Pomimo niedosytu po zeszłorocznej edycji Wrocław Maratonu, zapisując się w ostatnim terminie, zdecydowałem się pobiec i tym razem. Prz okazji zaliczony czwarty etap Korony Gór Polskich dnia poprzedniego (Ślęża) co później zaowocowało bólem w trakcie wyścigu. Pogoda nie dopisała ale satysfakcja pozostaje na zawsze 🙂
Bonum Cursum
Savickis life journey


Dodaj komentarz