Do Lądka – Zdroju wybieram się, ponownie, od dwóch lat. Zrządzenie losu, że termin pasował, jednak nie minąłem się z formą, natomiast zmęczenie po poprzednich eskapadach nie pozwala mi pobiec koronnego dystansu. Odbiór pakietu z Kinoteatru i szybkie studiowanie mapy trasy.

Start wcześnie ran to zaoszczędzenie dystansu kosztem piekielnego słońca, które miało się pojawić kolejnego dnia. Tak jednak się nie stało. Ciemne chmury przysłoniły nieboskłon. Pozostała tylko walka z odwodnieniem i wysoka temperatura.

Sam dystans lekko się wydłużył, o kilka kilometrów. Nie mniej jednak było względnie przyjemnie. Czas na szlaku minął błyskawicznie. Warto było wracać, po raz kolejny.
PS: Atmosfera festiwalu skłania do stawienia się większą grupą. 🙂



Dodaj komentarz