Koniec roku zbliża się cicho, ale wyraźnie. Zauważam go w drobnych momentach, w zwalniającym rytmie dni, w myślach, które coraz częściej wracają do podsumowań. Biegam dalej, bez presji. Powoli zaczynam liczyć kilometry z całego roku, te biegowe, rowerowe, siłowe. Wszystko, co było ruchem. Wynik? W tym roku będzie w miarę. Może średnio. I to jest w porządku. To był ruch wystarczający, żeby być w drodze.
Równolegle domykam projekty, jeden po drugim. Z poczuciem, że każdy z nich zabrał ze sobą kawałek mojej uwagi, energii i obecności. Teraz ta odpowiedzialność stopniowo się rozluźnia, a ja czuję przestrzeń na coś nowego. Nowe rzeczy już się pojawiają, jeszcze nienazwane, ale wyczuwalne. Jest w tym ekscytacja. Spokojna, ale prawdziwa.
Ten rok był intensywny. Ciekawy. Momentami wymagający, momentami zaskakująco lekki. Dużo się działo, w działaniu i w środku. Dlatego na koniec chcę na chwilę się zatrzymać i podziękować. Sobie, za konsekwencję i uważność. Rodzinie, za obecność, wsparcie i przypominanie mi, co naprawdę ma znaczenie. Za ten rok, który mija, i za nowy, który nadchodzi.
Zamykam ten etap z poczuciem domknięcia, bez fajerwerków, z oddechem. Gotowy iść dalej w swoim tempie.


Dodaj komentarz