Na początku roku zdecydowałem się na ultrarajd nad Polski brzeg morza Bałtyckiego. Taki pomysł legł już w gruzach dwa razy w zeszłym roku. Na zorganizowanej trasie ze Szczecina do Kołobrzegu, odbywał się kilka lat wstecz – piesza, biegiem i rowerem, wyścig o długości 147 kilometrów. Postanowiłem ruszyć ich trasa lecz kilka godzin wcześniej, nie urywając nocy na trasie.
Trasa rowerowa przebiegała z Dworca Głównego w Szczecinie, przez szczecińskie Dąbie, okolice goleniowa, Maszewo, Nowogard, Płoty i na sam koniec odbijając w stronę Bałtyku przez Mrzeżyno a kończąc na plaży w Kołobrzegu. Tak to sobie wydłużyłem. Zamknąłem trasę na 180 kilometrach wracając na dworzec w Kołobrzegu a stamtąd już tylko dwie godziny pociągiem do domu.

Na szlak wyruszyłem około godziny szóstej kiedy słońca nie było jeszcze na zenicie. Już na pierwszym wirażu, po kilkunastu kilometrach, wpadłem w niekontrolowany poślizg. Wyhamowałem dodatkowo kiedy trasa w okolicach Maszewa zamieniła się w błotne cross country pod wpływem deszczu i śniegu. Trwało to tylko godzinę. Na pierwsze pięćdziesiąt kilometrów byłem wyposażony w prowiant oraz głównie wodę. Później trasa wyglądała jak szlak pomiędzy stacjami benzynowymi. Zresztą rajd jest zwany nieśmiało Szlakiem czerwonych stacji benzynowych. Niepotrzebnym balastem okazał się powerbank, po drodze większość stacji była wyposażona w ładowarki.


Bieg częściowo przecinał stara S szóstkę. Sentyment… Wiele razy jeździłem tędy na studia, kiedy jeszcze nie mieszkałem w Szczecinie. Raz pociągiem, niekiedy autem. Teraz ta trasa przypomniała mi jak to było kiedyś. Po woli i do celu 🙂
Na wysokości Płotów, trasa zaczęła mi się nużyć. Odbiłem na północ po raz ostatni w nadmorskie strony. Minąłem tablice informacyjną Kołobrzeg po około ośmiu godzinach i szybko udałem się na Dworzec Główny. Po drodze udało się zahaczyć o pasztecika z barszczem. To musiało wystarczyć bo większość restauracji była już zamknięta. Zima – martwy sezon.. Na liczniku 186 kilometrów. Musiałem delikatnie zjechać z trasy.
Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. Taka moja konkluzja. Jak ta stara droga, którą jeżdżą już tylko lokalsi. Są też rzeczy zmieniające się non stop. W świecie cyfryzacji i komputeryzacji przyszło mi podróżować rowerem w pociągu 🙂

Czy naprawdę, wedle wielu głosów w mediach i prasie a w szczególności Internecie, u nas jest tak źle? Nie sądzę. Podróżuje sporo, teraz już ze swoją rodziną, widzę zmiany ale zauważam też co dzieje się albo nie zmienia w innych krajach. Pozostać wiernym nie jest żadną sztuką, gdy wszystko idzie gładko. Wierność okazuje się dopiero wtedy, gdy wszystko źle leci. Niech to będzie podsumowaniem tej wyprawy.
PS: Myślę o kolejnej.

Dodaj komentarz