Bieg Maratończyka wraca do mnie co roku. Choć nie należę do tego klubu, biegam z nimi na tyle często, że czuję się częścią tej przestrzeni. To nie jest kwestia przynależności, ale obecności. Bycia razem w ruchu, w tym samym tempie, na tej samej trasie.
W tym roku zabrakło zimowej scenerii. Nie było śniegu ani surowego krajobrazu, ale temperatura była dokładnie taka, jak trzeba. Sprzyjała uważnemu bieganiu. Bez walki, bez napięcia. Po prostu krok za krokiem.
Najbardziej zostają jednak ludzie. Znajome twarze, spotykane na trasach przez lata. Krótkie rozmowy, uśmiechy, wspólne kilometry. Byli też ci, którzy wygrywali ten bieg na początku lat 2000. Spotkanie z nimi było jak dotknięcie historii — ciche przypomnienie, że czas płynie, a pasja zostaje.
Ten bieg nie jest dla mnie o wyniku. Jest o powrocie. O byciu tu i teraz, w ruchu, wśród ludzi, z którymi dobrze dzieli się przestrzeń. Pobiegłem, spotkałem się, pobyłem. I to w zupełności wystarczy.

Dodaj komentarz