Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu. (Przerwa spowodowana była nauką do obrony magisterskiej). W wrześniu sporo się działo w świecie biegacza. Po raz czwarty, przedostatni, atak na Koronę Maratonów Polskich podczas Wrocław Maratonu, bieg o Sztachetkę w Płotach.
Do Wrocławia udałem się w sobotni poranek, a ponad 6 godzinną drogę umilił mi najnowszy Runners Polska magazyn. Szybka przesiadka w Poznaniu i trzy godziny jestem we Wrocławiu gdzie pośpiesznie, niepotrzebnie,kieruje się do biura zawodów na Stadionie Olimpijskim. Pakiety startowe odbierać można aż do godziny 22:00, prawie niespotykane miłe zaskoczenie. Możliwość skorzystania z darmowej noclegowni na tzw. glebie nie przekonała mnie więc opcja akademik jest aktywna, koszt 35 złotych. Nie polecam bo spałem góra cztery godziny a młodzież akademicka nie była zbyt cicho, mimo że wrzesień 🙂 Pobudka przedwczesna i na start, jakieś 5 minut drogi, wszystko to jakby dopracowane pod biegacza.
Na trasie 42 kilometrów z hakiem ponad 20 punktów dopingowych i tu nowość – konkurujących ze sobą. Punkty kontrolne, żywnościowe – co około 2500 metrów więc gratka dla smakoszy lecz niedogodności związane z bólem kolana na 35 kilometrze spowodowały, że musiałem się doczłapać a i czasówka na tym ucierpiała. Dobra rada? W prowiant na drogę, czytaj żele energetyczne, zaopatruj się wcześniej, bo mimo organizowanych expo, przetestowane przez ciebie mogą być niedostępne, tak jak w tym przypadku. Ocena 8/10.
W międzyczasie moje pierwsze bieganie w Płotach k. Nowogardu. Trasa dosyć wymagająca. Jeden zbieg o kształcie trójkąta plus jeden długi podbieg, pomnóż razy trzy i wychodzi 10 kilometrów rekreacji. Impreza lokalna, opłata startowa niska, dostępność duża a i pakiet startowy bogaty. Nic tylko biegać. Za rok na pewno wrócę.
PS Od dwóch dni jestem magistrem, zmiana regulaminu KMP i medal na pamiątkę.



Dodaj komentarz