Pierwszy raz od dłuższego czasu mogłem widzieć Niepodległy tłum na ulicach rodzimego miasta. Wiele lat szczęście mi nie dopisywało, lecz korzystając z okazji zdecydowałem, że nie udam się do stolicy a zostanę w domu.
Świętowałem już dobę wcześniej w miejscowości o wdzięcznej nazwie Stolec k. Dobrej Szczecińskiej. Nieoczekiwanie fenomenalny, kameralny bieg na łonie natury. Bez większej rywalizacji sportowej, za to pełne zadumy i refleksji kursowanie. Na samym początku po świeżo opadłych liściach, aż do lekko zmarzniętych muld. Wszystko to okraszone niewielkim ale pamiętnym racowiskiem oraz wręczeniem flagi na ostatnie, nie bez kozery, STO DWADZIEŚCIA TRZY LATA. Mniej znaczy więcej?…

Na drugi dzień obowiązkowo, w przyjacielskim gronie, Marsz Niepodległości. Zaskoczyła mnie frekwencja, ponad sześć tysięcy ludzi. Bardzo rodzinnie, z uśmiechem na ustach, wszyscy razem.
PS: Żadnych faszystów nie widziałem 😉
Do zobaczenia za rok, życzę Wam co najmniej kolejnych stu lat w mądrości oraz przyjaźni.

Dodaj komentarz