Gdy zima zamienia miasto w ciszę

W końcu nadeszła zima. Kilkudniowa, wyczekiwana przez wielu, ale jednocześnie niezwykle niebezpieczna. Śnieg i lód pojawiły się nagle, bez zapowiedzi, zmieniając okolicę w coś, co bardziej przypomina miasto duchów niż znane mi ulice.

Przechadzam się po najbliższej okolicy i mam wrażenie, że wszystko się zatrzymało. Cisza jest niemal nienaturalna. Nie ma samochodów ani ludzi, słychać tylko skrzypienie śniegu pod butami. Na nogach mam raczki, bez nich nie byłoby mowy o jakimkolwiek wyjściu z domu. Dzięki nim mogę ostrożnie dotrzeć do lokalnego sklepu, jedynego miejsca, które jeszcze funkcjonuje w tym lodowym bezruchu.

Placówki są pozamykane. Szkoły, urzędy i inne instytucje zawiesiły działalność na co najmniej dwa dni. Oficjalnie z powodów bezpieczeństwa, w praktyce dlatego, że poruszanie się stało się po prostu niebezpieczne. Wystarczy zajrzeć do wiadomości. Sytuacja nie wygląda dobrze. Mnóstwo stłuczek, drobnych wypadków, samochody porzucone na poboczach, ludzie ślizgający się na chodnikach.

Zima przyszła tylko na chwilę, ale zdążyła pokazać, jak cienka jest granica między codzienną rutyną a całkowitym paraliżem. Kilka dni lodu wystarczyło, by wyciszyć miasto, zamknąć szkoły i zmusić wszystkich do zwolnienia tempa.

Być może to moment, który przypomina, że czasem trzeba się zatrzymać. Choć szkoda, że natura robi to w tak ryzykowny sposób.

Posted in ,

Dodaj komentarz