history and the stories connected to them. The authors look beyond the typical tourist attractions and focus on places that might otherwise be forgotten. I like this kind of approach because it shows that even seemingly empty buildings and forgotten locations can tell us a lot about the past and the people who once lived there.

    Is this book close to me? Definitely, mainly because of the memories and associations I have with northern Scandinavia. I enjoy books that bring certain places to mind and make me think about my own experiences while discovering something new. Szepty kamieni is one of those books for me, combining an interesting look at Iceland with a subject that feels personally meaningful.

  • Tydzień 42. Kuchnia roślinna dla każdego – Eryk Wałkowicz

    Jesień to dla mnie dobry moment, żeby bardziej zainteresować się sezonowymi warzywami i owocami. Właśnie dlatego sięgnąłem po książkę Kuchnia roślinna dla każdego Eryka Wałkowicza. To temat, który dobrze pasuje do tej pory roku, kiedy można korzystać z wielu warzyw i przygotowywać z nich coś dobrego.

    Lubię dobrze jeść i gotować, dlatego staramy się w domu przygotowywać posiłki na zmianę. Nie zawsze jednak idzie nam to bez problemów, bo czasami zaczynamy się trochę kłócić o to, kto tym razem powinien stanąć przy kuchence. Ostatecznie jednak jakoś się dogadujemy i każdy ma okazję coś przygotować.

    Myślę, że warto jeść sezonowe produkty, nie tylko ze względu na smak, ale również dlatego, że pozwalają urozmaicić codzienne posiłki. Jesień daje sporo możliwości, a kuchnia roślinna pokazuje, że warzywa mogą być podstawą naprawdę ciekawych dań.

    Czy warto zainteresować się tą książką? Moim zdaniem tak, szczególnie jeśli ktoś chce trochę zmienić swoje codzienne gotowanie i częściej wykorzystywać roślinne składniki. Dla mnie to również dobra okazja, żeby przypomnieć sobie, że zdrowe jedzenie nie musi być nudne, a wspólne gotowanie może być przyjemnością — nawet jeśli czasami trzeba się najpierw pokłócić o to, czyja jest kolej.

    ENG
    Week 42. Kuchnia roślinna dla każdego – Eryk Wałkowicz

    Autumn is a great time to focus on seasonal fruit and vegetables. That is one of the reasons why Kuchnia roślinna dla każdego by Eryk Wałkowicz caught my attention. I enjoy eating well and cooking, so this topic feels especially fitting at this time of year.

    At home, we take turns cooking. Of course, it does not always go smoothly, and sometimes we argue a little about whose turn it is, including with Art. Eventually, we work it out and prepare something good.

    I think seasonal ingredients are worth using because they bring variety and flavour to everyday meals. Plant-based cooking can also be a good way to discover new dishes and change our usual habits.

    For me, this book is a reminder that eating well does not have to be boring. And cooking together can be enjoyable, even if we sometimes have to argue first about who is going to do it!

  • Wpadliśmy na chwilę na Świat Dyni, bo takie imprezy stały się już chyba stałym elementem jesieni w naszej gminie. Organizowane są tutaj od prawie 30 lat, więc to już całkiem spory kawałek lokalnej historii. Tym razem zdecydowanie dominowali starsi mieszkańcy, co trochę nas zaskoczyło, ale najwyraźniej mają swoje tradycje i miejsca, do których chętnie wracają.

    Sama dynia od razu uruchomiła u mnie skojarzenie ze Smashing Pumpkins i Billym Corganem. Kilkanaście lat temu miałem swój mały epizod w okolicach Chicago i mieszkałem wtedy w miasteczku niedaleko miejsca, z którym związany był Corgan. To były czasy Motel 6, muscle car i jazdy po okolicy, kiedy nawet zwykły przejazd wzdłuż Grand Parku wydawał się czymś wyjątkowym. Zupełnie inne życie, inne czasy i trochę inny Chicago. Tutaj, po tylu latach, zwykła dynia na lokalnej imprezie i nagle wracają takie wspomnienia. Tutaj to nie Elk Groove Village ale myśle, że nawet lepiej. 🙂

  • Porządkowałem ostatnio swoją kolekcję CD i oczywiście zamiast szybko poukładać płyty, zacząłem je przeglądać. W ręce wpadły mi stare płyty Misfits i Glenna Danziga, więc zrobił się z tego całkiem konkretny powrót do korzeni. Najpierw Misfits, później Danzig i nagle człowiek przypomina sobie, jak dużą częścią muzycznej historii były dla niego te mroczne, proste i charakterystyczne brzmienia.

    Zacząłem więc wyciągać kolejne płyty z regału i wracać do rzeczy, których dawno nie słuchałem. Bez szukania nowości i przeskakiwania między przypadkowymi utworami, tylko stare CD, okładki, książeczki i muzyka, którą kiedyś znało się niemal na pamięć. Taki powrót do czasów, kiedy płytę wybierało się z półki, wkładało do odtwarzacza i słuchało od początku do końca.

    Jesień chyba dobrze pasuje do takich powrotów. Krótsze dni i wcześniejszy zmrok dają więcej czasu na siedzenie przy regałach i przypominanie sobie starych płyt. Niedawno minęło też 38 lat od wydania „Suffer” Bad Religion i aż trudno uwierzyć, jak szybko ten czas minął. Chyba właśnie dlatego warto czasem wrócić do płyt, od których wszystko się zaczęło.