Jeszcze niedawno w naszym domu przewaga była zdecydowanie po stronie kobiet i kiedy przychodził marzec, a wraz z nim Dzień Kobiet, można było powiedzieć to święto w pełni zasłużone i w pełni nasze ale od jakiegoś czasu pojawił się u nas nowy, bardzo mały facet. Choć na razie bardziej obserwuje świat niż go komentuje, to jednak zmienił trochę układ sił w domu. Można więc powiedzieć, że powoli wyrównujemy proporcje.
Dzień Kobiet zawsze miał w sobie coś z początku. Trochę jak pierwszy ciepły dzień po zimie. Jeszcze nie do końca wiosna, ale już wiadomo, że nadchodzi. Kiedyś zresztą rok wcale nie zaczynał się w styczniu. W wielu miejscach Europy długo liczono jego początek dopiero na wiosnę, często w okolicach kwietnia. To miało sens, bo wtedy naprawdę zaczynało się życie.
Ziemia budziła się po zimie, pola zaczynały pracować, drzewa wypuszczały pierwsze pąki. Budzili się też ludzie, trochę dosłownie, trochę symbolicznie. Kończył się czas zimowego trwania, a zaczynał czas działania ale są takie momenty, kiedy można go znów złapać.
Teraz właśnie zaczynamy się budzić razem z ogrodem. Coraz więcej światła wpada rano przez okna, powietrze pachnie inaczej, a ziemia powoli przypomina sobie, że zaraz znów będzie zielona. W tym wszystkim jest też nasz dom, trochę głośniejszy niż kiedyś, trochę bardziej nieprzewidywalny, z małym człowiekiem, który dopiero uczy się świata i że choć dziś rok oficjalnie zaczął się już dawno temu, to tak naprawdę dopiero teraz wszystko zaczyna się na dobre.
Powoli budzi się też sezon sportów na zewnątrz. Wystartował już bieg w Poznaniu, dawniej traktowany trochę jak symboliczny początek sezonu biegowego, znany wielu jako Recordowa Dziesiątka. Pierwsze wiosenne starty już za nami, a kolejne, w tym pierwsze maratony, są tuż za rogiem. Z każdym tygodniem kalendarz robi się coraz gęstszy, a my znów wracamy do rytmu: trening, start, kolejny cel.



Dodaj komentarz