Dlaczego akurat taka nazwa? Bo tak było jak chodziliśmy do szkoły. Góra miała zmieniać nazwę kilka razy odkąd pamiętam. Dla mnie zawsze to będzie właśnie ta himalajska Czomolungma, o którą pytała Pani od Geografii.
W ciągu kilku ostatnich lat brałem udział w symbolicznych biegach Everest. Karpacz, Szczecin, a to Warszawa. Ten puszczański kojarzy mi się z górami najbardziej. Może nie najwyższymi, ale jednak. Sporo błota – bo to luty ale i frekwencja dopisała. Kilka minut przed startem przywitał nas srogi deszcz. Idealne sobotnie przedpołudnie.
Bieg okazał się zabawniejszy pod względem form wywrotek i ślizgów aniżeli kilka poprzednich edycji. Nastawiliśmy się na dobra zabawę. Wynik też nie był najgorszy. Dopisuję ten start do listy „najbliższe, najchętniej wybierane” biegi.

PS: Na zdjęciu powyżej to już chyba pada śnieg. Rola biegacza jest ważna. Rola organizatora? – nieoceniona.

Dodaj komentarz